175. Patrzyłem jak lekarz ginekolog.
Poza tym, te jej piersi. One rzeczywiście były duże. Chyba zbyt duże jak na tak młodą dziewczynę. Chociaż, czy ja wiem. Patrzyłem jak lekarz ginekolog, albo jak rodzic na ukochane dziecko. Doszukiwałem się drobnych różnic i niuansów w jej wyglądzie. Co nie zmieniało faktu, że moje pożądanie szalało na całego i jeszcze chwila, a z moich ust popłynęła by piana. To było szaleństwo, zresztą, jak większość rzeczy, która się tutaj działa.
“Cholera jasna, Robert, przestań, bo zaczynasz wariować!” - pomyślałem w pewnym momencie, czując, że dzieje się ze mną coś niedobrego.
Ta świadomość pchała się do mojej głowy sama i nie mogłem się jej pozbyć.
“A co, jeśli rzeczywiście zaszła w ciążę? Co jeśli rzeczywiście zrobiłem jej dzieciaka? Nie. To stanowczo za szybko. Stary, przestań wydziwiać.”
Oczy raczej mnie nie myliły. Chyba, że rzeczywiście zaczynałem dostać bzika. Nie miałem pojęcia, jak się zachować. Jak podejść do tego trudnego tematu. Zapytać? Czy może jeszcze nie wspominać? Obydwa rozwiązania wydawały mi się jakieś głupie i niedorzeczne, ale musiałem coś z tym zrobić. Nie dało się tego, ot tak, zostawić.
Poza tym, te jej piersi. One rzeczywiście były duże. Chyba zbyt duże jak na tak młodą dziewczynę. Chociaż, czy ja wiem. Patrzyłem jak lekarz ginekolog, albo jak rodzic na ukochane dziecko. Doszukiwałem się drobnych różnic i niuansów w jej wyglądzie. Co nie zmieniało faktu, że moje pożądanie szalało na całego i jeszcze chwila, a z moich ust popłynęła by piana. To było szaleństwo, zresztą, jak większość rzeczy, która się tutaj działa.
Znów się zmieniła. Znów zachowywała się i mówiła jak młoda dziewczyna, jak atrakcyjna, pyskata nastolatka.
-Taaa… nie słuchaj jej Robert, to stara dziwka! Związek się jej rozpada, cipa swędzi więc przyszła tutaj, aby sobie ulżyć.
Nim zdążyłem, w jakikolwiek sposób, zareagować, zaskoczyła mnie kolejna zmiana. Następowały po sobie błyskawicznie. Patrzyła przed siebie, a jednocześnie zdawała się być nieobecna.
-Zamknij mordę młoda! Czy ktoś pytał cię o zdanie?! Wiesz, że, i tak, nie masz nic do gadania. Jesteś tylko moim nosicielem, awatarem. Czy ty to rozumiesz?!
Nic nie rozumiałem. Dlaczego tak bardzo się kłóciły? Przecież, na dobrą sprawę, były jedną istotą. Dlaczego nie mogły dojść do porozumienia. Mnie i mojemu młodszemu ja jakoś się udało. Nie mogłem się nadziwić, że są tak różne. Uniosłem dłoń w geście, że chcę coś powiedzieć.
-Halo, halo, drogie panie, może tak byście na chwilę ucichły, co?! Nie zamierzam słuchać waszych kłótni.
Nagle na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie, kompletne zaskoczenie. Nie spodziewała się, bądź też obydwie nie spodziewały się, że ktoś może się do nich w ten sposób odezwać. No cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz.
-No dobra, okej… sorry… - usłyszałem z drugiej strony.
Zaraz później uśmiechnąłem się.
-W porządku. Która to powiedziała? - spytałem.
Nastąpiła cisza.
-No, dogadacie się jakoś, czy będziecie się tak sprzeczać?
Po chwili padła odpowiedź:
-Ja.
-Aha. Co, za ja?
Znowu cisza. Zaczynało mnie już to nieco bawić.
-Dobra. No jak mam ci to powiedzieć?! To ona, znaczy młoda.
-A ty? - rzuciłem.
-Co, ja?! Och, no dobra. Postaram się.
Znów się uśmiechnąłem. tym razem bardziej szczerze.
-No widzicie… można? Można, - powiedziałem.
Tak naprawdę, nie miałem pewności, czy ten konflikt za chwilę nie wybuchnie na nowo. No, ale trzeba było od czegoś zacząć.
-No dobrze, - odezwałem się ponownie, - powiedzicie mi jedno: dlaczego ze mną tak się nie kłócicie?
Jeszcze jedna chwila ciszy.
Zrobiła maślane oczy.
-No bo ty…
-Co, ja?
-Eee tam… no dobrze, to może ja powiem… seks…
-Co? - zdziwiłem się.
Patrzyłem na nią. Wciąż, niezmiennie mnie podniecała.
-No… seks.
Znowu nic nie wiedziałem.
-Co, seks?
-No wiesz…
-Co, wiem?
-Eee… bo obie go uwielbiamy…
-Aha, - teraz rozumiem… chociaż, nie wszystko. Ale okej.
-Eee… wiesz, tylko młoda udaje ciotkę - cnotkę i nie chce się do tego przyznać…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz