32. Zostaw ją, ty skurwysynu!!!
Szarpnąłem go jeszcze mocniej. Był pijany. Zachwiał się i, o mało nie przewrócił. -Jak nie słyszałeś, to jeszcze raz powtórzę: zostaw ją, ty skurwysynu!!!
“Posłuchaj mnie uważnie”, - odezwałem się do swojego młodszego ja, - “nie możesz tak stać. Oni ci nie odpuszczą. Jeżeli chcesz, by ona z tobą została, musisz stanowczo zareagować”.
Bał się zrobić cokolwiek. Był sparaliżowany.
“Nie stój tak! Zaatakuj! On się tego nie spodziewa.”
Czułem, że jego (nasze) ciało się trzęsie.
“Śmiało! Popchnij go! Teraz!”
Jeszcze czekał. Mijały cenne sekundy.
“Dawaj! On ci nic nie zrobi! Popchnij go!”
Przełamał się. Jego reakcja była natychmiastowa i gwałtowna, tak gwałtowna, że napastnik zachwiał się i przewrócił. Jarek nie wierzył, że ten drobny chłopak może to zrobić. Był kompletnie zaskoczony. Widziałem jego oczy, były wielkie jak złotówki.
Więc wojna się zaczęła. Nie było czasu na myślenie i zastanawianie się, co by było, gdyby.
“Dalej! Atakuj!!!” - krzyczałem w jego głowie najgłośniej, jak tylko mogłem.
Podszedł do Romana. Szarpnął go za ramię.
-Zostaw ją! - powiedział stanowczo.
W pierwszej chwili oprawca nie zareagował. Nie wierzył, że słowa skierowane są właśnie do niego.
-Słyszysz?! Zostaw ją!!! - odezwał się jeszcze głośniej.
Z oczu Romana sypały się iskry. Miałem wrażenie, że mnie zabije.
-Hej ty - warknął, pełnym wściekłości głosem, - fiucie pojebany! Chcesz dostać w mordę?!
To nie brzmiało, jak grzeczne wyrażenie swojego nastroju. On rzeczywiście był w stanie to zrobić. Pewnie prędzej niż bym był się w stanie spodziewać. Jeżeli chciałem wygrać ten pojedynek musiałem być bardzo zdeterminowany i przygotowany na wszystko. Tak, czy inaczej, w tej chwili było już za późno na to, aby się wycofać. Pozostawała tylko jedna droga, jeden kierunek - do przodu.
Później odwrócił się do Julki i znów zaczął ją zaczepiać dość niewybrednymi tekstami. Starał się wepchnąć swoje łapy pod jej bluzkę. Tego było już za wiele. Nie mogłem pozwolić, aby ktokolwiek dotykał moją dziewczynę w taki sposób, aby ktokolwiek mógł zrobić jej krzywdę.
-No co, mała cipko, pójdziesz ze mną dzisiaj do łóżka? Dasz się wyruchać? - warczał w jej stronę.
Cały czas odbierałem wszystko podwójnie, ale wciąż starałem się zjednoczyć z moim sobowtórem. Było mi to potrzebne, aby lepiej kierować jego ciałem, aby móc wygrać to nierówne starcie. Jeszcze raz szarpnąłem go za ramię. Tym razem jeszcze mocniej i bardziej zdecydowanie.
-Nie słyszałeś?! Zostaw ją! Już!
Rzeczywiście przyhamował swoje zapędy. Myślałem, że da jej spokój. Myliłem się. Spojrzał na mnie, zmarszczył brwi i poczerwieniał na twarzy. Widać było, że robi się naprawdę wściekły.
-Bo co?! - warknął.
-Bo nic! Zostaw ją!
-Hahahaha… ja nie mogę! A jak nie, to co?! Co mi zrobisz, kutasie jeden?!
Szarpnąłem go jeszcze mocniej. Był pijany. Zachwiał się i, o mało nie przewrócił.
-Jak nie słyszałeś, to jeszcze raz powtórzę: zostaw ją, ty skurwysynu!!!
W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że nigdy nie byłem typem kulturysty, ani nawet sportowca. Wyglądając o wiele młodziej niż na swój wiek, byłem szczupły, wysoki i każdemu ustępowałem miejsca. Schodziłem z drogi wszystkim wokoło, dlatego, że totalnie nie wierzyłem we własne siły. W sytuacjach takich jak ta, nawet nie próbowałem walczyć.
Teraz pokazałem, że się nie cofnę, nawet gdybym miał rzeczywiście zostać pobity. Miałem jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.
-Ożesz ty pojebie! - wyrzucił z siebie, wściekły jak nie wiem co, - Jeszcze słowo, a dopierdolę ci, fiucie!
Zamachnął się. Zrobiłem unik. Nie trafił. Wymierzył drugi cios. Tym razem dostałem w policzek. Niezbyt mocno, ale zabolało. Przejechałem dłonią po zębach. Na szczęście nie wybił mi żadnego.
“Będzie siniak. To nic trudno”, - pomyślałem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz