34. Dwóch na jednego.
Teraz leżeli na mokrej ziemi, brudni i zakrwawieni. Nie mogli się podnieść. Mogłem sobie pogratulować, ale czy to był powód do dumy? Dwóch na jednego? Hmm… czy rzeczywiście? Nieważne.
Walka trwała dalej.
“Posłuchaj mnie uważnie. Teraz złóż ręce razem!”
Zawahał się. To była chwila. Chyba nie wiedział, o co mi chodzi.
“Zrób podwójną pięść i walnij go od dołu tak, jakbyś chciał pozbyć się nadmiernego ciężaru! Nie żałuj energii.”
Wyobraziłam sobie to, mając nadzieję, że odbierze ten obraz. Chyba się udało. Wymierzył silny cios w jego twarz. Energia zakumulowana w młodych mięśniach rzuciła ciałem atakującego do góry, a następnie pchnęła do tyłu. Zdaje się, że to wystarczyło. Było po wszystkim. Wygrałem.
Pokonałem, czy też pokonaliśmy, ich w jednym, krótkim starciu, być może dlatego, że obydwaj byli nietrzeźwi. Nie wiem. Teraz leżeli na mokrej ziemi, brudni i zakrwawieni. Nie mogli się podnieść. Mogłem sobie pogratulować, ale czy to był powód do dumy? Dwóch na jednego? Hmm… czy rzeczywiście? Nieważne.
Spojrzałem na Julkę. Drżała ze strachu. Przez chwilę stałem, próbując dojść do siebie. Dyszałem jak astmatyk, a moje serce waliło tak mocno, że miałem wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Powoli otarłem bolące pięści, zdjąłem z siebie kurtkę i okryłem dziewczynę. Po chwili ogarnąłem ją ramieniem i odezwałem się:
-Przepraszam cię Juleczko, nie mogłem inaczej.
Ruszyliśmy w kierunku internatu. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że następnego dnia zacznie się prawdziwa burza. Posłałem w diabły dwóch największych prowodyrów w klasie. Na pewno będą szykować zemstę. Wiedziałem jednak, że nie mogę już uciekać. Nigdy więcej.
Nazajutrz, ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu, panowie nie odezwali się na ten temat ani słowem. To było dziwne, wręcz niezręczne. Nie było żadnego odwetu. Zachowywali się tak, jakby w ogóle nie było tego zdarzenia. Oczywiście klasa spostrzegła ich poobijane pyski, ale na pytania, co się stało, odpowiadali bardzo szablonowo:
-Przewróciłem się i uderzyłem o brzeg fotela.
Taaa… oczywiście. I tak nikt im nie im wierzył. Ja natomiast, chcąc zachować maksymalny spokój, nie rozpowiadałem o tym w około. Nie musiałem już łem się już o nic martwić. Wiedziałem, że oni więcej mnie nie zaczepiają. Chociaż mogłem, nie chciałem się nad nimi znęcać bez potrzeby. Nie chciałem być taki sam, jak oni. Nie sprawiało mi to przyjemności.
Niemniej, ta sytuacja uświadomiła mi dobitnie, że najwyższy czas zadbać o swoją tężyznę fizyczną. Jeszcze tego samego dnia zapisałem się na siłownię. Pierwsze treningi były trudne, ale mój organizm zaczął się szybko adaptować.
Jeżeli chodzi o Julkę, to od tego zdarzenia nasze relacje znacznie się zmieniły. Zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej. Miałem wrażenie, że dużo więcej nas łączy, niż przed tem. Ona czuła, że ma we mnie prawdziwego obrońcę, a nie tylko bohatera na pokaz. To miało dla niej bardzo duże znaczenie. Wiedziała, że może na mnie liczyć w każdej, nawet najbardziej ekstremalnej sytuacji. Miała świadomość, że jej nie zawiodę. No cóż, ja wreszcie mogłem poczuć się prawdziwym mężczyzną.
Zdaje się, że już wtedy gdzieś tam, w jej głowie rodził się plan na naszą wspólną przyszłość. Chociaż jeszcze mi o tym nie powiedziała wprost, czułem to przy każdej rozmowie. Widziałem, jak na mnie patrzy, jak wodzi za mną wzrokiem.
Jeszcze tego samego dnia poszedłem na internat żeński, aby dowiedzieć się, czy to zdarzenie nie wpłynęło na nią zbyt negatywnie. Niestety, okazało się, że miałem rację. Bała się.
-Czy oni nic ci nie zrobią? - zapytała z niepokojem.
Uśmiechnąłem się i mocno przytuliłem ją do siebie.
-Nie. Nie pozwolę na to.
-No, ale… nie poskarżą się wychowawcy? Może pójdą do dyrektora? Czy nie grożą ci z tego względu jakieś konsekwencje?
-No, wiesz… tego pewny być nie mogę, ale wydaje mi się, że, raczej, będą chcieli zachować to w tajemnicy.
Zaparzyła herbatę. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, trzymając się za ręce. Koleżanki widząc, że relacje nasze są dość zażyłe, dyskretnie wyszły z pokoju. Mieliśmy wolne pomieszczenie, siedzieliśmy naprzeciwko siebie.
Oparłem swoje łokcie o kolana, a ona wyciągnęła dłonie i ujęła moje palce. To było nad wyraz czułe i delikatne. Zastanawiałem się, czy był w tym seks. W jakimś względzie na pewno. Chociaż, znacznie więcej było w tym czułości i pragnienia bliskości.
Zdaje się, że już wtedy widziała we mnie partnera na całe życie. Chociaż, czy mógłbym mieć taką pewność?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz