176. Jak mam się do ciebie zwracać?
-Poczekaj, poczekaj… jak mam się do ciebie zwracać? -Jak to, jak? -No… ty do mnie gadasz młoda… a ja do ciebie? -Aleś mnie zaskoczyła. No, nie wiem. -Może, mamusia, - podpowiedziałem. -Ta… mamusia… no dobra niech będzie…
Miałem ochotę zgwałcić je obydwie. Hmmm… chociaż nie. Tak by się nie dało. To były dwie osobowości, ale jedno ciało… a szkoda. Chociaż już sama taka świadomość zmieniała wszystko.
-Aha… rozumiem… przyznać się nie chce.
-No, tak. Cały czas jej powtarzam, że…
-Tak?
-No… że saks to nic złego.
Musiałem zmienić nieco nastrój i, niejako, zacząć wszystko od początku.
-Czyli, co? Kochacie się bzykać?
Pokiwała nieśmiało głową. Zrozumiałem, że jestem w podwójnie dobrej sytuacji. Dziwnej nieco, ale jednak dobrej.
-W porządku, - powiedziałem, - postaram się, abyście były zadowolone. Okej?
Czułem, że sytuacja jest już ogarnięta. Przynajmniej na chwilę obecną. To nieco rozluźniło atmosferę i dało mi trochę czasu na zastanowienie się.
Jeszcze raz pokiwała głową, po czym wstała. Niestety, psychologia, psychologią, a fizyka, fizyką. Kiedy wstała, to ja musiałem usiąść. Musiałem. Czułem, że dłużej moje nogi nie dadzą rady mnie trzymać w pionie. Kiedy siedziałem, moja rakieta wylazła spomiędzy moich ud, niczym wielki korzeń i, za cholerę nie chciała się schować. Bezczelna jedna!
Dziewczyna, czy może raczej kobieta, była tuż przede mną. Nie wiem, może metr, może trochę więcej. Jej napęczniała cipeczka znajdowała się dokładnie na wysokości mojej twarzy.
“Cholera jasna! Prowokatorka jedna! Czy ona nie potrafi inaczej! - pomyślałem.
Nie wiedziałem, jak ona to robiła, ale cały czas, przy najmniejszej okazji, rozkładała mnie na łopatki. Chwilami czułem się taki bezradny. Czułem, że jest mi coraz bardziej gorąco i duszno. Uniosłem głowę, a mój wzrok, automatycznie, zatrzymał się na jej wielkich piersiach, z tymi ogromnymi, prawie brązowymi, brodawkami.
“Boże, Boże, zabierz ją stąd! Jezu, czy one, rzeczywiście, są takie duże, czy może tylko mi się tak wydaje?!” - myślałem.
Zaczynało robić się coraz bardziej nietypowo. Nie miałem pojęcia, czy dowiem się od nich czegokolwiek więcej. Zanosiło się na porządną burzę, to znaczy, na porządne ruchanie. A jakże! Jeszcze raz! Powtórka z rozrywki! Co tam! Jak na razie mój młody siedział cicho, ale i tak nie było łatwo. To ja nie dawałem rady.
“Cholera jasna, ile można?! Kiedy będzie koniec?! Czy to jakieś opętanie?” - próbowałem jakoś ogarnąć ten dylemat.
Chociaż, tak naprawdę, nie miałem pojęcia dlaczego wpadałem aż w taką panikę.
“Przecież to tylko seks. No jasne, że seks. Dużo go, co prawda, ale to jeszcze nic strasznego. Poza tym, to nie moja rzeczywistość. Powinienem potraktować to jak grę. Tak, jak jakąś grę.” - myślałem.
W sumie chyba przecież tak było.
-No, bo wiesz… - podjęła temat, - ja zawsze lubiłam seks…
Teraz zacząłem sobie to uświadamiać.
-Szkoda, że wtedy, za pierwszym razem, nie zrobiłem nic więcej i pozwoliłem ci odejść. Byłaby z nas niezła para. Prawda?
Uśmiechnęła się słodko.
-No tak, szkoda. Lubiłam się bzykać… właściwie, odkąd zaczęłam dojrzewać… Prawda, młoda? - zwróciła się do swojego młodszego ja.
-Co? Ah, prawda, prawda…
-Tylko… - odezwała się młoda.
Teraz zaczynałem jej już odróżniać. Przynajmniej tak mi się zdawało.
-No, co znowu?
Jeszcze raz nastąpiła chwila ciszy.
-Poczekaj, poczekaj… jak mam się do ciebie zwracać?
-Jak to, jak?
-No… ty do mnie gadasz młoda… a ja do ciebie?
-Aleś mnie zaskoczyła. No, nie wiem.
-Może, mamusia, - podpowiedziałem.
-Ta… mamusia… no dobra niech będzie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz