Szukaj na tym blogu

12 lipca 2020

Projekt: "Przyszłość".


129. Wciskałem w jej gardło łeb swojego kutasa.

Ściskałem ją mocno za tył głowy i pchałem z całych sił swojego chuja. Dopiero teraz poczułem jak zaczyna się krztusić. Nie przerywałem jednak wciąż wciskałem w jej gardło łeb swojego kutasa, jakby tylko to się liczyło na tym świecie. 


Znów miałem mroczki przed oczami. Stałem na jednej nodze, drugą, opierając na krawędzi wanny, chciałem się w posadach jak Związek Radziecki pod koniec epoki komunizmu. Patrzyłem na nią z góry i, nawet ten widok, był tak podniecający, że trudno było mi to wszystko, pełnią siebie, zaakceptować. 
Ona tymczasem bardzo starannie pracowała swoją główką nad stanem mojego podniecenia, tak, abym nawet na sekundę, nie rozluźnił się i nie pozwolił sobie na zmniejszenie erekcji nawet o milimetr. 
Puściła. Zwolniła uścisk dłoni z mojego chuja, a ja, wykorzystując sytuację, położyłem swoje ręce na czubku jej głowy i zacząłem poruszać nią w jedną i w drugą stronę. 
Znów byłem panem sytuacji, znów miałem nad nią kontrolę. Wpychałem ją na swojego kutasa, wpychałem się w jej gardło coraz głębiej. Wjeżdżałem w jej migdałki. Dopasowywałem tempo do swojego, szybko zbliżającego się orgazmu i wytrysku. Poruszałem jej główką w do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu… obserwując potylicę. Przesuwając palcami w jej włosach, miałem wrażenie, że świat się skończył i zostaliśmy tylko dwoje. 
-O, tak, o tak moja mała, bierz mnie, och bierz mnie! Wykorzystaj mnie. Zrób ze mną wszystko, co zechcesz. Och tak, tak! Julko, Juleczko, o tak, chcę trysnąć w twoją buzię. Och tak, tak. Tak mi dobrze, - dyszałem półprzytomnie. 
W końcu przestałem kontrolować cokolwiek. Chwyciłem ją mocno obydwiema dłońmi, a właściwie całymi przedramionami za tył głowy i tuliłem jak biedne dziecko, płaczące w ramionach rodziców, jak najwspanialszą, najcudowniejszą kochankę w swoich szerokich ramionach na klatce piersiowej. W ten sposób tuliłem ją do swojego krocza, prosto w gęsty, tłusty zarost. Z tym że teraz mój wielki rozbójnik, ten sękaty drąg siedział prosto w jej gardle. 
Czubkiem dotykałem jej migdałków, a nawet przejeżdżałem dalej. Ona nawet się nie zakrztusiła. Pojęcia nie mam, jak to się działo. W tej chwili nawet się nad tym nie chciałem zastanawiać. Jak to się mówi, miałem to, za przeproszeniem, w dupie. Interesowało mnie tylko jedno: tylko moje własne, prywatne spełnienie. Dobrze, jeśli przy okazji i ona miała własną porcję przyjemności. Byłem na samym dnie, opętany seksem i niepotrafiącym nad nim zapanować. 
Boże, co się wtedy ze mną działo?! Zatraciłem się zupełnie. Nie wiem, czy nie przebrałem miarki. Ściskałem ją mocno za tył głowy i pchałem z całych sił swojego chuja. Dopiero teraz poczułem jak zaczyna się krztusić. Nie przerywałem jednak wciąż wciskałem w jej gardło łeb swojego kutasa, jakby tylko to się liczyło na tym świecie. 
Byłem już tak blisko swojego orgazmu. Rozkosz zdawała się przenikać każdą moją komórkę, uściskać każdy mięsień słodko, rozkosznie. Chciałem zniknąć, rozpłynąć się w tym wszystkim i być tylko moim własnym pożądaniem. 
Dopiero teraz poczułem jej dłonie w okolicy swoich jąder. Odparła się, ścisnęła mojego chuja u samej podstawy i delikatnie zaczęła stawiać opór, odsuwając swoją twarz od mojego krocza. W ten sposób walczyliśmy ze sobą w słodkich zapasach rozwiązłości. Ona starała się mnie odepchnąć, a ja pchałem ją na siebie ze wszystkich sił. 
W końcu, wykorzystując jakąś sekundę mojej nieuwagi, udało jej się wyrwać z mojego uścisku. Odskoczyła jak sprężyna do tyłu, uniosła głowę i usłyszałem jak głęboko nabiera powietrza. Zaraz później, szeroko otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Roześmiała się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...