260. Nos w kakaowym oczku.
Chwyciłem ją dłońmi za biodra i zabrałem się do pracy z zapałem. Było perfekcyjnie. Moje usta wylądowały dokładnie w jej szparce a nos w kakaowym oczku. Czy mogłem pragnąć czegoś więcej?
Byłem tylko ja i jej cipka. I była świadomość, że ona jest moją nauczycielką. Kiedy w pewnym momencie zdołałem się od niej odsunąć. Nie wiem na jak daleko, nieważne, na trochę. Kiedy zdołałem się odsunąć na tyle, by uchwycić jakąkolwiek perspektywę, zobaczyłem jej gorące, mokre, parujące wnętrze. Zobaczyłem jej norkę rozchyloną, rozciągniętą między moimi palcami. Zewnętrzne, grube, jakby trochę opuchnięte płatki czy też powłoki przypominające poduszki, kryły pod spodem dużo mniejsze, dużo bardziej delikatne, pomarszczone, pofałdowane różowo-czerwone przypominające płatki róż, bądź też naleśniki mniejsze strzępki jej cudownej kobiecości.
Była tu, była tak blisko, była tak bardzo moja dla nikogo więcej tylko dla mnie, cała. Znów się pochyliłem. Dystans się zmniejszał. Opadłem w sam środek i wysunąłem język. Znów go wysunąłem daleko, tak daleko jak tylko się dało, jak tylko mogłem. Opadł na wystającą, twardą, lśniącą wisienkę i zaczął pracować. W szaleńczym tempie muskał, drażnił, nie dawał spokoju. Przenikał mnie intensywny zapach. Do mojego mózgu docierał słodko kwaśny smak jej szparki.
Nie wiem, ile to mogło trwać. Trudno określić. Po jakimś czasie odsunąłem się znowu by ocenić sytuację. Teraz zobaczyłem, jak z jej wnętrza wypływa biała, aromatyczna, lepka substancja.
Moja panie drżała, dygotała, trzęsła się na całym ciele, jakby była chora, jakby miała wysoką gorączkę. Z jej gardła co chwilę wydobywały się przeciągłe jęki i westchnienia.
Uniosła się na łokciach i patrzyła na mnie. Jej wzrok był jakiś dziwny przenikający mnie na wskroś, a jednocześnie nieobecny. Po moich plecach przebiegł dreszcz niepokoju. Nie chciałem tak się czuć. Chciałem od niego uciec, ale nie mogłem. Ona wciąż tu była i wciąż tak patrzyła. Czułem się coraz bardziej nieswojo, a jednocześnie nie mogłem opanować podniecenia. Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieje.
-O chłopaku, chłopaku nie pozwolę ci tak odejść, - usłyszałem gdzieś z góry.
Nie wiedziałem, co to miało oznaczać. Czy będę musiał zostać tu na zawsze i codziennie zaspokajać jej niespożyty temperament?
-O tak, tak… liż mnie, liż moją cipę, - odezwała się jeszcze raz jękliwym głosem, - dobry jesteś. Naprawdę dobry jesteś. O tak, tak… wyliż mnie dokładnie.
Następny element tej gry był wręcz doskonały. Zdawał się być perfekcyjnie wyćwiczony, a przecież wszystko działo się jak najbardziej spontanicznie. Odwróciła się na drugą stronę. Sama, szybko i sprawnie. Ledwo zdążyłem to zarejestrować. Po co to zrobiła? Wiadomo. Miałem zająć się jej norką z drugiej strony. Być może zaliczyć też anal moimi ustami. Kurwa, drżałem z podniecenia. Nie potrafiłem tego opanować.
Sytuacja była jasna. Nic nie powiedziała. Widocznie uznała, że sam wszystko pojmę w mig. Leżała na brzuchu i nawet nie patrzyła. Miałem przed sobą jej lekko rozwarte uda i wysokie jędrne pośladki.
“Do boju chłopie! Nie ociągaj się! Kolejna runda przed tobą. Postaraj się zrobić wszystko jak potrzeba”, - myślałem, próbując dodać sobie otuchy.
Padłem twarzą między jej półdupki. Jezu cóż to była za rozkosz! Nie wiem, czy wrażenie było tak silne tylko z powodu, że robiłem to właśnie w ten sposób, czy też rzeczywiście taki rodzaj zabawy jest tak niesłychanie przyjemny. W sumie, jaka to różnica?
Chwyciłem ją dłońmi za biodra i zabrałem się do pracy z zapałem. Było perfekcyjnie. Moje usta wylądowały dokładnie w jej szparce a nos w kakaowym oczku. Czy mogłem pragnąć czegoś więcej?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz