Szukaj na tym blogu

9 kwietnia 2020

Projekt: "Przyszłość".


35. Wrócę do siebie.

Najcięższa była świadomość, że wrócę do siebie, zostawiając go samego z nią. Nawet nie bardzo wiedziałem, czy będę miał możliwość prześledzenia jego życia, do końca, ze szczegółami.


Było już późno. Regulamin internatu wyraźnie mówił, że gości można było mieć tylko do dwudziestej pierwszej. Właśnie zbliżała się cisza nocna. Nie mam pojęcia, jak udało się jej przemknąć obok w pokoju wychowawczyni, która niczym mitologiczny cerber, pilnowała nas bardzo czujnym wzrokiem. Tak, czy inaczej, fakt pozostaje faktem: Julka znalazła się u mnie. To świadczyło o tym, że bardzo potrzebowała mojej obecności w swoim życiu i potrafiła zrobić wiele, aby tego dokonać. 
-Hej. Przyszłam na tylko chwilę, - powiedziała niepewnie. 
Wyszedłem z łazienki z mokrymi dłońmi. Wziąłem ręcznik, wytarłem ręce, a ona stała w drzwiach, patrzyła na mnie i drżała. Chociaż, może bardziej mi się zdawało, że drży, niż działo się to naprawdę. Uśmiechnąłem się do niej: 
-Siadaj, - odezwałem się zapraszającym głosem. 
Jej oczy skierowane były na moją twarz.
-Nie wiem, czy mnie nie wygonią.
Czułem, że chce mi coś powiedzieć. 
-Spokojnie, - westchnąłem, - może nie tak od razu. 
Znów działa się między nami magia. Właściwie, nie wiem, co to było. Szereg drobnych gestów, które, powoli, ale bez przerwy, zbliżały nas do siebie. 
-Co robisz w ten weekend? - spytała. 
Szczerze mówiąc, miałem zamiar pojechać do matki, ale kiedy spojrzałem na nią, wiedziałem, że zostanę. 
-Słyszałam, że woda w naszym basenie jest ciepła.
Uśmiechnąłem się do niej.
-No tak. Rzeczywiście, masz rację. Dwa dni temu byłem i… powiem ci, że było super. 
-Często chodzisz na basen? - dorzuciła.
-No… często. Jak tylko mam trochę czasu.
Przekręciła głowę na jeden bok, a włosy opadły jej na czoło. 
-Jak ci się udaje tam tak wchodzić? Przecież są wyznaczone godziny.
Znów się uśmiechnąłem.
-Brat ma jakieś znajomości z ratownikiem. Coś mu tam załatwił. Facet bez problemu wpuszcza nas wieczorem, kiedy nie ma już ludzi. 
-Więc możesz tam pójść? 
-No. Mogę.
-Zabierzesz mnie ze sobą? 
Rozbroiła mnie całkowicie. 
-Jasne, że tak. Pewnie będzie kilka osób, albo nikogo…  Wiesz… to duży obiekt… na pewno nie będzie luźno. Masz jakiś strój?
 Zrobiła słodką minę.
-Przecież nie pójdę nago. Coś znajdę.
Pływanie było czymś, czym zawsze mogłem się pochwalić przed znajomymi. Zawsze lubiłem chodzić na basen i uwielbiałem pływać. To było coś, w czym byłem naprawdę dobry. Swojego czasu wziąłem udział w igrzyskach szkolnych. Zająłem czwarte miejsce. 
-Tam jest ponad dwa metry. Nie utopisz się? - spytałem. 
Myślałem, że mnie pocałuje. 
-Nie musisz się o mnie martwić. Dam sobie radę, - powiedziała. 
Podszedłem do niej, a właściwie, przesiadłem się na łóżko po drugiej stronie pokoju. Objąłem ją ramieniem i, nic nie mówiąc, przytuliłem mocno do siebie.
-Wygląda na to, że jesteś dzielną dziewczyną, - szepnąłem. 
 Ostatnio coraz częściej zapomniałem o tym, że tak naprawdę, nie jestem sobą, że jestem duchem zasiedlającym obce ciało. W tym momencie, byłem, po prostu, Robertem sprzed lat. To dziwne, wystarczył tak krótki okres czasu, aby przyzwyczaić się do tych wszystkich zmian zarówno w moim życiu jak i ciele. Przynajmniej w grubszym zakresie. 
Czy tego chciałem, czy nie, powoli stawałem się jedną osobą. Coraz bardziej jednoczyłem się ze swoim młodym ja. W tej chwili trudno było powiedzieć, co z takiej hybrydy może powstać. Coraz trudniej było mi oddzielić mnie i jego. Zapomniałem, że jesteśmy dwiema różnymi osobami, że przybyłem tutaj z przyszłości, z jego przyszłości i, że będę tutaj tylko jakiś określony czas, że nie zostanę na zawsze. 
Najcięższa była świadomość, że wrócę do siebie, zostawiając go samego z nią. Nawet nie bardzo wiedziałem, czy będę miał możliwość prześledzenia jego życia, do końca, ze szczegółami. Stawał się mi być coraz bliższy, a to wszystko było bardziej mną niż nim.
Przebywając w tym, niejako obcym sobie, świecie, czułem jego ciało tak mocno, jakby było moim własnym. Czułem to bardzo dobitnie. Drżał z podniecenia. Ten młody chłopak, ten nastolatek… nie…  przecież to już dojrzewający mężczyzna, facet na progu dorosłości, ale jeszcze tak bardzo dziecięcy, drżał z podniecenia. Czułem to bardzo dokładnie, a jednak druga część mnie, ta starsza, próbowała jakoś zapanować nad tymi emocjami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...