132. Nigdzie się nie spieszyła.
Nigdzie się nie spieszyła. Była pewna swego. Wyprostowała kręgosłup, napięła plecy, spojrzała przed siebie, delikatnie się uniosła i znów opadła.
Chciała mnie zgwałcić tu i teraz, w tej wannie. Nie wiedziałem, co może się stać za chwilę. Wszystko działo się tak szybko i było tak mało przewidywalne. Minęła kolejna minuta i poczułem jej dłoń, wędrującą w okolicy mojego krocza, tam, gdzie znajdowała się gruba maczuga. Zjechała dokładnie pod spód i już za sekundę miała ją chwycić.
No i stało się. Stało się to tak szybko, że, znów, nie zdążyłem wszystkiego zarejestrować. Czułem tylko, jak trzyma mnie w połowie długości mojego kutasa pewnym, śmiałym uściskiem i nakierowuje jego łeb do góry, wpychając między delikatnie rozwarte, wilgotne i gorące wargi swojej, podnieconej do granic możliwości, szparki.
Doskonale wiedziała, co robi. Nawet na chwilę się nie zawahała. Kiedy tylko czubek znalazł się dokładnie tam, gdzie trzeba, kiedy tylko poczułem ciasne wnętrze, już zaczęła opadać łagodnym, ale zdecydowanym ruchem, pochłaniając mnie bardzo szybko, centymetr po centymetrze.
Czułem, jak wjeżdżam w nią niczym kret w ciasną dziurę. Czułem jak włosy na mojej głowie zaczynają się unosić. Czułem, jak po mojej skórze biegają delikatne ciarki, jak igiełki wbijające się ze wszystkich stron.
Muszę przyznać, że bardzo niewiele trzeba było tej dziewczynie do tak gorącej zabawy. Błyskawicznie nakręcała się sama i nie potrzebna była dodatkowa zachęta. Już w następnej sekundzie puściła swoją dłoń. Chwyt był zbędny. Jej ciężar spokojnie zrobił swoje. Opadła do dołu, do samego końca, a ja myślałem, że polecę w kosmos.
To trudno opisać. Było tak ciasno, gorąco i mokro, że straciłem zmysły, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Chciałem wołać i śpiewać z radości, ale z mojego gardła wyrwało się tylko ciche westchnienie, które ona odebrała jako zachętę do dalszej, zdecydowanej zabawy. No cóż, słodkich tortur zdawał się nie być końca.
Kolejna minuta. Ona była jeszcze niżej. Czułem jak jej pośladki rozgniatają się o moje podbrzusze. Czułem, jak moje jądra ściskane są tam w środku. Wiedziałem, że teraz wystarczy już kilka ruchów, bym poszybował daleko, daleko. Nie wyobrażałem sobie, że mogę to ciągnąć dłużej niż kolejną minutę.
Zdaje się, że było już po fakcie. Trzeba było wcześniej się zastanowić. Teraz byłem już tak podniecony, że wystarczyło tylko kilka powolnych, niezbyt agresywnych ruchów, a osiągnąłbym gigantyczny szczyt.
Nigdzie się nie spieszyła. Była pewna swego. Wyprostowała kręgosłup, napięła plecy, spojrzała przed siebie, delikatnie się uniosła i znów opadła. Dopiero teraz, kiedy szeroko rozłożyłem nogi, przy kolejnym ruchu w dół, kiedy nadziewała się na mojego drąga, nie spodziewając się takiego rozmiaru, wygięła plecy w pałąk, naprężyła się jeszcze bardziej, a z jej gardła wyrwało się przeciągłe, długie westchnienie:
-Uuuuuuaaaaahhhhh…
W tym samym momencie jej dłonie oparły się na moich udach, a ona zastygła w bezruchu, jakby nie wiedząc, co dalej zrobić, jakby nie mogąc przebrnąć przez niewidzialną, zdawałoby się, barierę z jej strony. Minęła kolejna chwila. Jednak nie opadła do samego końca. Nie była w stanie tego wytrzymać. Uniosła się delikatnie i zawisła tak na połowie długości mojego fiuta. Nabrała głęboko powietrza i, z głośnym sykiem, je wypuściła.
Byłbym jednak naiwny, gdybym myślał, że na tym poprzestanie. O nie, tak nie miało się skończyć. Zaraz później, kiedy tylko największe napięcie minęło, opuściła swój ciężar, ciężko opadając na moje podbrzusze. Znów znalazłem się w niej bardzo głęboko i znów czułem, że szybuję na krańce wszechświata.
Ten akt miał jeszcze trochę potrwać. Nie dane mi było jeszcze odpocząć. Bardzo szybko przyzwyczaiła się do sytuacji i znów zaczynała przejmować kontrolę. Uniosła się delikatnie do góry i jeszcze raz zaczynała opadać. Kontrolowała głębokość i intensywność pchnięć. Dyszała tylko głośno i gorąco, poruszała się coraz szybciej, ale łagodnie: góra-dół, góra-dół, góra-dół…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz