155. Jej słodka, obspermiona norka.
Usiadła na brzegu wanny. Podciągnęła nogi pod brodę, odparła stopy o burtę i pochyliła się na drugą stronę w taki sposób, że jej słodka, dokładnie obspermiona norka znów stała się dla mnie widoczna. Widziałem ją w całej okazałości między jej nogami w delikatnym, jasnym zaroście oblepioną gęstym, powoli spływającym budyniem.
Zaraz później, schowawszy głowę w ramionach, zmrużyła oczy i zalotnie się uśmiechnęła.
-Pchi, ale to fajne, - odezwała się.
Nie mogłem wyjść z podziwu.
-Eeeee… co??? Że co? Co jest takie fajne? Że spuściłem się w twoją cipkę?! Że mogłem zrobić ci dziecko, eee… no… dzidziusia? Hmmm… kurczę… no… eeee… sam nie wiem…
Wciąż się uśmiechała.
-Pchi… no… eeee… właściwie… tak. No, fajnie było.
-No fakt, fajnie było, hehehe, - roześmiałem się.
-Och, no zobacz tylko, cieknie ze mnie twoja sperma, hihihi…
Znów robiło mi się niesamowicie gorąco.
-E tam, och… No w sumie… cieknie. Dużo tego.
-No, dużo, dużo. Wypełniłeś mnie. Wypełniłeś mnie jak stary zbiornik. Zobacz, przeciekam, hihihi…
Boże, w co myśmy grali?! Nie rozumiałem tego.
-Och, no i co co teraz? - westchnąłem.
-Heh… no, spokój. Nie przejmuj się. Lubię to. Jest przyjemnie.
-Och, co?!
-Uwielbiam twoją spermę, twoje nasienie w mojej cipeczce. Jest taka gorąca, och… i słodka… tak bardzo ją tam lubię.
-Jejku!
-Uwielbiam, jak mnie rozpiera od środka.
Patrzyła na mnie. Cały czas przyglądała się poprzez przymrużone powieki. Uśmiechała się tak, jakby, w ogóle, nic się nie stało, jakby to, co się stało, nie miało żadnego znaczenia. Przynajmniej nie takie, jakie chciałbym nadawać temu czemuś.
Miałem ochotę powtórzyć to, co było przed chwilą. Czułem, że to, co było, w ogóle, nie rozwiązało problemu. Napięcie moich trzewiach znów szybko rosło, penis, który powinien już opaść, przynajmniej do połowy, zachowywał się tak, gumowy materac, z którego nie chciało zejść powietrze i trzeba było mu pomóc.
Była taka słodka, taka gorąca, że znów miałem ochotę zapakować w nią mojego grubego fiuta i zerżnąć jeszcze raz. Byleby tylko ta moja wielka rakieta chciała znów mi przygrzać.
-Och, te moje dziewiętnaście lat, - westchnąłem cicho.
Nie wiem, czy mnie usłyszała. Raczej, nie powinno to się stać. Niemniej, w tej chwili chodziło o coś zupełnie innego. Wystarczyło tylko pomyśleć, pozwolić moim myślom biec bezpruderyjnie, a już mój fiut nabrzmiał i wypełniał się krwią. Błyskawicznie robił się twardy i sztywny, gotowy do jeszcze jednego, stosunku.
Och, ta moja Julka! Wciąż nie mogłem poradzić sobie ze świadomością, jak bardzo była otwarta na seks i gotowa na wszystko.
Usiadła na brzegu wanny. Zachowywała się tak, jakby się nic nie stało. Podciągnęła nogi pod brodę, odparła stopy o burtę i pochyliła się na drugą stronę w taki sposób, że jej słodka, dokładnie obspermiona norka znów stała się dla mnie widoczna. Widziałem ją w całej okazałości między jej nogami w delikatnym, jasnym zaroście oblepioną gęstym, powoli spływającym budyniem. Ten widok doprowadzał mnie do szaleństwa.
-I co? - odezwała się, - I co?
Patrzyłem na nią.
-Jak to, co?!
-No… pchi… zrobisz to jeszcze raz? Hehehe…
Patrzyła na mnie. Coraz bardziej rozkładała mnie na łopatki. Nie wiem, jak to się działo, ale coraz mniej byłem odporny na jej wdzięki. Miałem wrażenie, że powoli lecz nieubłaganie staję się jej niewolnikiem, jej seks niewolnikiem.
Po chwili zrobiła coś, czego, w ogóle, się nie spodziewałem. Na dodatek, dokonała tego z tak rozbrajającym, serdecznym uśmiechem, że myślałem, iż padnę z radości. Miałem wrażenie, że za chwilę, stracę przytomność z samego tylko wrażenia.
Weszła do tej wanny. Weszła z nogami, chwyciła słuchawkę natryskową, odkręciła wodę, odczekała chwilę, regulując temperaturę i, kiedy była już pewna, że nie zrobi sobie krzywdy, szeroko rozstawiając swoje zgrabne uda ten ciepły strumień skierowała w sam środek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz