Szukaj na tym blogu

29 sierpnia 2020

Projekt: "Przyszłość".

177. Jesteście obleśnymi, zboczonymi staruchami.

-Jesteście, naprawdę, bezczelni, - kontynuował, - Pojawiliście się w naszym życiu bez pytania. Zaczynacie zmieniać je w sposób, który wcale dla nas nie jest dobry. Powiem wam coś, obydwoje jesteście obleśnymi, zboczonymi staruchami, którzy przybyli tutaj dla zabawy! My się dla was nie liczymy!


Od razu przyznaję się bez bicia, że w tej całej rozmowie zdarzały momenty, kiedy nadal nie mogłem połapać się, która, jest która. Tak to już jest. No, ale przecież nikt nie będzie czekał, aż to zrozumiem. 
-Hahaha… mamusiu…
-Co?
-Jest pewne ale… 
-Jakie, ale? 
-Powiedzmy tak… ty nic nie ryzykujesz, prawda?
-Czego nie ryzykuję? 
No i klops. Zaczynało się mi już kręcić w głowie.
-Spokojnie, spokojnie moje panie, nie mówcie na raz, bo nic z tego nie pojmuję. 
To było głupie. Nawet bardzo. Przecież wciąż miałem przed sobą tylko jedną osobę. Bardzo piękną i podniecającą, ale jedną. Zastanawiałem się, jak się do tego ustosunkować, aby nie zwariować do końca. 
Spojrzała na mnie maślanymi, słodkimi oczami i znów wiedziałem, że rozmawiam z młodą Julką. 
“Może w ten sposób”, - pomyślałem.
Wysunąłem dłoń i pogładziłem ją po policzku. 
-Lubię seks, jest niesamowity, ale jak przyjdzie co, do czego, to ona się stąd wyniesie, a ja zostanę sama… - westchnęła.
-No tak, - powiedziałem. 
-Z dzieckiem… prawda?
Pokiwałem głową.
-Uwielbiam dzieci. Chcę je mieć, ale to jeszcze za wcześnie. Nie jestem pewna, czy jestem gotowa na stały związek, a co dopiero na dzieci.
-Doskonale cię rozumiem, Julka. Nie chciałbym ci narobić kłopotów. 
Znów patrzyła na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem. 
-Skąd wiesz, czy już się to nie stało? - odezwała się cicho.
Robiło mi się coraz bardziej głupio. Zaczynałem gubić się w tym wszystkim i nie wiedziałem jak z tego wybrnąć. Popełniłem już tyle błędów, które mogły skutkować bardzo różnymi konsekwencjami. Oczywiście, nie dla mnie. Ja byłem bezpieczny. Przecież nie byłem prawdziwy. W ich świcie byłem tylko bezcielesnym duchem, demonem, okupującym czyjeś ciało. 
-Tego nie wiem, Julka. Uważam, jednak, że najpierw powinnaś skończyć szkołę, a dopiero później pomyśleć o założeniu rodziny. 
W tym samym momencie stało się coś, co całkowicie pozbawiło mnie kontroli nad moją osobowością. Przynajmniej na chwilę. 
-Przepraszam bardzo?! Może wreszcie ktoś raczy wysłuchać mnie, co?! - odezwałem się nie swoim głosem.
Musiało minąć kilka sekund, nim dotarło do mnie, że to nie byłem ja, tylko mój awatar. To było niesamowicie dziwne uczucie. Tak nagle i tak gwałtownie przejął nade mną kontrolę, że nawet nie wiedziałem, kiedy to się stało. 
-He? A ty, co znowu chciałeś? - odezwałem się do niego.
Julka patrzyła na mnie z zainteresowaniem. Nie miałem pewności, która z nich teraz siedzi za sterami. 
-Jesteście, naprawdę, bezczelni, - kontynuował, - Pojawiliście się w naszym życiu bez pytania. Zaczynacie zmieniać je w sposób, który wcale dla nas nie jest dobry. Powiem wam coś, obydwoje jesteście obleśnymi, zboczonymi staruchami, którzy przybyli tutaj dla zabawy! My się dla was nie liczymy!
“No i masz babo placek”, - pomyślałem. 
-Eee… nie, nie… to wcale tak nie jest… - powiedziałem po chwili.
To, co się stało po tych słowach wprawiło mnie w jeszcze większe osłupienie. Nie mogłem zrozumieć, jak to się stało. Nagle moja własna ręka podniosła się i wymierzyła mi solidny policzek. 
-Auuu! - jęknąłem z bólu.
Z niesamowitym zdziwieniem patrzyłem na swoją dłoń. 
-I jak się czujesz?! - odezwał się młody.
Szybko dotarło do mnie, że nie jest tak cichy i grzeczny, jak mi się do tej pory wydawało. 
“Czy to jest ten sam Robert, którego znam z przeszłości?” - pomyślałem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...