Szukaj na tym blogu

7 listopada 2020

Projekt: "Przyszłość".

247. Jak czarownica.

Kiedy nie starczało jej sił, aby ramionami trzymać się jego barków i opuszczała się niżej, za każdym razem wchodził w nią jak w masło. To wyglądało jak jakieś kuriozalne tortury. Nabijała się na niego jak czarownica na średniowieczny pal, dysząc, jęcząc i płacząc w przejmującej rozkoszy. 


W tej chwili wszystko zdawało się być inne, inne niż do tej pory. Przestałem zastanawiać się, czy coś jest właściwe, czy też nie. Nie wiem, dlaczego, ale takie szczegóły w ogóle mnie nie interesowały. Po prostu było tylko to, co działo się w tym jednym konkretnym momencie bez czasu przyszłego, bez jakichkolwiek konsekwencji i następstw. Miałem wrazenie że jeśli zacznę wnikać w takie aspekty, wszystko pryśnie jak mydlana bańka, a ja zostanę z niczym. Nie chciałem tego. Chciałem po prostu być tu i teraz. Było słodko, gorąco i bardzo upojnie. To mi wystarczyło. Wszystko, czego potrzebowałem to jej ciało jej cipeczka lub też dupka i mój kutas w samym środku. Miałem to, czego chciałem i było w porządku. 
Leżałem na tym tapczanie, wygodnie rozwalony na plecach, a ona znajdowała się na mnie. Czułem jej miękkie, ciepłe, przyjemne ciało tak delikatnie wciskające się w mój brzuch i klatkę piersiową. Spoczywała na mnie ukośnie, obejmując moją szyję swoim ramieniem. Mój kutas siedział w jej ciasnej dupeczce, zanurzony do połowy swojej długości. 
Uczucie było obłędne i odbierało mi resztki zdrowego rozsądku. Szeroko rozpostartymi palcami dłoni obejmowałem jej pośladki. Starałem się utrzymać ją w takiej pozycji, aby ze mnie nie spadła. Chodziło też o to, aby mój wielki drągal mógł poruszać się w niej pod odpowiednim kątem i z odpowiednią prędkością. Każde nieprzemyślane pchnięcie groziło wypadnięciem z tego niesamowicie szalonego miejsca lub też przedwczesnym gwałtownym wytryskiem. I jedno i drugie nie było wskazane. Tym bardziej że podczas tej zabawy nie byłem sam. 
Między moimi szeroko rozsuniętymi udami stał napalony jak cholera kierownik i atakował jej drugi otworek. Trzymał jej nogi wysoko w górze, a jego dyszel poruszał się w jej cipeczce. Teraz tak mocno zaciśniętej ze wszystkich jego stron. Młoda, niedoświadczona dziewczyna z trudnością znosiła taki nadmiar wrażeń. Jej ciało trzęsło się i szarpało przy każdym najmniejszym nawet  ruchu. Trudno było się dziwić. Dwa potężne, twarde jaj skała penisy bez pytania wchodziły tam, gdzie chciały i brały wszystko, co miała. 
Patrzyłem na jej twarz. Przymknięte oczy, delikatnie rozchylone usta i grymas cierpienia wymierzonego z rozkoszą mówiły same za siebie. 
-Dobrze ci? Pasuje ci to? Lubisz to? - szeptałem w jej stronę, oczekując, że przyzna mi rację i będzie chciała więcej. 
Nie zawiodłem się.
-Och chłopaki proszę, róbcie tak. Róbcie tak mocno, - odpowiedziała ochrypniętym, zmęczonym głosem. 
Nie wiem, ile to wszystko mogło trwać. Czas był względny i nie odpowiadał naszym doznaniom. Byliśmy jak owady ogarnięte miłosnym tańcem nad kwiecistą łąką, dla których liczy się tylko przekazanie genów, które nie są w stanie do końca ogarnąć tego, co się z nimi dzieje. Przejście do kolejnej pozycji było płynne i nie stanowiło dla nas żadnego problemu. Nikt z nas nie zastanawiał się, czy będzie to możliwe i jak tego dokonać. Seksualny rytm niesłyszalnej muzyki podpowiadał nam każdy kolejny krok. 
Teraz staliśmy na podłodze. Wszyscy. Ona siedziała na biodrach kierownika, nogami nie dotykając posadzki. Wyglądała jak mała dziewczynka, która z radości rzuciła się w objęcia swojego tatusia. Oplatała go nie tylko udami, ale też i ramionami. Przyciskała się do jego torsu ze wszystkich stron tak mocno jak tylko była w stanie. 
Oczywiście a jakże jego wielki jebaka w całości okupował jej ciasną pizdeczkę. Wbijał się w nią bardzo głęboko. Właściwie połowa jej ciężaru spoczywała właśnie na nim. Nie było innego wyjścia. Kiedy nie starczało jej sił, aby ramionami trzymać się jego barków i opuszczała się niżej, za każdym razem wchodził w nią jak w masło. To wyglądało jak jakieś kuriozalne tortury. Nabijała się na niego jak czarownica na średniowieczny pal, dysząc, jęcząc i płacząc w przejmującej rozkoszy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...