Szukaj na tym blogu

1 kwietnia 2020

Projekt: "Przyszłość".


27. Nigdy nie byłem sam.

W sumie, nigdy nie byłem sam i w razie problemów zawsze miałem jakąś ochronę, przynajmniej pozorną. Byłem przekonany, że to jest właśnie w tym momencie najważniejsze. 


Tak więc, jeżeli tak to można nazwać, zacząłem naprawiać swoje życie. Zacząłem zmieniać swoje wyniki w nauce, relacje z kolegami i z koleżankami. Przede wszystkim zacząłem się więcej uśmiechać i bardziej realistycznie patrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość. Starałem się odganiać czarne chmury gromadzące się nad moją głową i, po prostu, normalnie żyć, stawiając naukę na pierwszym miejscu, a nie na ostatnim, tak jak to było do tej pory. Już po pierwszych kilku tygodniach uświadomiłem sobie, że nie jest tak źle. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, a to dawało to dużo więcej satysfakcji, niż poprzedni sposób funkcjonowania. 
Oczywiście, jak to zwykle bywa, nie obyło się bez kłopotów. W mojej klasie funkcjonowało coś w rodzaju nieoficjalnego gangu. Była to grupa uczniów, która za nic miała zasady panujące w szkolne oraz naukę. Byli to tak zwani szpanerzy, którzy uważali się za samców alfa i starali się trzymać wszystkich za przysłowiową mordę. Czasami zdarzały się sytuacje, bardzo niekomfortowe, dla reszty klasy. Zebrali się we trzech albo we czterech i na siłę, próbowali wyciągnąć całą całą resztę na wagary. Dlaczego? Bo tak. Bo któryś z nich był nieprzygotowany do klasówki. 
Wiadomo, że takie wyczyny nie kończą się dobrze dla wszystkich uczestników takiej eskapady. Nauczyciel i tak zrobił klasówkę, czy przepytał wszystkich po  kolei, tyle, że tym razem, dwa razy dokładniej. Uważali, że jak cała klasa nie przyjdzie to wina się rozmyje. Po części ja również tak uważałem. Najmniej przed zdarzeniami, które teraz nastąpiły. 
No cóż, młodzi ludzie myślą krótkowzroczne i nie potrafią przewidzieć konsekwencji swojego działania. Do tej pory bardzo pokornie szedłem za stadem i nie podnosiłem głosu. Myślałem, że trzymanie się w takiej grupie daje mi większą siłę. W sumie, nigdy nie byłem sam i w razie problemów zawsze miałem jakąś ochronę, przynajmniej pozorną. Byłem przekonany, że to jest właśnie w tym momencie najważniejsze. Teraz doskonale zdawałem sobie sprawę, że jeżeli chcę cokolwiek w życiu osiągnąć, muszę zacząć myśleć samodzielnie, bez pomocy kolegów.
Właśnie oni uważali, że się zmieniłem. No cóż, w zasadzie była to prawda. Inną sprawą pozostaje fakt, że oni nie potrafili tego uszanować. Zaczęli traktować mnie jak kujona, kogoś, kto się od nich chciał odseparować, kogoś, kto stał się inny i przestał z nimi trzymać sztamę. Dla takich osobników było to jak policzek wymierzony prosto w twarz. Uważali, że nie mogą puścić tego płazem. Trzeba było się na takim gościu wyżyć i go zgnoić, tak żeby następnym razem takie bzdurne pomysły w ogóle mu do głowy nie chciały przyjść. 
No cóż, takie jest życie. Miałem świadomość, że pewne konsekwencje swojego zachowania będę musiał ponieść. Wiedziałem jednak, że nie mogę się poddawać i rezygnować z raz podjętych planów. 
Tak przy okazji, patrząc z mojej perspektywy, z perspektywy człowieka niespełna pięćdziesięcioletniego, wiedziałem, że oni wszyscy nie wyjdą na tym swoim zachowaniu najlepiej. Śledząc historię mojej klasy na forach internetowych i portalach społecznościowych, dowiedziałem się, że wszyscy członkowie tej grupy popadli w życiowe kłopoty.  Co tu dużo mówić, większość z nich skończyła swoją karierę na ulicy, bez pracy i bez mieszkania. Jeden nawet zaliczył trzyletnie więzienie za drobne kradzieże i napady. Mogłem tylko dziękować Bogu, że mimo wszystko poszedłem inną drogą. 
Teraz ta wiedza bardzo mi się przydała. Będąc w szkole jako młody chłopak nie mogłem o tym wiedzieć. Nie było możliwości, abym te fakty był w stanie przewidzieć. Do momentu, kiedy nie doszło jeszcze do połączenia dwóch osobowości, wydawało mi się, że wszyscy ci koledzy są naprawdę fajni i że to jest wzór do naśladowania. To cud, że nie poszedłem w ich ślady.
Mimo wszystko, jeżeli chciałem cokolwiek poprawić, musiałem dużo więcej nad sobą pracować. Nie było innego wyjścia, jak zacząć wpływać na moje młodsze ja i je zmieniać w odpowiedni sposób. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...