100. Chciałem, by widziała, jak tracę zmysły.
Chciałem, by widziała moje podniecenie, chciałem, by widziała, jak tracę zmysły, by widziała jak odpływam na granice wszechświata.
Rumieńce na jej policzkach zrobiły się jeszcze bardziej intensywne. Nie wykazywała większych zahamowań przed zachowywaniem się w sposób zgodny z moimi oczekiwaniami.
-No i co, podoba ci się to, podoba ci się? Czujesz je? O czujesz ten worek? Czujesz, że jest pełny mojego nasienia? O, widzisz, to wszystko dla ciebie, mała suczko! Chcesz tego, o tak. Ja wiem, że tego chcesz. Czujesz nutę, co? Czujesz to? - mówiłem już do niej głośno.
Nie odrywała ode mnie wzroku. Jej oczy zrobiły się duże, szkliste, błyszczące. Widziałem w nich płomień. Miałem wrażenie, że za chwilę rzuci się na mnie i sama dokończy dzieła. Miałem wrażenie, że dosiądzie mnie okrakiem i doprowadzi do orgazmu. Na razie, jednak, nic się nie stało.
-O tak, tak, - mówiłem półprzytomnie, nie kontrolując się już w ogóle, - o tak, robisz to świetnie, ty zboczona, młoda cipko. O tak, tak, tak, zajmuj się nim! O tak, gładź moje jajka! O tak, baw się nimi! Nie przestawaj! O tak, tylko nie przestawaj! O tak, tak… podoba ci się?! - wzdychałem z coraz większym przejęciem, co chwilę tracąc poczucie rzeczywistości.
Drżałem. Całkowicie zatracałem się w swoim pożądaniu. W pewnym momencie przestałem zwracać uwagę na to, co mówię. Moje młode ja całkowicie zeszło na drugi plan. W tym momencie nie miało prawa głosu. Tak, jakby go w ogóle nie było. Chociaż, z drugiej strony, zdawało się mi, że chłopak jest niezwykle zaskoczony i jednocześnie przerażony. Najnormalniej w świecie był to dla niego prawdziwy kosmos i mowy nie było aby kiedykolwiek spotkał się z czymś takim, nawet w opowieściach. Wpatrywał się w nią, niejako próbując zrozumieć to wszystko, co się dzieje, jakby próbując pojąć to wszystko swoim rozumem.
Tymczasem ja mówiłem i mówiłem:
-O tak, tak trzymaj je. Chwyć je, ściśnij worek. O tak, tak… mocno. Ściągnij skórę do dołu. O tak, tak, jedną rączką ściśnij worek, a drugą naciągnij i skórę.
Była jak mały kociak, który drapał mnie swoimi pazurkami.
-O tak, tak, tak, a tutaj… tutaj widzisz to? Z góry języczkiem. Liż, liż… o tam, tam właśnie, gdzie jest wędzidło. Wiesz co to jest?
Spojrzała i pokiwała głową. Później zabrała się konkretnie do rzeczy.
-Tak, o tak… dobrze, dobrze to robisz. Och, och, och, - wzdychałem, - od dołu i do góry… pośliń go. Języczek musi być cały mokry.
Jeszcze raz się uśmiechnęła, jeszcze bardziej słodko i gorąco. Pokazała, że w buzi ma duży zapas śliny.
-O tak właśnie. Ooo, dobrze, dobrze. Teraz dobrze. Dotykaj nim. O tak, cudownie. Jesteś taka cudowna. O tak, tak, Boże jak mi dobrze! Jak dobrze to robisz, mała!
Byłem już na granicy wytrysku. Wystarczyłby mały impuls, bym wypełnił jej buzię po brzegi moim gorącym pożądaniem.
-Teraz… no właśnie… przyciśnij go, przyłóż go mocniej do swojego języczka. Liż, liż… i raz, dwa, trzy… o tak, tak właśnie. O to chodzi. O, właśnie. Podoba ci się to? Tylko patrz na mnie! O, tak, tylko patrz na mnie! Nie przerywaj, nie przerywaj! Patrz patrz na mnie! O tak, patrz mi w oczy, - instruowałem.
Chciałem, by widziała moje podniecenie, chciałem, by widziała, jak tracę zmysły, by widziała jak odpływam na granice wszechświata.
-O, widzę, że chcesz tego. Chcesz? Wiem, że chcesz. No i co, podoba ci się? Dobrze, dobrze… a teraz weź go w usta. Ssij samą głowicę. O tak, właśnie tak. Nie za daleko. Tutaj, blisko, na samym brzegu. Ssij go, o tak, tak, mocno… właśnie tak. Och, och, och… mocno, mocno, o tak! - jęczałem półprzytomnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz