244. Na jego twardym, wielkim kutasie.
Siedziała na jego twardym, wielkim kutasie, poruszała tyłkiem do góry i do dołu rytmicznie, szybko i wdzięcznie. W tym samym czasie zabrała się za robienie klasycznego loda na moim drążku. Wychodziło na to, że ma bardzo podzielną uwagę. Wykonywanie tych dwóch czynności naraz, nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu.
Już po kilku minutach Marzenka z szeroko otwartymi ustami dyszała ciężko i przyglądała mi się uważnie. Miałem rażenie, że zaprasza mnie do dalszej już wspólnej zabawy. Sytuacja mogła wydawać się jednoznaczna. No bo co to miało oznaczać? Stałem ze sterczącą rakietą jakiś metr przed nią.
Teoretycznie powinienem teraz przejść do rzeczy. Niby nic nie stało na przeszkodzie. Niby powinienem zacząć grzmocić ją tak, jak Bóg przykazał, tak jak wtedy kiedy byliśmy sami. No ale nic nie mogłem zrobić. Nie wiem co się ze mną działo. Nie potrafię tego wyjaśnić. Zdaje się, że to był jakiś rodzaj chwilowego paraliżu. Coś uniemożliwiało mi jakikolwiek zdecydowany ruch. Co to było? Czy ja się bałem tej sytuacji?
Tymczasem oni nie próżnowali. Już po chwili dokonali zmiany ułożenia swoich ciał. To znaczy nie tyle oni obydwoje ile bardziej ona. W tym momencie odwróciła się przodem do jego twarzy, a on pochylił się do tyłu. Prawie kładąc się na tym łóżku, chwycił ją za pośladki, unosił i opuszczał, dostosowując tępo i głębokość pchnięć do swoich potrzeb. Jego wielki twardy dyszel wchodził w nią bez najmniejszego problemu, przedzierając się przez ciasne wilgotne zakamarki.
W pewnym momencie stała się rzecz niebywała, coś, czego absolutnie się nie spodziewałem. Nie wiem, być może powinienem był czegoś się domyślać. Przecież to nie było takie trudne. Odwróciła się w moją stronę, uśmiechnęła się gorąco i wykonała ruch palcem, który mógł oznaczać tylko jedno: chodź tutaj.
Nie wiedziałem, co będzie działo się dalej. Wyobrażałem sobie milion różnych rzeczy. Tymczasem ona pokazała miejsce na tapczanie obok nich.
“Więc tak. Więc to się dzieje. Mam się położyć. Boże jak to blisko! Jak mało miejsca. Przecież ona tu jest goła, bez ubrania. Co najgorsze on tu jest, także goły. No i ta wielka fujara siedząca jak kij w jej ciasnej pizdeczce”
Ległem jak kłoda na wznak. Było ciasno, ale się zmieściłem. Spółkowali nadal. Unosiła się i opuszczała dość szybko, ale z typową dla siebie gracją. Zapach seksu był niezwykle intensywny. Wdzierał się do moich nozdrzy gęstymi oparami. Czułem ciepło od nich bijące. W niesamowitym napięciu oczekiwałem na to, co będzie się działo w kolejnych minutach.
Dopiero po dłuższej chwili pochyliła się, a następnie jej twarz opadła wprost na mojego spragnionego zaganiacza. Był rozgrzany, napęczniały do granic możliwości i tylko czekał na taki ruch. Kiedy poczułem na nim jej oddech, całym moim ciałem szarpnął potężny skurcz.
“O tak, tak dziewczyno bierz go! Zabierz się za niego porządnie. Zrób z nim to, co trzeba. Wyciśnij z niego ostatnią kropelkę spermy!”
Siedziała na jego twardym, wielkim kutasie, poruszała tyłkiem do góry i do dołu rytmicznie, szybko i wdzięcznie. W tym samym czasie zabrała się za robienie klasycznego loda na moim drążku. Wychodziło na to, że ma bardzo podzielną uwagę. Wykonywanie tych dwóch czynności naraz, nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu.
Już byłem w niebie. Czułem się tak cudownie, że miałem wrażenie, iż unoszę się nad tym łóżkiem. Jeszcze chwila a wyfrunąłbym na dwór przez okno. Oczywiście gdyby było otwarte. Nie robiłem nic. Po prostu założyłem ramiona na klatce piersiowej i delektowałem się tą cudowną chwilą. Starałem się uspokoić oddech i rozluźnić trochę, by nie trysnąć zbyt wcześnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz