Szukaj na tym blogu

15 sierpnia 2020

Projekt: "Przyszłość".

163. To tylko przerwa.

Dopiero po upływie kolejnych kilku minut, kiedy myślałem, że za chwilę stracę przytomność od tej słodkości, oderwała się ode mnie. Jej usta uwolniły mojego penisa, ale ręka wciąż trzymała go przy samej nasadzie, nie pozwalając mi się oddalić i dając do zrozumienia, że to tylko przerwa, a nie koniec całej zabawy. 


Klęczałem na tym tapczanie, a ona na czworakach zbliżyła się do mnie i, od razu, bez żadnego zastanowienia, nie czekając na żadną zachętę z mojej strony, rzuciła się na mojego, wymęczonego już nieco, robaka, pochłonęła go i przyssała się jak cielak do krowy. 
Boże, odlatywałem w kosmos! Co mogłem zrobić? Modlić się, aby teraz się nie spuścić? Nie wiem. To rozwiązanie wcale nie wydawało mi się takie złe, szczególnie w tych okolicznościach, kiedy już tak niewiele brakowało, kiedy już tak niewiele brakowało do porządnego wytrysku, który dałby mi jakąkolwiek ulgę. Ale, czy tego właśnie chciałem? Nie mam pojęcia. 
To działo się samo, niejako bez mojej woli. Już sam widok przyprawiał o silne zawroty głowy. Klęczała, a raczej znajdowała się na czworakach, w tak poddańczej pozycji. Klęczała przede mną, a mój twardy, taki brudny, pachnący miłością, kutas całą swoją długością siedział w jej ustach, w jej słodkiej buzi. 
Traciłem zmysły, nie wiedziałem, gdzie jestem. Chciałem się już spuścić. Zresztą, sam nie wiem, czego chciałem. Cholera jasna, nie wiem, czego chciałem! Po prostu było mi dobrze, tak niesamowicie dobrze, tak odlotowo dobrze! Co mogłem zrobić? 
Chwyciłem ją za tył głowy, wtopiłem moje, szeroko rozpostarte, palce w jej rude, zmierzwione włosy i przycisnąłem mocno do siebie. Wciskałem jej twarz w moje krocze, w ogóle się nie wstydząc, w ogóle nie przejmując się tym, że wygląda to tak… no właśnie, sam nie wiem nawet jak. Na pewno podniecająco. 
Ona była jak prostytutka. Nie. Mało tego. Ona była jak nimfomanka, a jednocześnie jak uległa niewolnica. To, czego w tej chwili potrzebowała, to był seks, tylko seks, czysty seks i nic więcej. Każda rzecz, która dawała rozkosz, była dobra. Wszystko, co podniecało, miało znaczenie i należało to robić aż do momentu, kiedy będzie tak się działo, kiedy będzie sprawiało przyjemność. Och, to było takie cudowne!
Do moich uszu dobiegała tylko cicha praca jej słodkich ust: mlaskanie i cmokanie. 
-Hm… no tak. Tak, mała, tak dobrze to robisz. Och, och… - wyrzucałem ze swojego gardła.  
To dziwne, że się nie krztusiła, nie dławiła, mimo że czułem jak czubkiem mojego zaganiacza za każdym ruchem dotykam jej gardła. Cały czas łagodnie wciskałem ją na siebie, a ona ssała mojego członka z najwyższą pieczołowitością i oddaniem.  
Dopiero po upływie kolejnych kilku minut, kiedy myślałem, że za chwilę stracę przytomność od tej słodkości, oderwała się ode mnie. Jej usta uwolniły mojego penisa, ale ręka wciąż trzymała go przy samej nasadzie, nie pozwalając mi się oddalić i dając do zrozumienia, że to tylko przerwa, a nie koniec całej zabawy. 
Chwiałem się w posadach. Jaja mi spęczniały, skóra, która zawsze była luźna, teraz zbiegła się tak, że na jądra już nie pozostawało wiele miejsca. Falowała i wciąż zmieniała swoją konfigurację. Kutas zsiniał jeszcze bardziej, widziałem na nim wszystkie, najmniejsze bodaj, żyły i żyłki. 
Co tu dużo mówić, chciałem się teraz spuścić. Ten moment wydawał mi się bardzo odpowiedni. Pozostał tylko jeden problem, mianowicie, kiedy to ona mi na to pozwoli. Na to jednak się nie zanosiło. 
Uniosła twarz do góry i spojrzała na mnie tymi swoimi nieobecnymi, kasztanowymi oczami. Czubek mojego penisa wciąż siedział w jej buzi i myślałem, że dłużej już nie wytrzymam.
-Mała moja, och mała! Jezu, jak mi dobrze! Kurwa, zaraz się spuszczę! - jęczałem już półprzytomnie, nie bardzo wiedząc, co się wokół mnie dzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...