123. Nakładając precyzyjnie na głowicę
Tymczasem, ona, całkiem prawidłowo, przyłożyła zwinięty w rulonik do samego czubka mojego fiuta. Aż trudno było uwierzyć, robiła to nadzwyczaj poprawie. Później zaczęła rozwijać, nakładając go precyzyjnie na głowicę. Czułem elastyczny, sprężysty, bardzo podniecający uścisk.
Uniosła twarz, by jeszcze raz spojrzeć mi w oczy, uśmiechnęła się chcąc dać mi do zrozumienia, że za chwilę zacznie zajmować się bardziej precyzyjnie moim narzędziem. Później znowu spojrzała na tego wielkiego zaganiacza.
W końcu skupiona tylko na nim zaczęła powoli poruszać swoją rączką do góry i do dołu, do góry i do dołu… bez pośpiechu, spokojnie, tak jakby miała nieograniczoną ilość czasu i tak, jakby nikt nigdy miał jej w tym nie przeszkodzić.
Widziałem, jak na końcu jej garstki, co chwilę, pojawia się wielki łeb mojego grzyba. Widziałem, jak wyłania się i znika, wyłania się i znika… Dziurka otwierała się i zamykała, otwierała się i zamykała… Głowica lśniła, wielokrotnie polerowana w jej cipce i dłoniach. Niczym nie wzruszona, poruszała swoją rączką, by mój banan zrobił się odpowiednio twardy, by można było na niego nałożyć mundurek z silikonu.
Pomimo tego, co widziałem, trudno było mi uwierzyć, że mam przed sobą tylko i wyłącznie piętnastolatkę. No, ale biorąc to wszystko tak na chłopski rozum, nie miałem powodu, by myśleć inaczej. Pomyślałem sobie, że, to mnie mogło się już coś we łbie poprzewracać. Szczególnie że wydarzyło się już tak wiele.
Jej uścisk był sprężysty, delikatny, ale na tyle mocny, by w ciągu paru chwil doprowadzić mnie do pełnej erekcji. Znów pragnąłem się kochać z nią do upadłego, do szaleństwa, do utraty tchu.
Zabawa z moim penisem trwała dobrych kilka minut. Był już twardy i sztywny i, w zasadzie, niepotrzebna była dalsza praca, ale, mimo to, ona wciąż poruszała swoją rączką w jedną i w drugą stronę, tak jakby chciała mieć całkowitą pewność, że będzie sprawował się poprawnie przez cały czas nakładania tego uroczego ubranka.
Później ostrożnie rozerwała w folię. Przez moment patrzyła, jakby pierwszy raz widziała to coś. Silikon był miękki i bardzo delikatny. W tamtych czasach prezerwatywy o takiej jakości ciężko było dostać w normalnym obrocie. W związku z tym podejrzewałem, że musiały być kupione w Peweksie. Pewności mieć, jednak nie mogłem. Zresztą, nie było to aż tak ważne.
Dziewczyna trzymała kondoma w dłoniach, przez chwilę manewrowała nim, obracając w palcach, by wyczuć, w którą stronę powinna go rozwijać. Znów zastanawiałem się:
“Jeżeli ma go po raz pierwszy raz w swoich dłoniach i pierwszy raz ma go nakładać, to w żaden sposób nie może wiedzieć, jak to się robi. No, bo gdzie miałaby się tego nauczyć?”
Tymczasem ona dokładnie wiedziała w jaki sposób otwierania się saszetkę, jak rozwija się samą prezerwatywę. Do tego potrzeba było, chociażby niewielkiego szkolenia. Czyżby miała to w genach? Nie. To, mało prawdopodobne.
Powoli zbliżyła się do mojego podnieconego kutasa. Sterczał i pulsował nie mogąc doczekać się samego aktu. Nie wiedziałem, czy mam stanąć na palcach, sprężyć się, czy rozluźnić. Całkiem się pogubiłem. Czułem, że za chwilę mogę wystrzelić gorącym pociskiem nasienia prosto na jej dłonie. Moje podniecenie znów rozsadzało mnie od środka. Chciałem spełnienia.
Tymczasem, ona, całkiem prawidłowo, przyłożyła zwinięty w rulonik do samego czubka mojego fiuta. Aż trudno było uwierzyć, robiła to nadzwyczaj poprawie. Później zaczęła rozwijać, nakładając go precyzyjnie na głowicę. Czułem elastyczny, sprężysty, bardzo podniecający uścisk.
Gdy przejechała przez żyłę, westchnąłem głęboko i zachwiałem się, podejrzewając, że mogę upaść. Na szczęście, nic takiego się jednak nie stało. Rozwijała dalej i dalej, aż do samego końca. Zatrzymała się dopiero w samym zaroście, przy jajach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz