154. Znowu się we mnie spuściłeś.
-Och, - westchnęła cicho, - Robert, znowu się we mnie spuściłeś. Jednak był to raczej głos potwierdzenia niż protestu po tym, co się stało.
Było już pozamiatane, po wszystkim. Skłamałbym gdybym powiedział, że byłbym w stanie wytrzymać to, chociaż minutę dłużej. Nie byłbym. Okres tego stosunku definitywnie dobiegł do końca. To stało się szybko, błyskawicznie, ale doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to już jest w ten moment.
Byłem odchylony do tyłu, na przeciwległą stronę wanny, a ona siedziała na mnie, nadziewając się na mojego fiuta do samego końca. Czułem, jak z jej cipki wylewają się obfite ilości gęstego, lepkiego nektaru i, ciepłym strumieniem, płyną po moim kroczu i worku zwisającym między udami. Rozkosz stała się moim drugim ja. Fala słodkich skurczów przejęła kontrolę nad moim ciałem, duszą i umysłem. Jej słodka muszelka, dynamicznymi, silnymi szarpnięciami, wysysała ze mnie energię, domagając się wypełnienia jej wnętrza moim pożądaniem.
Zdołałem tylko wykonać jeden gwałtowny, zdecydowany ruch. Podparłem się na dłoniach za swoimi plecami i uniosłem biodra ponad krawędź wanny. To przesądziło o wszystkim. Dziewczyna nie opierała się, uniosłem jej ciało wraz z sobą. Zawisła niejako na moim twardym zaganiaczu. Zdołałem jeszcze tylko objąć ją ciasnym chwytem mojego przedramienia w biodrach, a moje palce wylądowały na jej napęczniałej wisience. Zaczęły tańczyć w tym czułym miejscu rozgniatając je i masakrując jak tylko to było możliwe.
Reakcja była natychmiastowa. Wyprężyła się i zaczęła drzeć jak galareta. Czując, że to już jest ten moment, ta chwila, przymknąłem powieki uchyliłem usta wtopiłem się nimi jej rozgrzaną pierś. Objęła mnie ramieniem za szyję i przylgnęła do mnie ze wszystkich sił. W tej samej chwili poczułem, że moim podbrzuszem szarpią niekontrolowane skurcze, które wyrzucają ze mnie potężne ilości spienionego nasienia. Wypełniony krwią do granic możliwości, kutas był niczym gruby wąż strażacki, który pompował w jej wnętrze cały zapas mojej spermy, tak, jakby miał na to tylko jedną sekundę.
Popłynąłem. Przed moimi oczami i zapadła ciemność, w uszach słyszałem tylko własne tętno. Najważniejszym celem było, wyrzucić w nią jak największą ilość tego, co zgromadziło się w moich jądrach. Zdawałem się być jak choroba jak wirus, który pragnie tylko przetrwać i rozsiać swój genom w jak największej ilości. Nic innego mnie nie interesowało. To było to, co było najważniejsze w tej chwili.
Im więcej budyniu w nią w pompowałem, tym bardziej drżała, prężyła się jęczała i wzdychała. Rozkosz była nie do opisania. Głupia radość jak bojkot samego siebie. Im bardziej sobie uświadomiłem, że mogę ją zapłodnić, tym bardziej mnie to nakręcało. Wiedziałem, że to jest cholernie głupie, ale nie umiałem nad tym zapanować. Siedziałem w niej całą długością mojego kutasa, nie wykonywałem żadnego ruchu, tylko pompowałem, pompowałem wszystko, co w sobie miałem. Słodkie, przejmujące uczucie, odebrało mi rozum i wolę od decydowania o tym, co się ze mną działo. Chciałem jeszcze i jeszcze. W środku było coraz ciaśniej. Czułem, że ciśnienie rośnie. Moja żądza posiadania życia jej organizmie była wręcz nie do opisania.
Kiedy było już po wszystkim, kiedy stała na własnych nogach między moimi udami, ja wciąż byłem w szoku. Jakby nic się nie stało, wciąż trzymałem jej jest sutek w swoich ustach i ssałem go zawzięcie. Trzymałem się za grubego, opadającego już nieco fiuta i wykonywałem dłonią posuwiste, delikatne ruchy, wyciskając resztki spermy bezpośrednio na podłogę.
Ona stała tak, zaciskała palce na mojej drugiej dłoni i, nieco przerażonymi oczami, wpatrywała się w swoje krocze. Dopiero kiedy szerzej otworzyłem swoje oczy i kiedy dokładniej przyjrzałem się jej brzuszkowi, zorientowałem się, że cały ociekał gęstymi, aromatycznymi kroplami, które nie zmieściły się w środku jej boskiej cipeczki.
-Och, - westchnęła cicho, - Robert, znowu się we mnie spuściłeś.
Jednak był to raczej głos potwierdzenia niż protestu po tym, co się stało.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz