38. Zrobić sobie dobrze.
Pomysł, który mógł rozwiązać te wszystkie problemy. Mianowicie, mógłbym zrobić sobie dobrze. Sam. Nie czekając na nią. Kiedy? Co to za pytanie. No, teraz, pod tym natryskiem.
Na razie nic się nie działo. Byłem nawet z siebie dumny. Wszedłem do szatni, spokojnie wybrałem szafkę, rozebrałem się do slipów, poczułem się dziwnie przyjemnie i już wiedziałem, że jednak będą problemy. Nawet nie wiem w którym momencie to się stało.
Mój kutas wyglądał niczym wielki drążek, sterczący pod kątem czterdziestu pięciu stopni w stosunku do ciała i, za cholerę, nie zamierzał zmniejszyć swoich rozmiarów. Byłem zrozpaczony. Chciałem go już nawet prosić, a on nic. Pulsował tylko zawzięcie i, z każdą chwilą, robił się coraz bardziej siny. Czułem intensywne mrowienie i swędzenie w kroczu.
W innych okolicznościach wcale bym tego nie powstrzymywał i puścił wodze swojej fantazji, ale teraz? Co prawda, nie było tutaj nikogo, jednak to były publiczne szatnie. Tak, czy inaczej, moje podniecenie wciąż oscylowało na najwyższym i niezmiennym poziomie. W żaden sposób nie umiałem sobie z nim poradzić. Po prostu, chciałem, by było już po wszystkim i żadne argumenty do mnie nie trafiały.
Moje starsze, bardziej doświadczone ja, oczywiście tłumaczyło temu młodszemu, że to jeszcze nie jest ten moment, że w tej chwili powinienem jakoś nad tym zapanować. Tylko jak?
No cóż, co ja będę tu oszukiwał, moje młode ciało miało swoje prawa i nie zamierzało z nich rezygnować. Bo dlaczego by miało? Ostrożnie zdjąłem slipy. No tak, od razu buchnął odór gorącego narzędzia. Dobrze, że akurat nie było nikogo w szatni. Jak się wytłumaczyć z takiego stanu rzeczy? Fiut sterczał jak szatan, rwał się do boju jak dziki rumak. Nie było siły żeby go powstrzymać. Chciał, czy nie chciał, trzeba było to jakoś załatwić.
Ostrożnie, rozglądając się dookoła niczym złodziej, poszedłem pod natrysk. Odkręciłem wodę i zacząłem myć włosy, szamponem, przepisowo, według regulaminu. Kutas cały czas starczał, coraz mocniej opleciony pajęczyną granatowych żył. Starałem się nie zwracać na niego uwagi, jednak to były syzyfowe prace. Na szczęście, niezmiennie, wciąż nikogo nie było. Udało mi się nawet umyć całe ciało mydłem i dopiero teraz wciągnąłem na siebie kąpielówki.
Wszystko, co się wtedy działo, było takie inne, takie dziwne takie trudne do wytłumaczenia. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Zastanawiałem się, dlaczego akurat nago wszedłem pod natrysk. No tak, przecież zwykle tak robiłem. No, ale dzisiaj przecież mogłem wejść tutaj w slipach. Mogłem nie ściągać ich podczas moczenia mojego tyłka w tej wodzie. Nie było to konieczne. Dlaczego rozebrałem się do naga, by przejść ten odcinek od szafek pod natrysk jak mnie Pan Bóg stworzył, z rakietą wycelowaną w lampy na suficie? Nie wiem nie miałem pojęcia. Nie zastanawiałem się nad tym. Tak robiłem wcześniej i tak zrobiłem teraz. Niby nie miało to żadnego znaczenia. Kąpielówki zakładałem dopiero wtedy, kiedy byłem już pod prysznicem.
Założyłem je teraz. Elastyczny, sztuczny materiał ściskał moje pośladki i biodra bardzo mocno, a całe moje narzędzie odznaczało się niczym płaskorzeźba, wycięta w kamieniu.
“O kurwa!” - pomyślałem, - “No to jest kłopot. Jak ja teraz jej się pokażę?! Przecież pomyśli sobie, że jestem jakimś zboczeńcem. Może nawet będzie chciała uciec?”
W tej chwili już nawet nie chodziło o to, że ona mnie tak zobaczy. Byliśmy ze sobą dość blisko i mogła mi to wybaczyć, w jakiś sposób zrozumieć nawet. No tak, ale zdawałem sobie sprawę, że ona nie jest jedyna. Wiedziałem, że tam jest jeszcze kilka innych osób. Przecież tam były inne dziewczyny, co w sumie nie mniej atrakcyjne.
To było szalone. Chociaż, jak się dobrze nad tym zastanowić, to może nie aż tak, jak mogłoby się wydawać. Przyszedł mi pewien pomysł. Pomysł, który mógł rozwiązać te wszystkie problemy. Mianowicie, mógłbym zrobić sobie dobrze. Sam. Nie czekając na nią. Kiedy? Co to za pytanie. No, teraz, pod tym natryskiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz