Szukaj na tym blogu

8 listopada 2020

Projekt: "Przyszłość".

248.  Nie mogła przewidzieć.

To, że się spuszczę, wiedziała, to, że wszystko poleci na jej twarz, też wiedziała, ale w cholerę, w żaden sposób nie mogła przewidzieć, że będzie tego aż tyle! Kurwa, co to było?! Jakiś potop pierdolony! Niemożliwe, żebym miał w sobie tyle nasienia. Miałem, niestety. 


Oczywiście miałem w tym swój udział. Do całej tej gorącej rozgrywki dokładałem swoje pięć groszy, pakując kutasa między jej pośladki. Był twardy, opleciony siatką fioletowych żył i napęczniały do granic możliwości. Wdzierałem się w nią powoli z wielkim trudem, przeciskając się przez kolejne zakamarki. Spiczasta głowica niczym świder torowała sobie drogę do samego końca. Kiedy już się tam znalazła, stopniowo kierowała się do wyjścia. 
Dziewczyna nie do końca zdawała sobie sprawę z tego co się z nią dzieje. Próbowała spoglądać do dołu, aby chociaż trochę zorientować się w sytuacji. Niestey kiedy to robiła, a jej ostrożność nieco przygasała, opadając do dołu, nabijała się na fujarę drugiego kochanka. To przyprawiało ją o kolejne dreszcze i skurcze przekraczające możliwości jej odczuwania. Gwałtownie unosiła się do góry, starając się, aby jego drągal wysunął się z jej cipeczki. Trwała tak przez chwilę, po czym znów brakowało jej sił. Znów opadała i cały cykl się powtarzał. 
-Och, och, och… - wzdychała gorąco, starając się do końca być świadomą. 
No cóż, wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Tak było i tym razem. Chociaż, nie powiem byśmy byli tym faktem jakoś specjalnie zawiedzeni. Przecież to był finał, jakiego właśnie oczekiwaliśmy. Co nie zmienia faktu, że nasza wspólna kochanka była w lekkim szoku. Nie spodziewała się, że tak i że aż tyle. Ha, ha, ha… jej sprawa. Myśmy byli zadowoleni. 
Aktu spuszczenia spermy ze swoich jąder pierwszy dokonał kierownik. Kiedy Marzenka klęczała na podłodze i kończąc dzieło, robiła mu słodkiego loda, wystrzelił prosto w jej twarz. Skurczybyk, bez ogródek, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Ona była święcie przekonana, że to jeszcze trochę potrwa, że poświęci mu jeszcze kilka minut, a tu masz! 
Trzymał fiuta w taki sposób, że pierwsza seria przecięła jej buzię pionowo, od góry do dołu, znacząc swoje przejście szerokim białym śladem. Dobrze, że w ostatnim momencie przymknęła powiekę, bo nasienie znalazło się w kąciku oka. 
Kolejna smuga przebiegła przez obydwa policzki od jednego ucha do drugiego. W tym momencie dziewczyna ze zdziwienia szeroko otworzyła usta. Dokładnie na ten moment czekał jej kochanek. Trzymając swoją armatę na wprost, wpakował tam resztę swojego ładunku. Nawet ja byłem zaskoczony. Tak pięknie wyrzeźbionego rysunku jeszcze nie widziałem. 
Ha, ha, ha… myślałem, że ja będę chociaż trochę bardziej poprawny. Hmm… kurde, jeśli tak to w ogóle można nazwać. Co w tej sytuacji oznacza słowo “poprawny”? Czy można poprawnie i grzecznie się spuścić dziewczynie na twarz? No, raczej nie. Im bardziej niepoprawnie, niegrzecznie, tym lepiej. Tu nie ma co bawić się w owijanie w bawełnę i podchody. Tak miało być, a że była zaskoczona to też dobrze. 
Lekko zszokowany, podniecony na maksa, czułem, że nasienie zablokowało się gdzieś w moich jądrach. Stałem naprzeciw niej, waliłem konia i nic. Nie pomagało stękanie i napinanie się. Czułem, że się pocę i że za moment stracę przytomność. Pewnie tak by się stało, gdyby ona mi w tym nie pomogła. Patrząc na mnie i widząc, co się dzieje, śmiało chwyciła mnie za mój wąż i bez namysłu zaczęła wykonywać posuwisto zwrotne ruchy. Pomogło. Jakże mogło być inaczej? 
To, że się spuszczę, wiedziała, to, że wszystko poleci na jej twarz, też wiedziała, ale w cholerę, w żaden sposób nie mogła przewidzieć, że będzie tego aż tyle! Kurwa, co to było?! Jakiś potop pierdolony! Niemożliwe, żebym miał w sobie tyle nasienia. Miałem, niestety. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...