92. Znajome motylki w brzuchu.
Jeśli miałbym określić w najprostszy sposób, czułem znajome motylki w brzuchu, a w głowie fiołki, zapach lasu i słońca. Być może brało się to jeszcze z moich snów. Tak czy inaczej, czułem się rewelacyjnie, czułem się świetnie.
Wreszcie dotarła w pobliże penisa. Chwyciła go w garść i zaczęła przebierać powoli swoją słodką, drobną dłonią. Nie próbowała jednak podnieść go na siłę. Po prostu bawiła się nim: trochę od niechcenia, trochę z ciekawości. Później ułożyła swoją twarz między moimi nogami. Jej policzek spoczywał na sflaczałym kutasie, a broda znajdowała się gdzieś w okolicy jąder. Pasowało jej to. Trwała tak przez chwilę, nie zmieniając pozycji.
-Jesteś słodka, - westchnąłem.
Nie wiem, ile tak leżeliśmy. W ostatniej chwili przed tym, jak oddałem się w objęcia Morfeusza, poczułem, że wraca w okolice mojej twarzy i układa się na mojej klatce piersiowej. W ten sposób zasnęliśmy.
Obudziłem się pierwszy. Czułem, że jest mi niewygodnie. Dość mocno bolały mnie plecy. Jeszcze zanim otworzyłem oczy, zanim uświadomiłem sobie, gdzie jestem, wydawało mi się, że nikogo nie ma w pobliżu, że leżę w swoim łóżku, że tylko źle się ułożyłem i, raczej powinienem zmienić pozycję. Dopiero po kilku minutach, Dotarło do mnie, chociaż, właściwie, raczej wyczułem, że ktoś mnie trzyma, że ktoś oplata mnie swoimi ramionami.
To była chwila. Poczułem słodki i gorący uścisk sprężystych, młodych rąk. Z wielkim trudem starałem się uświadomić sobie, co się ze mną dzieje. Senne majaki powoli zaczynały mijać, a ja stopniowo przypominałem sobie wczorajszy wieczór, czy też dzisiejszą noc, wszystko to, co się stało.
Jeszcze nie uniosłem powiek, a już czułem, jak jest ułożona. Oplotła mnie dokładnie swoimi ramionami i nogami. Założyła jedną rękę za moją szyję. Jej ramię było wsunięte pod moją głowę. Zastanawiałem się, czy nie zdrętwiała i jej ta rączka. Drugą obejmowała mnie z góry i wcisnęła pod pachę. Jej lewa noga, natomiast, zarzucona była na moje biodra, prawą wcisnęła pod moje kolana.
W ten sposób spleceni razem, przespaliśmy resztę nocy. To było zaledwie parę godzin, ale jednak dużo. Jeśli dobrze kojarzyłem, kiedy zasypiałem, nie była jeszcze tak mocno we mnie wtulona. W takim razie musiała to zrobić, jak już nie byłem tego świadomy. Widocznie przez sen nic nie czułem.
Nie zgasiliśmy światła. Było zapalone w łazience i kinkiet nad naszymi głowami. Było jeszcze wcześnie. Na dworze zaczynało dopiero się rozwidniać. Spojrzałem na zegarek: szósta. Uczucie, jakiego doznałem, kiedy tak na mnie leżała i tak ciepło się we mnie wtulała, kiedy czułem ten jej słodki zapach, posmak jakichś takich bardzo delikatnych perfum, ślad jej obecności w powietrzu, który w jakiś sposób przeniósł się też na moje ciało, nie wiem, chyba z jej potem, było wręcz boskie.
No cóż, pomijając wszystko, w tej chwili miałem, naprawdę, poważny dylemat, by się spod niej wydostać. Trzeba było podjąć decyzję, bo przenikliwy ból w plecach zaczynał się już nasilać i robiło mi się coraz bardziej niewygodnie. Musiałbym się podnieść i zmienić ułożenie na trochę bardziej przyjazne dla mojego kręgosłupa. Nie robiłem gwałtownych ruchów. Starałem się unieść na poduszce, lecz ona trzymała mnie tak mocno, że praktycznie było to niemożliwe.
W końcu wybudziłem się już na tyle, że byłem w stanie stwierdzić, że mam rewelacyjny nastrój. Jeśli miałbym określić w najprostszy sposób, czułem znajome motylki w brzuchu, a w głowie fiołki, zapach lasu i słońca. Być może brało się to jeszcze z moich snów. Tak czy inaczej, czułem się rewelacyjnie, czułem się świetnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz