Szukaj na tym blogu

3 czerwca 2020

Projekt: "Przyszłość".


90. Spuściłeś się we mnie?


-Zrobiłeś to… - usłyszałem cichy głos. Patrzyłem. Cóż mogłem powiedzieć?  -Tak, - pokiwałem głową.  -Zrobiłem to. -Zrobiłeś to we mnie?  Patrzyłem na nią. Czułem się taki zboczony.  -Tak, - zrobiłem to w tobie.  Patrzyła na mnie.  -Spuściłeś się we mnie?  Pokiwałam głową. Zapadła chwila ciszy.


Ja tylko wziąłem jej kwiat i pozwoliłem mu się rozwinąć w moich rękach. Mimo to czułem się taki zepsuty, niegodny jej niewinnego ciała. Bardzo powoli cofnąłem biodra. Podpadłem się na dłoniach i zacząłem się z niej wysuwać. Penis, z głośnym mlaśnięciem, wyjechał z jej cipki i otarł się o, oblepione spermą, krocze. Później opadł i zwisł jak krawat. 
Przez chwilę huśtał się jeszcze niepewnie. Miałem wrażenie, że jeszcze się podniesie, ale opadł już do końca. Wciąż był duży, nie malał. Był duży, lecz wiotki, niezdolny do dalszej walki. Wiedziałem, że tym narzędziem już nic nie zdziałam. No przynajmniej nie teraz, nie w tej chwili. 
Pomimo to, jakąś częścią siebie, odczuwałem, niemal psychiczne, podniecenie, które nijak się miało do mojego fizycznego ciała. Jak wariat patrzyłem na, oblepioną białą, gęstą spermą, cipeczkę. Raz się otwierała, raz się zamykała. Otwierała się i zamykała. Delikatnie pulsowała. Mrugała do mnie. 
Trudno powiedzieć, czy dziewczyna robiła to celowo, czy też działo się samoczynnie, z podniecenia. Wysunąłem się z niej, a nasienie wylało się ze środka wąskim strumyczkiem i spadało na łóżko. Prześcieradło było już całe mokre, lepkie i pachnące. Jednak wiedziałem, że to był seks. Och, jak wiele bym dał, aby taki seks był w moim pięćdziesięcioletnim istnieniu. Pachniała moim nasieniem. Patrzyła na mnie, spod lekko opuszczonych powiek i uśmiechała się. Uśmiechała się prawie samymi oczami. 
-Zrobiłeś to… - usłyszałem cichy głos.
Patrzyłem. Cóż mogłem powiedzieć? 
-Tak, - pokiwałem głową. 
-Zrobiłem to.
-Zrobiłeś to we mnie? 
Patrzyłem na nią. Czułem się taki zboczony. 
-Tak, - zrobiłem to w tobie. 
Patrzyła na mnie. 
-Spuściłeś się we mnie? 
Pokiwałam głową. Zapadła chwila ciszy.
-Wypełniłeś mnie sobą. 
Moje serce zaczynało być na nowo potwornie szybko. Łup, łup, łup, łup, łup... 
-Tak, wypełniłem cię sobą.
-Mam cię w sobie, - powiedziała jeszcze. 
 Znów pokazywałem głową.
-Jakie to przyjemne, - odezwała się znowu. 
Łup, łup, łup, łup, łup... – słyszałem bicie własnego serca. 
-Lubię tak, - szepnęła. 
Wstrzymałem oddech. Patrzyła.
-Chcę tak, - dodała. 
-Możesz to zrobić jeszcze raz? 
Nie wierzyłem, że to słyszę. Myślałem, że padnę trupem. Byłem przekonany, że umrę teraz przy niej. Uśmiechnąłem się tylko. Później pokręciłem głową. 
-Nie, serduszko.
Patrzyła.
-Czemu? Czemu nie? 
-No... bo wiesz... – zawiesiłem głos. 
Czekała na odpowiedź. 
-Kochanie moje, w tej chwili i tak już nie dam rady. 
Uśmiechnęła się słodko. 
-Wiem... poczekam. Może jutro? 
Łup, łup, łup, łup, łup, łup... – waliło moje serce. 
"Co ona wygaduje? Co ona mówi?"
Rozłożyła swoje zgrabne nóżki jeszcze szerzej, a przed moimi oczami zrobiło się już naprawdę bardzo ciemno. W uszach słyszałem tylko szum. 
-Lubisz to? - spytałem. 
Uśmiechnęła się tak słodko, że zamarłem w bezruchu. 
-Lubisz, jak cię wypełniam? 
Pokiwała głową. 
-Lubisz jak... wypełniam cię moją spermą? 
Znów pokiwała głową. Drżałem.
-Chcesz jeszcze znak zapytania – spytałem. 
Jeszcze raz skinęła głową. 
-Tak, chcę, - powiedziała cicho. 
Nie wiedziałem, co może z tego wyniknąć. Tak naprawdę nie miałem zielonego pojęcia. Bałem się już na poważnie. Bałem się, że przybywając tutaj i zmieniając swoją przeszłość, niestety, zmienię ją na gorsze. 
 “Boże najświętszy, co ja zrobiłem?” - pomyślałem z przerażeniem. 
Niestety, powoli docierała do mnie ta prawda. Dziwne uczucie. Na szczęście, moja kochanka nie dała mi się długo zastanawiać. Już po chwili uniosła się na ramionach, spojrzała mi głęboko w oczy, i szepnęła cicho: 
-Chodź. Chodź do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...