33. Kolanem w jaja.
“Kurwa, kolanem w jaja. Tylko mocno! O, teraz!” Wziął porządny zamach. Ten cios był jeszcze lepszy od poprzedniego. Kolega dostał kopniakiem między uda tak solidnie, że zgiął się wpół niczym scyzoryk.
Nie miałem czasu na zbyt długie zastanawianie się nad swoim stanem, bo musiałem wykonać kolejny unik. Przymierzał się już do następnego ciosu. Sytuacja była coraz bardziej ekstremalna. Moje młode ja zaczęło panikować. Dla tego chłopaka było to coś okropnego. Nigdy wcześniej nie zetknął się z taką sytuacją. Nigdy wcześniej nie musiał podejmować takich decyzji. Słyszałem jego myśli. Krzyczał w duchu, że musi jakoś z tego się wydostać, przeprosić, albo uciekać. Wszystko jedno, byleby tylko nie ciągnąć tego dalej. Natomiast ja, jako ten starszy i doświadczony, powtarzałem stanowczo:
“Nie ruszaj się! Stój w miejscu i uważnie patrz na niego. Nie spuszczaj go z oczu, kontroluj każdy jego ruch. Nie pozwól się zaskoczyć. Tylko spokojnie, widzisz, jest nietrzeźwy. Zobacz tylko, chwieje się na nogach. Dasz radę! Pokonasz go, tylko mnie słuchaj. Lewa ręka do góry! Blokuj jego cios. Teraz!”
Wymierzył prosty, ale jego pięść wylądowała na jego przedramieniu. Mimo to, był dośc mocny. Po chwili spostrzegłem kolejną okazję.
“Uwaga! Teraz prawa! Wyżej! Wal! Sierpowy!”
Zamachnął się z całych sił. Długi tor lotu rozpędził pięść do dużej prędkości. Usłyszałem dziwny trzask. Sam byłem zaskoczony, że tak się stało.
“Dobrze! Strzał w dziesiątkę!”
Napastnik dostał w środek nosa.
“Ufff… boli… Skurczybyk, ale jest twardy”, - pomyślał.
“Ciebie boli?! No to spójrz na niego! Chyba złamałeś mu kichawę”, - odpowiedziałem w duchu.
Przeciwnik zaczął bardzo krwawić. Nie wiem, jak to się działo. Nie rejestrowałem wszystkiego zbyt dokładnie. Adrenalina zrobiła swoje. To były pojedyncze klatki czasu. Roman dość długo nie mógł zrozumieć, co się stało. W końcu otarł bolące miejsce dłonią i spojrzał na zakrwawioną rękę z niedowierzaniem.
-O ja pierdolę, ty skurwysynu, rozjebałeś mi nos! - krzyknął.
Był wściekły. Ruszył na mnie z impetem. Teraz niemal czułem każdy jego ruch. Znów zrobiłem unik. W ostatnim momencie odsunąłem się o jeden krok. Nie spodziewał się. Śmignął obok mnie i padł na ziemię jak długi. Widziałem, że każda kolejna sekunda przeważa szalę na moją stronę. Ja zyskiwałem coraz większą pewność siebie, a on wpadał w furię, która przesłaniała mu zdrowy rozsądek. Podnosił się bardzo powoli. Widać było, że nie już daje rady.
-Och ty chamie pierdolony! Nie żyjesz… nie masz po co pokazywać się w szkole, - mamrotał.
Wreszcie stanął na nogach i znów zaczął biec na mnie z pięściami. Musiałem być bardzo czujny.
“Uwaga! Blokada! Dobrze! Wyżej! Lewa ręka wyżej, lewa ręka wyżej!!! Unik! Dobrze!” - krzyczałem tak, iż miałem wrażenie, że słychać mnie w tym parku.
Odsunąłem głowę w ostatnim momencie. Jego pięść przeszła obok mojej twarzy, dosłownie, o kilka centymetrów.
“Teraz!!! Sierpowy! Mocno! Wal ile masz sił!”
Wziąłem porządny zamach. W tym momencie wyrzuciłem z siebie całą złość, całą wściekłość na niego, za te wszystkie lata poniżania. Wyobraziłem sobie, że jest zwykłym pniem drzewa, workiem treningowym. Walnąłem! Poskutkowało.
Okazało się, że byłem dużo silniejszy, niż mi się wydawało. Wystarczyło trochę wiary i determinacji. Szkoda, że wcześniej nie wprowadziłem tego w życie. Gdybym wtedy lepiej traktował siebie samego i lepiej wykorzystywał swoje możliwości, moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.
Cios był silny i precyzyjny. Trafiłem go w oko. Zachwiał się i przewrócił. To był nokaut. Próbował, ale nie mógł już się podnieść.
-Matko święta, nic nie widzę. Kurwa, nic nie widzę, - zaczął panikować.
Jarek, który wszystko obserwował z boku, stracił już część swojego zapału. Mimo to, postanowił stanąć w obronie kolegi. Zbliżył się do mnie z tyłu, chwycił za sweter i próbował przewrócić. Nie mogłem pozwolić, by zyskał przewagę.
Tymczasem mój sobowtór znów wpadł w panikę.
“Ale się narobiło! Oni mnie zabiją! Trzeba uciekać!”
Musiałem natychmiast zareagować.
“Kurwa, gdzie?! Nigdzie nie idziesz! Mówiłem, że dasz radę! Chwyć go w okolicach klatki piersiowej!”
Zrobił to.
“Widzisz, jak chcesz, to możesz. Dobrze! Trzymaj! O tak! Za ubranie! Mocno! Nie daj się chujowi uwolnić! Okej, teraz odsuń go od siebie!”
Wykonał moje polecenie. Nasza współpraca szła nam coraz lepiej. Napastnik nie zdawał sobie sprawy z tego, co za chwilę się stanie. Gdyby coś podejrzewał, może nie poszłoby tak łatwo. Zaskoczenie było naszą mocną stroną.
“Dobrze, a teraz przypierdol mu!”
Trząsł się ze strachu.
“Dobra, ale jak?”
“Kurwa, kolanem w jaja. Tylko mocno! O, teraz!”
Wziął porządny zamach. Ten cios był jeszcze lepszy od poprzedniego. Kolega dostał kopniakiem między uda tak solidnie, że zgiął się wpół niczym scyzoryk.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz