96. Zwaliłem sobie nad nią konia.
Co ja miałem jej powiedzieć? Że co? Że zwaliłem sobie nad nią konia? Że spuściłem się tak bezczelnie na jej brzuch? W mojej głowie, w głowie pięćdziesięciolatka, nie mieściło się to niestandardowe pojęcie.
Patrzyła i się uśmiechała. Nic więcej się nie działo. Dobijała mnie tym całkowicie. Nie umiałem wydostać się spod jej wzroku.
-Zobacz, oblałeś mnie swoim nasieniem.
Myślałem, że spalę się ze wstydu.
-Och przepraszam, ja... wiesz…
Czułem się taki totalnie zepsuty, taki zboczony taki zły, taki do końca ogarnięty moimi, przepełnionymi pruderią, przekonaniami. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę, przeszkodą w tym wszystkim, w tym, co chciałem osiągnąć, w tym, że chciałem zmienić swoją rzeczywistość, swoją przeszłość, nie był ten młody chłopak. On w ogóle nie był tutaj żadnym utrudnieniem.
Pomimo że ja byłem jego częścią, czy on był częścią mnie, czy też pochodziliśmy z jednej odnogi życia, tak naprawdę, to ja nazbierałem przez te wszystkie lata mojego istnienia bardzo wiele skostniałych, całkowicie zbędnych przekonań. One teraz dawały o sobie coraz bardziej znać.
Wydawało mi się, że to ja będę musiał pouczać i prowadzić tego młodego chłopaka. Miałem przeświadczenie, że będę musiał go, w pewnym sensie, wyzwolić z okowów tej pruderii, aby mógł normalnie funkcjonować w dorosłym życiu. Chciałem go przeprowadzić przez świat seksu.
Tymczasem, działa się rzecz niesamowita, dziwna, ale jednocześnie trudna do ogarnięcia świadomością i totalnie odlotowa. Okazało się bowiem, że to ja, ten dojrzały facet, że to ja miałem problemy. To ja byłem ograniczony, w pewnym sensie. Nie się wydawało, że jest inaczej.
W tej chwili, po prostu, zrobiłem się cały sztywny. Nie wiedziałem, czy mam ją przepraszać, czy też zachęcać do dalszej zabawy. Nie wiedziałem, co mam teraz zrobić. Z jednej strony czułem się dziwnie, było mi bardzo głupio, niezręcznie, chciałem się jakoś wytłumaczyć.
-Eeee… noooo wiesz… ja przepraszam nooo yyyy…
Co ja miałem jej powiedzieć? Że co? Że zwaliłem sobie nad nią konia? Że spuściłem się tak bezczelnie na jej brzuch? W mojej głowie, w głowie pięćdziesięciolatka, nie mieściło się to niestandardowe pojęcie. Wykraczało poza ramy mojego pojmowania, a jednocześnie wynikało to z głębokich przekonań i pragnień gdzieś ukrytych we mnie.
-Eeee no wiesz… no ja… no…
Widziałem, że ten młody chłopak, jakby się wyłączył. Patrzył z dystansem i, raczej, chciał poznawać bez oceniania. Był zachwycony, przejęty do szpiku kości tym wszystkim, co się stało, ale jednocześnie nie stawiał w tym momencie większego oporu. On, po prostu, odsunął się niejako swoją świadomością i starał się poznawać. Starał się chłonąć sobą to wszystko.
Z dość dużego impasu wyrwała nas ona, ta rudowłosa, młoda piękność. Uniosła się na ramionach, skierowała swoją dłoń w stronę brzucha. Zrobiła to po raz kolejny. Jeszcze raz spojrzała na swój brzuszek, później wzrok skierowała na mnie. Słodko się uśmiechnęła, po raz kolejny skierowała tam swoją dłoń, zamoczyła palce, zanurzyła je w tej kałuży gęstej spermy i skierowała je do swojej buzi. Jej usteczka nosiły już na sobie ślady mojego pożądania. Otworzyła je szeroko, włożyła głęboko, zamknęła swoje i powoli zaczęła wysuwać.
Drżałem. Nie mogłem się opanować. Nie wiem, czy robiła to celowo, ale wrażenie było totalne i niesamowite. W jednym momencie wszystko, co było poza tym pokojem, przestało nagle istnieć. Wszystko powoli traciło na znaczeniu. Totalnie nic się nie liczyło. Liczyło się tylko to, co było tutaj i teraz, liczyła się tylko ona. Liczył się tylko ten seks, ten słodki i gorący seks z nią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz