Szukaj na tym blogu

1 lipca 2020

Projekt: "Przyszłość".


118. Nigdy nie musiałam kraść kondomów starszym.

-Wiesz, rodzice czasami mają więcej, ale jakoś mam pecha. Ja nie wiem, jak się zorientują to będzie totalna awantura. Ja pierdolę, nigdy taka sytuacja mi się nie zdarzyła. Wiesz… nigdy nie musiałam kraść kondomów starszym. Ale ok, w sumie nic się nie stało. Kupią sobie. Czego się nie robi dla przyjaciółki. 


W tym momencie jakby zaskoczyła, jakby jej się coś przypomniało. No i, oczywiście, wszystko się wyjaśniło. 
 -Ach, Boże, no tak! Rzeczywiście, - mruknęła bardziej do siebie, niż do mnie.
Szybko podniosła się, wzięła suchy ręcznik, zarzuciła na swoje plecy i wytarła niedbale. Później to samo zrobiła z pośladkami i biodrami. Następnie, w ten sam ręcznik, zakręciła się jak w naleśnik i ruszyła w stronę wejścia. 
Schowałem się w łazience. Nie chciałem, by ta dziewczyna zobaczyła nie całkiem gołego. Tak mi się przynajmniej zdawało. Chociaż, z drugiej strony… czy byłoby to aż tak złe? Hmmm… Tak, czy inaczej, zostałem w łazience i tyle. Czekałem tuż za rogiem.
Julka ostrożnie otworzyła drzwi na korytarz. Zrobiła jedynie małą szparę i nagle usłyszałem głośną rozmowę. 
-Hej, no co ty nie mów! No wpuść mnie. No, jaj sobie nie rób! Sama przecież chciałaś! 
-Och, no tak! Jezu, przepraszam cię! - odpowiedziała Julka. 
 -No, myślałam, że mnie do wiatru wystawiłaś! Towar jest. 
-Świetnie. Nie. No co ty… 
Po chwili usłyszałem brzęk zwalnianego łańcucha. . 
-Jasne. Wchodź.
Laska rozejrzała się ciekawsko. 
-Kurde, ale tu macie kryjówkę! No, no… fiu, fiu… hehehe… zazdroszę… 
Zaraz później drzwi się zamknęły. Marzenka stała już w przedpokoju. Patrzyła na Julkę z zainteresowaniem, z uśmiechem, takim trochę ironicznym, trochę przekornym i jakimś takim, zaczepnym.
-No dobra, żeby nie było… mam to coś, co chciałaś, o co mnie prosiłaś… 
Wyciągnęła dłoń, w której coś trzymała.  
-Super! - odezwała się Julka. 
-No. Załatwiłam. Jakoś mi się udało, ale nie mów, że było łatwo.
Kiedy Julka zobaczyła zawartość jej dłoni, ucieszyła się. 
-Jejku, jak fajnie! Dzięki. Słuchaj, no nie wiem jak ci się odwdzięczyć…
-No, nie ma sprawy. Jesteśmy kumpelkami. Trzeba sobie jakoś pomagać. 
-Ale… 
-E tam… najwyżej, później zdradzisz mi trochę szczegółów…  
-Szczegółów? Hmmm… 
Uśmiechnęła się niedwuznacznie. 
-No… sama wiesz… 
-Eee… no dobra… 
Dziewczyna patrzyła, zerkając na mnie, bo już wyglądałem za framugi. No nie całkiem, wystawiłem tylko samą głowę. 
-A, cześć Robert! - powiedziała, widząc moją zdezorientowaną twarz.
Następnie spojrzała na moją dziewczynę.
-Słuchaj, mała… tu masz dwie paczki prezerwatyw. Sorry, nie było więcej. Starzy w szufladzie mieli tylko tyle. No nic nie poradzę. 
Widziałem, że rudowłosa panna nieco się czerwieni. 
-Och, dzięki. No, starczy. Chyba… mam nadzieję… - powiedziała dość niepewnie. 
-Wiesz, rodzice czasami mają więcej, ale jakoś mam pecha. Ja nie wiem, jak się zorientują to będzie totalna awantura. Ja pierdolę, nigdy taka sytuacja mi się nie zdarzyła. Wiesz… nigdy nie musiałam kraść kondomów starszym. Ale ok, w sumie nic się nie stało. Kupią sobie. Czego się nie robi dla przyjaciółki. 
Dokładnie w tym samym momencie, w mojej głowie pojawiło się zdziwienie. 
“Że co? Że, prezerwatywy? Skombinowała prezerwatywy?!!! Julka poprosiła o to koleżankę?! Powiedziała jej o tym? Ta wścibska laska dowiedziała się, co tu wyprawiamy?! Nie. To niemożliwe. Czekaj, czekaj… no tak. Przecież tak musiało być. Przecież ta mała tu jakoś trafiła. Ktoś musiał jej o tym powiedzieć. No kto?”
-Słuchaj, - zawiesiła głos tak, jakby nie wiedziała jak to dalej powiedzieć, - te są w rozmiarze XXL. 
Spojrzałem na nią jeszcze bardziej zaskoczony.
“Co, jeszcze rozmiar sobie skombinowały. Rozmiar mojego… kurwa… no nie… Ciekawe skąd?” - pomyślałem całkiem wybity z rytmu. 
Tymczasem Marzenka, jak gdyby nigdy nic, ciągnęła dalej:
-No, niestety, nie było większych. Wiesz co… hehehe… jak mi o tym powiedziałaś, to nie wierzyłam.
Odruchowo spojrzałem w swoje krocze. Kutas sterczał jak jakiś gigant. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...