121. Narzędzie rozkoszy.
-No i jak, wypróbujemy? Po moich plecach przebiegł dreszcz, gorący dreszcz. W zasadzie nie wiedziałem, co powiedzieć. To nie było takie proste. Młoda dziewczyna, piętnastolatka zaledwie stała półnaga, w ręczniku jedynie (to nie żadne ubranie) trzymała w dłoni dwie paczki prezerwatyw, patrzyła i pytała, czy wypróbujemy to narzędzie rozkoszy.
Młody, zresztą, siedział cicho, bojąc się powiedzieć cokolwiek. Dla niego była to wycieczka w daleki kosmos. Starał się obserwować i wczuć we mnie, w moją rolę. Wychodziło mu to różnie. Chociaż, można powiedzieć, że nabierał w tym coraz większej wprawy. Starał się czytać, czytać moje myśli. Swoją drogą i tak niewiele z tego rozumiał. No tak tylko, co on miał rozumieć? Doświadczenia starego, niezrealizowanego erotomana?
Teraz Julka stała naprzeciwko mnie, patrzyła. Trzymała w dłoni, a właściwie w dwóch dłoniach, w palcach dwóch dłoni te dwie malutkie paczuszki prezerwatyw. Przez długą chwilę obracała je powoli, a później próbowała wyczuć fakturę tego czegoś, co znajdowało się tam w środku. Zdawało się, że próbuje wybadać, niejako z czystej ciekawości zawartość opakowania. Później znów patrzyła na mnie, ale zaraz odwracała wzrok. Po kilku sekundach jeszcze raz mi się przyglądała i znów patrzyła na te dwie malutkie paczuszki. Na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Uśmiechnęła się i ponownie opuściła wzrok. Po jakimś czasie usłyszałem jej głos:
-No i jak, wypróbujemy?
Po moich plecach przebiegł dreszcz, gorący dreszcz. W zasadzie nie wiedziałem, co powiedzieć. To nie było takie proste. Młoda dziewczyna, piętnastolatka zaledwie stała półnaga, w ręczniku jedynie (to nie żadne ubranie) trzymała w dłoni dwie paczki prezerwatyw, patrzyła i pytała, czy wypróbujemy to narzędzie rozkoszy.
Z perspektywy swojego dorosłego życia wiedziałem, że seks w prezerwatywie nie jest taki, jak bez niej. Aczkolwiek ma to swoje zalety, to jednak jest troszeczkę inne. Wszystko odbiera się w nieco inny sposób. Niektórzy to lubią, inni nie znoszą. Ja powiedziałbym, że zarówno jeden jak i drugi ma swoje zalety jak i wady. Wszystko zależy od sytuacji i nastroju. No, cóż? Jak miało być tym razem? Nie miałem pojęcia.
Jeśli chodziło o rozmiar, to podejrzewałem, że ona zupełnie się w tym nie orientuje. No bo i od kogo miałaby się dowiedzieć? W jaki sposób? Czyżby koleżanka jej o tym wszystkim opowiadała. Jeśli tak to, z kolei, skąd ona się dowiedziała? Czy w tym wieku mogła być aż tak doświadczona? Raczej nie.
Swoją drogą, zawsze myślałem o tamtych czasach jako o tamtych czasach, a przecież teraz to były te czasy, moje czasy. W niektórych kwestiach wciąż było mi się trudno przestawić na nowy tryb myślenia, mimo że wszystko miałem obok siebie.
Tak więc wątpiłem, czy ona o tym cokolwiek wiedziała, chyba nie za bardzo. W tamtym momencie, szczególnie z perspektywy tego młodego chłopaka, nie zdawałem sobie sprawy z takich rzeczy. Nawet mnie próbowałem o tym myśleć. Mimo to chciałem spróbować. Chciałem być tu i teraz razem z nią, dla niej.
-Julka, z tobą wszystko, - powiedziałem.
Uśmiechnęła się, a jej rumieńce stały się jeszcze bardziej widoczne. Znów nastąpiła ta chwila ciszy.
-Myślisz, że będą pasowały? - odezwała się po jakimś czasie.
Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco.
-Nie wiem, - odpowiedziałem, - rozmiary mogą być różne. XXL może oznaczać bardzo wiele. Widziałaś mojego… hmm… więc…
Skrzywiła się i powiedziała:
-Myślę, że będą pasowały.
-Tak? - zapytałem, - Skąd wiesz?
Uśmiechnęła się jedną połową twarzy i zrobiła słodką minę. Później spojrzała na mnie spod oka, a następnie dodała:
-Nie wiem, ale czuję to.
-Ach tak, czujesz…
-Tak. Hmm… tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że będą dobre… no… eeee…
Wszystko wskazywało na to, że dziewczyna, najnormalniej w świecie, blefuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz