120. Prezerwatywy przyniosła.
No i w ogóle sam fakt, że te prezerwatywy przyniosła. Siostra miłosierdzia się znalazła! Przyniosła je tutaj, dla nas po to, żebyśmy mogli się ruchać. O, ja pierdolę!
-Słuchaj, - odezwała się, - mam nadzieję, że nie zrobiłeś jej już dzieciaka.
Zatkało mnie.
-He… że co?
Spoważniała. Spojrzała mi głęboko w oczy.
-Robert… - zawiesiła głos.
-Co? - spytałem jakbym nie wiedział o co chodzi.
-Ty wiesz, co, - odpowiedziała krótko.
Zerknęła na Julkę.
-Mała, jejku, trzeba było wcześniej powiedzieć. Przyniosłabym tydzień temu. Byłam przecież w domu.
Następnie jej wzrok znów skierował się na mnie.
-Stary, nie opowiadaj mi bajek. Przecież wczoraj nie bawiliście się w Czerwonego Kapturka, prawda?
-He?! Eeee… no… - zrobiło mi się bardzo głupio.
Od razu podchwyciła temat.
-Ja też tak myślę.
Było oczywiste, że Marzenka jest bardziej odpowiedzialna niż ja i Julka. Zresztą, nie wiem. To tylko teoria. Zdaję sobie sprawę, że najłatwiej jest oceniać. Wszystko inaczej wygląda, kiedy jest się tylko widzem, a inaczej, kiedy samemu bierze się w tym udział. Kiedy żądze i kiedy hormony buzują, a napięcie rozsadza kutasa trudno jest się mądrzyć i prawić morały.
Zbliżyłem się. Moje ciało było w kropelkach wody. Parowałem podnieceniem. Spojrzała na mnie, a po chwili odezwała się do koleżanki:
-Słuchaj Julka, jednak radziłabym ci odwiedzić jakiegoś ginekologa.
Moja dziewczyna trochę się zaczerwieniła, a później grzecznie pokiwała głową.
Następnie, przyjaciółki przytuliły się i po chwili koleżanki już nie było. Drzwi się zamknęły, zostaliśmy sami.
Staliśmy naprzeciwko siebie. Przez krótki moment nie wiedzieliśmy, co zrobić co z tym fantem. No bo, jak tu się zachować, jak zareagować? Na naszych twarzach pojawił się niepewny, trochę nerwowy, uśmiech.
Wciąż nie mogłem sobie poradzić z tym, co usłyszałem przed chwilą. W ogóle jakoś trudno było mi zaakceptować, to co się wydarzyło. Przede wszystkim, wciąż nie mogłem uwierzyć, że ona zobaczyła mnie kompletnie nagiego. No, żebym miał cokolwiek na sobie, ale nie tak, że nic, tak jak mnie Pan Bóg stworzył, z wielkim, żylastym, sterczącym jak rakieta w jej kierunku, fiutem. No to był występ miesiąca. Na dodatek te jej słowa, słowa, które całkowicie wybiły mnie z rytmu. Ja stary chłop, poczułem się naprawdę dziwnie.
Jak ona to powiedziała? Żeby nie zrobić jej dzieciaka? Tak. No, dokładnie. Przecież, tak naprawdę, sam doskonale zdawałem sobie sprawę z całej sytuacji. No przynajmniej, powinienem. Przecież sam wiedziałem, że już mogło do tego dojść. Ale, cholera, najgorsze było to, że w ogóle się nad tym zastanawiałem. Tak jak bym był w jakimś filmie, w jakiejś grze. A teraz, teraz w ogóle nie wiedziałem, co z tym fantem zrobić.
Patrzyłem na nią. Nic, tylko patrzyłem na nią. Wszystko było takie szokujące. Wszystko. No i w ogóle sam fakt, że te prezerwatywy przyniosła. Siostra miłosierdzia się znalazła! Przyniosła je tutaj, dla nas po to, żebyśmy mogli się ruchać. O, ja pierdolę! To było takie podniecające i jednocześnie trochę żenujące.
Tak, wstydziłem się, ale nie wiem dokładnie z jakiego powodu. Chociaż może inaczej. Powodów było zbyt wiele i nie wiedziałem, z którego najbardziej. Spaliłem buraka za siebie, za Julkę, czy za Marzenkę? Nie wiem, nie mam pojęcia. To i tak nie ma większego znaczenia.
Przez to wszystko, przez ten cały niefart, zabawa stała się to jeszcze bardziej podniecająca. Wszystko, jeszcze bardziej mnie kręciło i rajcowało. Trzeba przyznać, że i atmosfera i tak była już wystarczająco gorąca. Czułem się jak byk na wybiegu. Byłem niesamowicie nabuzowany. Przyznam się szczerze, że trudno było sobie z tym wszystkim poradzić, zarówno mnie, dorosłemu, jak i młodemu chłopakowi. No, ale nie było innego wyjścia. Trzeba było przez to przejść. Czy tego chciałem, czy nie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz