127. Chciałem się spuścić.
Chciałem już trysnąć, bez względu na to, czy mam prezerwatywę na sobie, czy nie, bez względu na to, czy jestem w jej cipce, czy nie, czy to jej dłoń robi mi tak dobrze. Było mi wszystko jedno. Chciałem się spuścić.
To było szaleństwo. Nie wiem, co się z nami działo. Pochyliłem się tak mocno, że sięgnąłem dłońmi to jej pośladków. Ująłem ją za biodra i, walcząc ze słodkim uczuciem, obejmującym mojego kutasa, siedząc w samym gardle, podniosłem jej dupcię do góry.
Odebrała to jako wstęp do kolejnej, słodkiej sceny. Oparła się na stopach. Stopniowo stawała obok mnie. Nie do końca wiedziałem, co chcę zrobić, ale byłem pewny, czego potrzebuje mój stary skurwysyn między nogami. Mój pierdolony rębajło potrzebował natychmiastowego, całkowitego i dogłębnego, spełnienia teraz, już, w tej chwili!
Dziewczyna posłusznie zaczęła odwracać się tyłem do mnie. Powietrze było ciężkie od parującej wody i naszego podniecenia. Po kilku sekundach stała odwrócona do mnie plecami. Chwyciłem ją za piersi i zacząłem ugniatać. Mój wielki jebaka ocierał się o jej pośladki i próbował wyjechać między uda.
Zdążyliśmy tylko ustawić się wzdłuż wanny. Teraz jeszcze nawet nie wiedziałem, do czego jest nam to potrzebne, a już chwyciłem ją pod pachami za cycki i mocno ścisnąłem. Przyciągnąłem jej plecy do siebie, a mój kutas napierał na jej słodką dupeczkę, wjeżdżał między uda, domagając się solidnego rżnięcia gorącej jej cipeczki.
W pewnym momencie znalazł się po jednej stronie tego cudownego ciała, ocierając się o udo od zewnątrz. Poczułem tak przyjemny i rozkoszny dreszcz, że znów zachwiałem się w posadach niczym kolos na glinianych nogach.
Jedną nogę postawiłem na krawędzi wanny. Mój fiut, nawet jak na mój gust, był przerażająco gruby, żylasty, lśniący i siny z podniecenia. W pewnym momencie stała się rzecz, która (być może, nie wiem) była do przewidzenia, ale spowodowała, że moje serce niemal stanęło w miejscu.
Nagle poczułem jej elastyczną dłoń, ciasno opinającą się na moim sękatym korzeniu. Był tak rozgrzany, że już bardzo, ale to bardzo niewiele, brakowało mu do wytrysku.
Nie wiem, co się stało z tą dziewczyną. Nie wiem, co się stało ze mną. Nie mam pojęcia, co się z nami działo w tym momencie. Trzymała nieśmiało, niepewnie za mojego kutasa i zaczęła wykonywać posuwisto-zwrotne ruchy, odpowiednio mocno dopasowując uścisk swoich drobnych palców.
Trzymałem stopę na krawędzi naszego skromnego jacuzzi, drugą ustawiłem w środku, w wodzie i, żeby nie upaść, z całych sił ściskałem jej cycki. Przytrzymywałem się jej tułowia, przyciskałem ją do siebie, a ona w waliła mi konia prosto, zdecydowanie, bez krzty pruderii, zahamowań, czy jakiegokolwiek wahania.
Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu… Jeszcze raz do przodu, jeszcze raz do tyłu, pełne, długie, ruchy, które wyrywały moją świadomość z posad rzeczywistości. Ściskałem jej piersi, a ona robiła mi dobrze. Z każdą, kolejną sekundą coraz bardziej odpływałem w niebiosa, zapominając, gdzie jestem.
Piękna, zgrabna, rudowłosa laska robiła mi dobrze swoją rączką w tej wannie, nad parującą, gorącą wodą i, pojęcia nie miałem, co będzie za chwilę.
W pewnym momencie przełożyła swoją dłoń z drugiej strony, wykonała kilka ruchów i znów wróciła do poprzedniego chwytu. Takie drobne zmiany sprawiały, że orgazm, który powinien już nastąpić, odsuwał się w czasie, a ja myślałem, że, za chwilę, zwariuję. Chciałem już trysnąć, bez względu na to, czy mam prezerwatywę na sobie, czy nie, bez względu na to, czy jestem w jej cipce, czy nie, czy to jej dłoń robi mi tak dobrze. Było mi wszystko jedno. Chciałem się spuścić, doświadczyć cudownej rozkoszy, odpłynąć daleko, daleko i nie myśleć kompletnie o niczym, być tylko cudownym doświadczeniem, pozbawionym jakichkolwiek słów, jakichkolwiek określeń. Chciałem, by ta chwila trwała wiecznie, by ten moment nigdy nie miał końca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz