Szukaj na tym blogu

8 sierpnia 2020

Projekt: "Przyszłość".

156. Czyje to są oczy?!

Rude włosy, kaskadami spadające na ramiona - to by się zgadzało - okej; młode, jędrne ciało - okej; napęczniałe piersi - tak powinno być; sterczące sutki - oczywiście; szerokie biodra i delikatnie zarośnięta cipeczka - w porządku…  Hej! Halo, te oczy! Kasztanowe, spokojnie bez cienia lęku, stresu, bez poruszenia… Czyje to są oczy?!


Nie wiem, co się działo. Łup, łup, łup, łup, łup… - waliło moje serce. Oddech stał się szybki i urywany. Nie mogłem skupić myśli na jednej rzeczy. Znów się zaczynało. Do czego to wszystko mogło nas doprowadzić? Czym miało się skończyć? Nie wiedziałem już, kim jestem. Stopniowo traciłem poczucie odrębności tego, że nie jestem z tego świata, że pochodzę z dalekiej przyszłości i przebywam tutaj tylko, powiedzmy, przez chwilę. 
To, co znajdowało się na jej słodkiej cipeczce, podbrzuszu, na tych zmierzwionych, rudych włosach, powoli, jakby z ociąganiem, wraz z wodą odrywało się i grubymi kłakami spadało do wanny, a później tonęło gdzieś na jej dnie. Palcami rozwarła swoją szparkę. Zrobiła to delikatnie, ale dokładnie. Po chwili zaczęła czyścić całe wnętrze: szparkę, płatki i najgłębsze zakamarki. Nasienie wylało się, wpadając obfitym strumieniem i znikło gdzieś na dnie pod pianą. 
Łup, łup, łup, łup… - waliło moje serducho. 
Właściwie, nie wiem, dlaczego tak bardzo się podnieciłem tym widokiem. Przecież nie powinienem był być aż tak zszokowany. Nie ja, dorosły, dojrzały, pięćdziesięcioletni, obleśny erotoman. Co prawda, żonaty, ale jednak erotoman. Być może, ten chłopak, on tak, mógł być zgorszony tym wszystkim, co się działo. Tylko, czy dałem mu szansę dojść do głosu, powiedzieć cokolwiek? Może stopniowo i powoli stawałem się także i nim. Może moje ja wymieszało się i teraz trudno było rozdzielić nas dwóch, wyznaczyć konkretną i ostrą granicę. Nie wiem. Sam nie wiem. To było takie trudne do ogarnięcia. Stopniowo zaczynało mnie przerastać. 
Zamiast być przewodnikiem i kontrolować wszystko, krok, po kroku, dokładnie planować, płynąłem z prądem, poddając się kolejnym falom rozkoszy, idąc jak pies, aby tylko jeszcze raz zaliczyć jej cipkę, aby tylko jeszcze raz móc się z nią kochać, kochać do szaleństwa. Czy to było to, o co mi chodziło? Nie wiem.
Patrzyła na mnie. Ten wzrok. Znów na mnie patrzyła. Jakieś takie światełko we mnie się zapaliło w tej chwili. Zapłonęło w mojej głowie, gdzieś tam głęboko. Coś mi nie pasowało, że to nie tak. Niby wszystko było w porządku, okej. No, jak najbardziej. Nie powinienem niczego żałować, absolutnie, bo mogłem zapeszyć. Bałem się nawet o tym jakoś mocniej myśleć, ale nie. Nie o to chodziło. To nie to. Znów konflikt i to na poziomie podświadomości. Tak, na poziomie podświadomości bardziej, niż na zewnątrz, ale jednak. No i to pytanie: czy tak powinna zachowywać się piętnastoletnia, niedoświadczona dziewczyna?
To jedno spojrzenie. Jedno, krótkie, szczególne, tak szczególne, że po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Nie był to dreszcz podniecenia. Na pewno nie był to dreszcz podniecenia, o nie. 
Rude włosy, kaskadami spadające na ramiona - to by się zgadzało - okej; młode, jędrne ciało - okej; napęczniałe piersi - tak powinno być; sterczące sutki - oczywiście; szerokie biodra i delikatnie zarośnięta cipeczka - w porządku… 
Hej! Halo, te oczy! Kasztanowe, spokojnie bez cienia lęku, stresu, bez poruszenia… Czyje to są oczy?!  Czy to są źrenice nastolatki?! Okej, są spokojne, łagodne, kochające, opiekuńcze, ale… Halo, gdzie gdzie ta niepewność osoby, która ma nikłe lub żadne doświadczenie życiowe?! 
Wyszła z tej wanny i stanęła obok. Patrzyła na mnie. Patrzyła zupełnie tak, jakby nic się nie stało. Ogarniało mnie to przeczucie. Zupełnie jakby się nic nie stało, uniosła ramiona ponad głowę i przeciągnęła się łagodnie, ale porządnie, tak, jakby dopiero co wyszła z łóżka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...