Szukaj na tym blogu

4 kwietnia 2020

Projekt: "Przyszłość".


30. Robert ma dziewczynę.

-Ho, ho…  Robert ma dziewczynę… - odezwał się Roman. Milczałem. Chciałem uniknąć konfliktowej sytuacji. -Hej, pasztet, może pójdziesz ze mną? - właściwie zwrócili się bardziej do Julki, niż do mnie. 


Obydwaj czuliśmy się wtedy trochę dziwnie. Ja byłem jak opiekun i przewodnik. Przyznam, że była to bardzo trudna rola. On nie dowierzał, wątpił w to wszystko, chwilami był dość chwiejny. Kiedy wydawało się, że wszystko już rozumie musiałem mu tłumaczyć od początku. Moją rolą było, upewniać go w jego własnych przekonaniach, powiedzieć mu że to, co myśli jest dobre, że nie powinien w siebie wątpić, że każdego dnia powinien budować swoją osobę. Starałem się mu zasugerować, że powinien czytać odpowiednią literaturę. Tylko jak nakłonić kogoś do zmiany własnego myślenia? 
Książki o odpowiedniej tematyce już wtedy pojawiały się na rynku i były jeszcze na tyle tanie, że zwykłego ucznia było stać na kupienie ich w miejscowej księgarni. Przecież lubił czytać i często odwiedzał księgarnię w pobliskim miasteczku. 
Choć było to stosunkowo trudne, praca nad nim, nad sobą z przeszłości, przyniosła spodziewane efekty, z czego byłem bardzo zadowolony. Przynajmniej jeśli chodziło o tą dziewczynę.
Teraz to ona zaczynała uganiać się za mną, teraz ona patrzyła na mnie jak na obrazek. Była tu, a ja mogłem się tym wszystkim cieszyć i czerpać z tego pełnymi garściami. Ta piękna, młoda dama w dużych okularach, o kasztanowych włosach, była ucieleśnieniem moich młodzieńczych marzeń i snów. Jednak w pierwszej wersji swojego życia pozwoliłem tej cudownej okazji przeciec przez moje palce, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wydaje mi się, że to było chyba najgorsze w tym wszystkim, stracić coś i nawet o tym nie wiedzieć. Myślę, że w moim życiu było o wiele więcej takich sytuacji. Teraz zdałem sobie sprawę, że trzeba uważnie patrzeć wokół siebie, że trzeba widzieć ludzi i sytuacje, z których może wyniknąć coś dobrego. 
-Idę do sklepu, - powiedziałem. 
-Czy mogę z tobą pójść? - rzuciła od razu.
-Oczywiście, - zgodziłem się. 
Zjedliśmy obiad przy jednym stoliku.
“Widzisz, czy to nie jest sukcesem?” - odezwałem się w duchu do swojego młodszego ja.
Zgodził się ze mną, nie wypowiadając ani jednego słowa. Z resztą, nie musiał ja i tak doskonale go słyszałem. Mało tego, znałem wszystkie jego myśli i wiedziałem, jak zachowa się w danej sytuacji. 
“Kolejny obiad razem…” - pomyślał. 
“Tylko popatrz”, - odezwałem się znowu, - “oto, piękna dziewczyna… Prawda że piękna? Widzisz, ona sama szuka twojego towarzystwa. Sama chce spędzać z tobą czas, coraz więcej czasu. Czyż to nie cudowne?”
Zmów musiał się ze mną zgodzić. Zdaje się, że powoli zaczynał się do mnie przyzwyczajać i nie reagować zbyt gwałtownie na moje wtrącenia w jego myślach. O to mi, chyba, chodziło. 
Kiedy zjedliśmy, założyliśmy kurteczki i radośnie ruszyliśmy do sklepu. Nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy, że nad naszymi głowami już zaczynają zbierać się czarne chmury. 
Przed wejściem spotkaliśmy moich kolegów z klasy, właśnie tych, o których pisałem wcześniej. Tym razem to był Roman i Jarek, najgorsza z możliwych kombinacji. Uważali się za klasowych przywódców i siłą narzucali całej reszcie swoją wolę. Chociaż przewaga była w liczbie trzydziestu osób, nikt nie śmiał się im przeciwstawić. Działo się tak z kilku powodów. Roman ćwiczył zapasy i reprezentował szkołę na zawodach, więc większość wpadek uchodziła mu na sucho. Jarek, natomiast, miał bogatego ojca, który za odpowiednią gratyfikację, potrafił wyciągnąć syna z najgorszych opresji. Choć ich się bałem, wtedy wydawali mi się, może nie tyle tyranami, co idolami, jakimiś takimi dziwnymi wzorami do naśladowania. 
No cóż, wtedy nie brałem pod uwagę innych okoliczności, tego kim naprawdę byli. Teraz, po latach, mógłbym ich określić kilkoma słowami: łobuzy, pijaki, menele. Chociaż dopiero wkraczali w życie dorosłe, bardzo często widywałem ich z piwem w ręku. Widziałem to na każdych praktykach. Alkohol lał się strumieniami. Kiepsko się uczyli, opuszczali dużo godzin, ale nikt nie śmiał ich wyrzucić. W szkole utrzymywali się tylko dlatego, że, jak to się mówi, mieli “mocne plecy”. 
Zauważyli nas z daleka i zaczęli uważnie obserwować.
-Ho, ho…  Robert ma dziewczynę… - odezwał się Roman.
Milczałem. Chciałem uniknąć konfliktowej sytuacji.
-Hej, pasztet, może pójdziesz ze mną? - właściwie zwrócili się bardziej do Julki, niż do mnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

16. Rozkosz z przerażeniem Później, choć ona już nie zdawała sobie z tego sprawy w pełni, jej pączek – ten delikatny, ukryty skarb między ud...