168. Ścisnęła mnie za fiuta.
Ścisnęła mnie za fiuta, który nie bardzo wiedział, czy ma opaść, czy znowu podnieść się i ruchać. Wyglądał, jak nie do końca napompowana dętka rowerowa: gruby, żylasty, ale nie całkiem sztywny. Cholera jasna! To wcale nie było takie fajne.
Chodzi o to, że to nie technika jest teraz ważna, nie sam ruch, ale to, w jaki sposób ona go wykonywała. Miałem wrażenie, że zna mnie od podszewki i wie, czego pragnę, czego potrzebuję. Patrzyła na mnie. Nie odrywała wzroku od mojej twarzy. Uśmiechnęła się delikatnie i tak została z uchylonymi ustami. Jakby zamilkła w pół słowa. Miałem wrażenie, że jeszcze chce coś powiedzieć, ale z jej gardła nie wydobył się ani jeden dźwięk. Cisza.
Znów spojrzałem niżej, tam, gdzie znajdowała się jej cudowna muszelka. Dłoń, która ją zakrywała, powoli przesunęła palce, a między nimi zajaśniały, niczym wschodzące słońce, różowo-czerwone płatki.
-Ooooohhhh… - westchnąłem jeszcze raz.
Ściskała ją w taki sposób, aby cała zawartość, łącznie z tym, co w niej zostawiłem, przesiąkała przez jej drobne paluszki i wylewała się na zewnątrz? Czy na taki widok mogłem pozostać bierny? Czy gdybym nic nie zrobił, to byłoby w porządku? Zachwiałem się. Miałem wrażenie, że upadnę. Trwało to tylko krótką chwilę, a kiedy minęło chwyciłem się za kutasa i zacząłem go namiętnie ściskać i ugniatać.
-Boże, Julka, przestań… - jęknąłem.
Prawą dłoń położyła na swojej piersi dokładnie w taki sam sposób, jak tą na cipeczce. Szeroko rozstawione palce, pozwoliły wydostać się sztywnemu i chropowatemu sutkowi na zewnątrz i prezentować swoje rozmiary. Miałem ochotę rzucić się na nią i wciągnąć w swoje usta całe te jej jędrne cycki, lecz nie zrobiłem tego.
-Naprawdę chcesz, abym przestała? - odezwała się po chwili.
Byłem w coraz większym szoku.
“Boże, nie! Przecież nie!” - pomyślałem, - “Era dinozaurów dawno już minęła. Nie mam z nią żadnych szans. Nie wiem kim jest, ale wiem, że przegrałem. Już teraz to wiem. Jestem tego pewny.”
Nie wiem, jak to się działo. Nie kontrolowałem tego. Wszystko zdawało się być poza mną. W pewnym momencie, jak kot, znalazła się na brzegu łóżka, znów na brzegu, tuż przy mnie. Stałem tak, całkowicie bierny i nieruchomy. Docierały do mnie rzeczy, które były nieistotne w tej chili. Na przykład to, że jestem bardzo szczupły. Szczupły, wręcz chudy.
Niby o tym wiedziałem, przecież znałem siebie z przeszłości, wiedziałem, jak wyglądam, ale jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Kilogramów zacząłem nabierać dopiero po czterdziestce. Teraz, tak stercząc przed nią goły, jak mnie Pan Bóg stworzył, nagle dotarło do mnie, że wystają mi żebra.
“Cholera jasna!” - pomyślałem, przecież to ucieczka mentalna przed nadmiarem doznań.
Nic jednak nie mogłem na to poradzić. Czasami zachowywałem się i myślałem dziwnie, szczególnie w niecodziennych sytuacjach.
Była przy mnie tak bardzo blisko i wiecie co… chwyciła mnie za kutasa! Złapała mnie za tą wielką lagę. Myślałem, że padnę z wrażenia.
-Yyyyyaaaahhhh… - wydobyło się z moich płuc głębokie westchnienie.
Ścisnęła mnie za fiuta, który nie bardzo wiedział, czy ma opaść, czy znowu podnieść się i ruchać. Wyglądał, jak nie do końca napompowana dętka rowerowa: gruby, żylasty, ale nie całkiem sztywny. Cholera jasna! To wcale nie było takie fajne. Gdyby wzwód był pełny, pewnie bym się już spuścił i byłoby po temacie. Mimo wszystko, podniecenie odbierałem z podwójną siłą. To jeszcze bardziej odbierało mi poczucie godności i męskości.
Kiedy tak ściskała mnie za penisa, okazało się, że popłynęła jeszcze z niego sperma. Powiedzmy, że dość dużo tam jeszcze zostało. Nasienie spadło na jej drobne palce i zalało je półprzezroczystymi gęstymi strużkami. Wielki, lśniący łeb zsiniał jeszcze bardziej i, raz, po raz, wyrzucał z siebie kolejne porcje kisielu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz