Szukaj na tym blogu

1 czerwca 2020

Projekt: "Przyszłość".


88. Była zapłodniona.

Pociemniało mi przed oczami. W uszach słyszałem już szum, tętent walących się kamieni gdzieś z góry i to słodkie, przejmujące uczucie. Spiąłem się w sobie i znów strzeliłem. Teraz już prosto w jej cipkę. Prosto jej cipkę, w sam środek. Była zapłodniona. 


Przez tą jedną, krótką chwilę zdawało mi się, że przecież nic się nie stało. Przecież moje nasienie tak niewinnie wyglądało. Co mogło się stać? Ciąża? Była tak odległa, że prawie nierealna, a przecież spuściłem się w jej cipkę. Chociaż może właśnie dlatego, że istniało tak duże ryzyko, chciałem tego dokonać. Trudno powiedzieć. 
Pochyliłem się jeszcze, a ona patrzyła z tą niewiadomą w swoich dużych, brązowych oczach. Nie wiedziała, co się dzieje, ale czuła to. Odruchowo rozwarła swoje uda, a ja pomogłem jej w tym. Później pochyliłem się, chwyciłem swojego fiuta, skierowałem w sam środek i wszedłem. 
Kutas wjechał bez problemu, wciągając za sobą resztki moich plemników, które znajdowały się w jej szparce. To było szaleństwo. Od razu zacząłem poruszać się równo i miarowo: do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu… i raz, i dwa, i raz, i dwa, i raz, i dwa…  Może niezbyt szybko, ale do samego końca. 
To były pełne ruchy. Wychodziłem prawie w całości. Docierałem do końca. Traciłem przytomność, traciłem zmysły. Było coraz goręcej, coraz bardziej słodko. Czułem się jak w raju, jak w niebie. Poruszałem się w niej, a ona tylko wzdychała. 
-Och, och, och, ooooch!!! 
Uderzyłem coraz mocniej, coraz szybciej i szybciej. 
-Hyk, hyk, hyk! - wyrywało się z jej gardła. 
Boże, to było istne szaleństwo! Rozkosz odebrała mi zmysły. Szatańskie pożądanie prowadziło mnie na manowce. Jeszcze jedna fala rozkoszy. Pociemniało mi przed oczami. W uszach słyszałem już szum, tętent walących się kamieni gdzieś z góry i to słodkie, przejmujące uczucie. Spiąłem się w sobie i znów strzeliłem. Teraz już prosto w jej cipkę. Prosto jej cipkę, w sam środek. Była zapłodniona. 
 Po raz kolejny czas jakby się zatrzymał. Miałem poczucie, że zegar stanął. Nie liczyły się ani minuty, ani sekundy. To było tak, jakby była jedna, wciąż ta sama chwila. Cisza i spokój. Burza w mojej głowie powoli się uspokajała. Przepływające przez moje ciało prądy wygaszały swoją intensywność i słaby. Szok malał bardzo powoli. Stopniowo dochodziłem do siebie.
Uświadomiłem sobie to, co się stało, co, właściwie zaszło w tej chwili. Mój oddech powoli się uspokajał. Serce uderzało coraz wolniej. Mimo to bałem się wrócić świadomością do tego, co zaszło. Jednocześnie, w jakiś dziwny, nieokreślony, wręcz magiczny sposób, to coś mnie nakręcało. 
Stopniowo narastała we mnie złość do samego siebie. Złość skierowana była do mojego starego ja. Złość, że pozwoliłem sobie na taki karygodny błąd. W tej mojej złości przewijała się też bezradność. Chwilami była to wręcz rozpacz. “Co ja teraz zrobię? Przecież jest już po wszystkim. Na pewno zajdzie w ciążę. Zrobiłem jej dziecko. Co dalej?” - myślałem gorączkowo. 
W tym samym czasie ten młody chłopak był całkowicie skołowany. On jeszcze, nie do końca, zdawał sobie sprawę z faktu, że właśnie rozpoczęły się jego poważne problemy. Ciąża  piętnastolatki... nawet nie chciałem o tym myśleć. Seks w internacie? Gdyby nas wtedy złapali… Nie złapali, ale strach pozostał.
Miałem jednak nadzieję. Pomimo tych niesprzyjających okoliczności, istniało też duże prawdopodobieństwo, że może nic się nie stało, że ta burza przejdzie bokiem. Niepokój jednak pozostanie niepokojem. Jego nie dało się całkowicie wyeliminować. Wahanie, które miało trwać do następnego miesiąca, do jej następnej miesiączki. Moje dorosłe ja doskonale zdawało sobie z tego sprawę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...