254. Pani profesor, co pani robi?
Część spermy wylała się na zewnątrz i spłynęła po brodzie. Trudno było mi zapanować nad emocjami. Nie mogłem się powstrzymać, aby nie jęczeć, wzdychać i stękać na całe gardło. -Och pani profesor, pani profesor, co pani robi?! Och co pani robi?! - wyrzucałem z siebie, ledwo trzymając się na nogach.
Ująłem swojego kutasa w garść gdzieś w połowie długości i jak mikrofon skierowałem wprost do jej ust. Nie zawahała się nawet przez moment. Zdążyła tylko rozpiąć swoją czarną bluzkę, tak by pochwalić się dość dużymi jędrnymi piersiami skrytymi pod białym biustonoszem i już po chwili mój ptak siedział w jej buzi.
Patrzyłem na nią z góry. Patrzyłem, jak trzyma moją buławę w swoich słodkich usteczkach i ssie tak niesłychanie mocno. Jej usta były gorące, intensywnie zaciskały się na samym wierzchołku i tworzyły podciśnienie, które wyrzucało moją świadomość na orbitę. Chciałem śpiewać z radości. W pewnym momencie myślałem, że zabraknie mi tchu, że przestanę oddychać.
-O ja pierdolę! Pani profesor, och, co pani robi? Co pani ze mną robi?! - wzdychałem półprzytomnie.
Pochłonęła mnie. Pochłonęła całą głowicę. To było ponad moje siły. Puściłem jej głowę. Nie byłem w stanie jej trzymać. Ze wszystkich sił starałem się zapanować nad własnym ciałem. Obawiałem się, ze za chwilę stracę przytomność. Ona także mnie nie dotykała. Jej dłonie opierały się o łóżko. Jedyny kontakt, ten fizyczny, jaki ze sobą mieliśmy, odbywał się między moim fiutem i jej ustami.
Nie patrzyła na mnie. Była całkowicie skupiona na tym, co robi. Chciała jak najszybciej doprowadzić mnie do orgazmu i wytrysku. Nie wiem, dlaczego tak bardzo jej na tym zależało. Nawet nie pracowała swoim językiem, nie czułem go w tej chwili. Jedynym sposobem, w jaki tak szybko windowała moje podniecenie, było intensywne ssanie. Robiła to mocno, dokładnie i bez chwili przerwy. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że jeszcze kilka sekund i będzie po wszystkim. Nie wiem, czy tego chciałem. Trudno było mi ocenić czego ciałem a czego nie.
Patrzyłem na nią tylko. Widziałem jak jej piersi przy każdym ruchu krok po kroku powoli, ale sukcesywnie wysuwają się spod koronkowego stanika. Ten widok jeszcze bardziej mnie podniecał, sprawiał, że chciałem tak się czuć. Chciałem czuć się nieco wykorzystany i trochę jakby zniewolony jej autorytetem. To było cudowne.
Kiedy przyszedł ten niesamowity moment, kiedy byłem już na granicy nieba i ziemi, kiedy odlatywałem w kosmos i zacząłem się trząść jak w febrze, uniosła tylko wzrok, aby się upewnić, ze to już. Znów mocno chwyciła mnie za fiuta i ściągając napletek do samego końca, wykonała kilka posuwisto zwrotnych ruchów.
W tej samej chwili jakby doskonale zdając sobie sprawę z sytuacji, szeroko otworzyła swoje usta i umieściła między nimi łeb mojego zaganiacza. Jak można było się spodziewać, na efekty takiego działania nie trzeba było czekać zbyt długo. To było wprost oszałamiające.
Patrzyła na mnie, a ja patrzyłem na nią. Patrzyłem jak z końcówki mojego węża dokładnie w sam środek jej buzi płynie obfity biały strumień. Część spermy wylała się na zewnątrz i spłynęła po brodzie. Trudno było mi zapanować nad emocjami. Nie mogłem się powstrzymać, aby nie jęczeć, wzdychać i stękać na całe gardło.
-Och pani profesor, pani profesor, co pani robi?! Och co pani robi?! - wyrzucałem z siebie, ledwo trzymając się na nogach.
Moje nasienie było jak gęsty waniliowy budyń kapiący z kutasa jak z kranu. Łykała, ile się dało. To, co się wylało, ze smakiem oblizywała. Zdawało się, że nie chce stracić nawet kropelki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz