94. A ona spała.
Patrzyłem na nią, ściskałem swojego chuja i patrzyłem na nią, a ona spała, oddychała równo i miarowo. Zdawało się, że uśmiecha się do mnie, ale spała, nic nie wiedziała, a ja waliłem swojego konia.
Patrzyłem na swojego wielkiego kutasa, na tego wielkiego pershinga, który obrał już sobie cel i szykował się do procedury odpalenia. Tam na dole, w perspektywie, dokładnie pół metra niżej leżała ona. Chodzież ja jeszcze nie wiedziałem co mam zrobić, on już miał zaplanowane wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. No cóż, była taka piękna i naga. Jej słodkie cycuszki rozlały się na boki, delikatnie rozsunęły się w dwie strony. Brodawki mrugały do mnie swoimi brązowymi oczkami, cipeczka rozchylała się i zamykała, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć. Cały drżałem. Miałem ochotę ją tam pocałować. Miałem ochotę wsunąć tam swój język.
Powiem szczerze, że w tej chwili miałem, naprawdę, poważny dylemat. Nie wiedziałem, co mam zrobić, jak mam zareagować. Z jednej strony, chciałem zacząć ją pieścić, całować, począwszy od palców stup, poprzez kolana, skupić nieco większą uwagę na płaskim brzuszku, oczywiście, na cipeczce, wylizać jej słodką norkę, dokładnie, ze wszystkich stron, a później przejść wyżej na piersi, possać jeden sutek, później drugi, a później wrócić znów do cipeczki i na koniec wziąć ją tak, jak spała.
Jednak później zastanowiłem się, przyszła mi do głowy taka myśl, że mógłbym przecież zrobić coś inaczej, tak żeby nie powtarzać utartych schematów. Nie wiem, dlaczego tak pomyślałem, po prostu, coś, gdzieś tam we mnie kazało mi tak zrobić. To było takie pragnienie wewnętrzne.
Nie chciałem jej budzić. Patrzyłem, podniecałem się, patrzyłem na nią i podniecałem się. Odwracałem wzrok, karciłem siebie:
"Ty niedobry, ty grzeszny, ty paskudny, chłopaku, stary chłopie, stary dziadu! Co ty robisz? Przecież, przecież wiesz, że nie możesz!"
Znów patrzyłem, znów odwracałem wzrok. Zdawało mi się, że przypadkowo dotknąłem swoich jąder, jednak zrobiłem to celowo. Dotknąłem worka, dotknąłem tego wielkiego worka, który zdawał kurczyć się i rozluźniać, który zdawał się poruszać. Zadrżałem.
-Oooooohhhhh… - westchnąłem cicho.
Bałem się, żeby tego nie usłyszała. Ścisnąłem go w dłoni. Ścisnąłem dłonią moje jaja, delikatnie, zacząłem przebierać kuleczkami. Drżałem, naprężyłem się i rozluźniłem. Znów drżałem, znów odwróciłem wzrok.
"Przecież nie możesz, nie możesz, nie możesz tak! To jest niedobre! Tak nie powinieneś robić! Nie! Nie!"
Znów spojrzałem.
"Ale ona jest taka piękna, taka moja! Och!”
I nawet nie wiem kiedy moja dłoń znalazła się na grubym trzonie, na tym wielkim dyszlu. Zacisnąłem ją, znów zadrżałem, zacząłem się trząść.
“Och jak mi dobrze, słodko, gorąco!”
Patrzyłem na nią, ściskałem swojego chuja i patrzyłem na nią, a ona spała, oddychała równo i miarowo. Zdawało się, że uśmiecha się do mnie, ale spała, nic nie wiedziała, a ja waliłem swojego konia. Zacząłem poruszać swoją ręką do góry i do dołu, do góry i do dołu, powoli, nie spieszyłem się nigdzie. Czułem słodkie, gorące, przejmujące dreszcze. Patrzyłem na nią, poruszałem dłonią do góry i dołu, do góry i dołu, do góry i do dołu… To było istne szaleństwo.
“Co ty robisz?! Och nie! Tak nie można!”
W tej chwili trudno było mi ocenić, czy mówi to moje młodsze ja, czy też to starsze. Nie wiem. Nie potrafiłem tego w tej chwili racjonalnie ocenić. Zdaje się, że już na dobre połączyliśmy się w jedno. Nie wiem, nie miałem pojęcia. Nie ogarniałem tego, co się ze mną działo. Poruszałem dłonią: najpierw powoli, później coraz szybciej i szybciej. Splunąłem na tego kutasa, na tą wielką głowicę: jedną porcję śliny, drugą, trzecią. Teraz zrobił się porządnie mokry i lepki. Łatwiej było poruszać skórą.
-Oooooohhhhh…
Zrobiło mi się słodko, tak gorąco, tak słodko, tak przyjemnie, tak dobrze i stało się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz