174. Wyszłam za mąż.
Nago przeszła do pokoju i usiadła na łóżku. Stałem tuż przed nią, a mój kutas sterczał jak wariat. Zastanawiałem się, dlaczego moje podniecenie, nawet w takiej chwili, nawet na trochę, nie słabnie. -Więc tak… wyszłam za mąż dość późno… mieszkam na wsi i mam trójkę dorastających dzieci…
Odwróciła głowę i spojrzała na mnie.
-Ach, i ty tu jesteś… - westchnęła.
“O kurwa, o kurwa, o kurwa!!!” - zacząłem panikować w duchu.
-Eeee… no jestem…
-No to mamy pat… co powiesz?
Zatkało mnie.
-Jezu, Julka, nie wiem, nie wiem.
-No co, tobie to też się nie podoba? Ty też nie chcesz się kochać?
Wziąłem głęboki wdech.
-Boże, Julka, przestań. Nic takiego nie powiedziałem. Jasne, że mi się podoba. Podoba się jak cholera, tylko że… że ty…
-Co, ja?
-Witaj w przeszłości. Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś? - zacząłem z innej beczki.
-A uwierzyłbyś?
-Czy bym uwierzył? Boże, nie wiem. Miło poznać prawdziwą Julię, - uśmiechnąłem się.
-E, a ja już się nie liczę?! - wyrzuciła z siebie jakby nieco innym tonem.
-Co? - spytałem, bo nie bardzo wiedziałem, o co chodzi.
-Cicho, bądź młoda! - warknęła sama do siebie, - przepraszam cię, od jakiegoś czasu mam z nią kłopoty. Co mówiłeś?
-Powiedziałem, że miło cię poznać. Jak ci się wiedzie?
Nerwowo rozrzuciła swoje rude włosy.
-Ma starego, obleśnego faceta i dorobiła się trójki bachorów… - powiedziała nie swoim głosem.
W mojej głowie znów pojawił się znak zapytania.
-Eee... że co?
-Młoda, jak się nie uciszysz, to dostaniesz po piździe!
-Hahahaha… no to wal!
To było bardzo dziwne. Cały czas miałem przeświadczenie, że rozmawiam z osobą chorą na schizofrenię i, że ta osoba ma omamy wzrokowo słuchowe. Wiedziałem jednak, że to nie jest tak, że przede mną, naprawdę, są dwie różne osoby, dwie osobowości zamieszkujące to samo ciało. Musiałem nieźle się napocić, aby to jako tako ogarnąć. Od początku trzeba było przyjąć bardzo duże uproszczenia i porównania, aby się nie pogubić.
-Więc, jak jest? - spytałem nieśmiało.
Nago przeszła do pokoju i usiadła na łóżku. Stałem tuż przed nią, a mój kutas sterczał jak wariat. Zastanawiałem się, dlaczego moje podniecenie, nawet w takiej chwili, nawet na trochę, nie słabnie.
-Więc tak… wyszłam za mąż dość późno… mieszkam na wsi i mam trójkę dorastających dzieci…
-Aha… - mruknąłem, bo tak naprawdę to nawet nie mogłem się skupić.
Chciałoby się w tej chwili powiedzieć: prowokacja to moje drugie imię. Niby o tym wiedziałem, a jednak kiedy przychodziło co do czego, to nie mogłem sobie z tym dać rady. Tak. Ona prowokowała każdą swoją komórką, każdym gestem , każdym ruchem. Wszystko to, co robiła i jak to robiła, było wręcz przesiąknięte seksem, erotyzmem. Czułem to już od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz zaczynałem sobie uświadamiać, co naprawdę było tego przyczyną. Chociaż z drugiej strony, i tak, nie miałem pewności, która z nich za tym stoi. Mogła być to ta dojrzała część Julki, ale również niezadowolona, buntownicza moda osobowość. W tej chwili trudno było to oceniać.
Siedziała na łóżku. Już wiele razy tak siedziała i powinienem był się do tego przyzwyczaić. Mimo to, przychodziło mi to z wielkim trudem. Moje serce waliło już jak szalone. Miałem wrażenie, że za chwilę wyskoczy z mojej piersi. Nie panowałem już nad swoim podnieceniem. Siedziała na tym łóżku, niby po turecku, ze skrzyżowanymi nogami, ale nie do końca, nie tak bardzo dokładnie.
Tak, czy, inaczej, jej uda były szeroko rozchylone, jakby celowo chciała pokazać wszystko to, co między nimi ma. Nie mam pojęcia, czy to było celowe, jednak cholernie podniecało. Delikatnie odchylona do tyłu, podpierała się za swoimi plecami jedną ręką. Palcami drugiej operowała gdzieś w okolicach swojej soczystej brzoskwini. Wygięła się w taki sposób, że wypięła do przodu swój brzuszek, który wydawał mi się w tej chwili niezwykle apetyczny. Nie wiem, czy to jakaś sugestia, ale rzeczywiście, zacząłem go baczniej obserwować. Był jakiś duży i okrągły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz