Szukaj na tym blogu

12 listopada 2020

Projekt: "Przyszłość".

252. Dorodny okaz. 

Zbliżyła się do mnie, pochyliła i gapiła w sposób najbardziej bezceremonialny, jaki można tylko sobie wyobrazić.  -Nie rozumiem, czemu się tak wstydzisz, - powiedziała, - naprawdę, nie masz powodu. Masz między nogami dorodny okaz. No, no, jestem pełna podziwu. 


Cisza, która panowała, zmusiła ją do dalszej reakcji.
-No co tak patrzysz? Czy nie wyraziłam się jasno? 
-Eee… no tak, ale… 
Zrobiła kwaśną minę. 
-Bo zacznę się zastanawiać, czy dobrze zrobiliśmy, proponując ci ten biznes. 
Czułem się coraz bardziej nieswojo. 
-Eee… biznes… no tak oczywiście… 
Przechyliła głowę na jedne bok i przyglądała mi się uważnie. Widać było, że jest coraz bardziej zniecierpliwiona.
-No co ty, dziecko jesteś? Myślałam, że masz skończone osiemnaście lat… 
-No tak, tak… rzeczywiście mam, mam… 
Znów się uśmiechnęła. Tym razem nieco inaczej.
-No więc… 
-Eee… co? Ach, no tak… 
Uśmiechała się. Nie wiem, dlaczego, ale z każdą chwilą wydawała mi się coraz bardziej atrakcyjna. 
-Tak, tak… dobrze myślisz… 
Nie wiem, co się ze mną stało. Nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu. Znów ten nieprzyjemny paraliż. 
-Wiesz co, może na początek ustaw ten fotel nieco inaczej, dobrze? 
Automatycznie podniosłem się ze swojego miejsca i z pytaniem w oczach spojrzałem na nią.
-Tak, w moją stronę, - odezwała się. 
Zrobiłem, jak chciała.
-Dobrze. Teraz usiądź.
Opadłem w miękkie siedzisko. 
-Rozsuń szerzej nogi, - instruowała.
Zaczynało robić się coraz bardziej gorąco. Zastanawiałem się, co z tego wyniknie. Mimo wszystko wykonałem jej polecenie. 
-Teraz rozepnij rozporek, - usłyszałem.
Czułem, jak moje serce przyspiesza rytm. Pociągnąłem maszynkę suwaka do dołu. Zdaje się, że moja fujara lepiej wiedziała co robić. Była sztywna, gruba i gotowa do kolejnego stosunku. Teraz od jej napalonego wzroku dzieliły ją tylko cienkie slipy. 
Pani od matematyki palcem dłoni wskazała, że mam je odsłonić. Teraz się zaczęło. Miałem wrażenie, że świat się kończy. Nie wiem, dlaczego aż tak mocno ta sytuacja na mnie wpływała. Czułem się jak na komisji wojskowej. Obce oczy miały patrzeć na moje przyrodzenie. Scena ta z jednej strony była dość mało komfortowa z drugiej niesamowicie podniecająca. 
“Czy rzeczywiście mam pokazać jej swojego penisa tak jak on teraz wygląda?! Przecież sterczy jak głupi”. Na dodatek wiedziałem, że unoszą się z niego intensywne opary. Przed przyjściem tutaj myłem się, ale przez ten czas zdarzyłem się już spocić. “No dobra, ale skoro chce, to trzeba tak zrobić”.
Wyłuskanie fiuta spod zbyt ciasnych spodni wcale nie było takie łatwe. Byłem skrępowany, ale powoli zaczynałem się do tej sytuacji przyzwyczajać. Uniosłem do góry biodra i pociągnąłem materiał jeansów do dołu. 
-Och! - westchnęła, widząc, jak gruby drążek odznacza się pod gaciami. 
Spojrzałem na nią, uśmiechnąłem się nieporadnie, a później zsunąłem slipy w ten sam sposób co spodnie. Od razu poczułem się lepiej. 
“Kurwa zboczeńcu ty jeden”, - pomyślałem, - “tylko w ten sposób ci lepiej, co? Tylko z kutasem na wierzchu czujesz się dobrze, jebako stary?!” 
No cóż, może trudno się do tego przyznać, ale tak było. Nic nie mogłem na to poradzić. Gruby żylasty fiut leżał na moim brzuchu i sięgał niemal pępka. 
-No proszę, proszę, - odezwała się z triumfem, - co my tu mamy. 
Zbliżyła się do mnie, pochyliła i gapiła w sposób najbardziej bezceremonialny, jaki można tylko sobie wyobrazić. 
-Nie rozumiem, czemu się tak wstydzisz, - powiedziała, - naprawdę, nie masz powodu. Masz między nogami dorodny okaz. No, no, jestem pełna podziwu. 
Następnie poprosiła mnie, abym rozebrał się do naga. Jak stwierdziła, z resztą dość uroczo, na dalszą część wieczoru ubrania nie były mi potrzebne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...