241. Przyłączyć się do zabawy.
Było między nimi jakieś ciche porozumienie. Ona wiedziała, czego chce i on także. Zamierzali to zrealizować, nie patrząc na moją obecność. Jakie miałem wyjście? Wycofać się? Zostawić ich samych, a później tylko domyślać się, co tu zaszło i zazdrościć, że mnie przy tym nie było? Czy też może przyłączyć się do zabawy?
Teraz patrzyła na mnie prosto, odważnie, pewnie, zaczepnie i nawet bojowo. W jej spojrzeniu nie było kompromisów, ustępstw, jakiegokolwiek wahań. To było tak rozbrajająco szczere. Siedziała tak pod tą szafką, trzymając dłonie na kolanach, z delikatnie rozsuniętymi udami, a my obydwaj gapiliśmy się na nią. Wpatrywaliśmy się w jej cipkę, w te jej wystające, napęczniałe płatki. Nie wiem, co on sobie myślał, ale ja już chciałem wpakować tam swojego twardego, żylastego fiuta.
-Marzenka, co ty robisz? Przestań, - kiwnąłem do niej głową.
-Co? No, co?
-No… jak to, co? No weź…
-Co?
-Weź no… weź się… no, jakoś zakryj… Wiesz, o co mi chodzi...
-Ale… po co?
-No, jak to, po co? Przecież… - wskazałem na naszego towarzysza, który wcale nie zamierzał opuścić naszego pokoju.
Tym bardziej że zapowiadało się na coś więcej.
***
Kiedy klęczała u jego stóp, nie wierzyłem, że to dzieje się naprawdę. Miałem wrażenie, że to jakaś fikcja, film albo sen. Sen, w którym się znalazłem. Nim zdążyłem się zorientować, myślę, że on także, w czym rzecz, ona już klęczała przed nim i bardzo sprawnymi ruchami swoich drobnych rączek, zajmowała się jego rozporkiem.
Nie mam pojęcia, jak ona to zrobiła. Mistrzostwo świata. W ogóle na niego nie patrzyła, to znaczy nie patrzyła tam, gdzie pracowały jej paluszki. Przez cały czas z uśmiechem jakby przekorny i zabawy, wpatrywała się w jego twarz.
Już po chwili, dosłownie po krótkiej chwili jego rozporek był rozpięty, a to było w środku, znalazło się na wierzchu. Facet nie miał nic do ukrycia i nie zmierzał się tym przejmować. Zabawa zaczynała się na nowo.
Trzymała kutasa w swoich rączkach bardzo blisko piersi i po chwili powoli wykonała ruch do dołu, pozbawiając go napletka, odkrywając wielki lśniący łeb.
-Och, - westchnął, szczerząc do niej zęby.
“Zbok, jeden pierdolony”, - myślałem.
Drżałem. Stanąłem obok i patrzyłem. Ja również patrzyłem, ja również byłem bardzo podniecony, podniecony na maksa. To było nienormalne.
Było między nimi jakieś ciche porozumienie. Ona wiedziała, czego chce i on także. Zamierzali to zrealizować, nie patrząc na moją obecność. Jakie miałem wyjście? Wycofać się? Zostawić ich samych, a później tylko domyślać się, co tu zaszło i zazdrościć, że mnie przy tym nie było? Czy też może przyłączyć się do zabawy? Ale jak? Przecież nigdy… Ja nigdy nie brałem udziału w czymś takim. W żadnym trójkącie… w niczym takim… Och! Byłem coraz bardziej podniecony.
Chwycił ją za cycki i zaczął namiętnie ugniatać, a ona coraz szybciej poruszała swoją rączką do góry i do dołu. Chciałem być na jego miejscu, ale z drugiej strony jeszcze bardziej podniecało mnie samo patrzenie na to, co się dzieje. Dlaczego to robiła? Miała dopiero czternaście lat, a zachowywała się jak stara kurwa.
“Zboczona cipa! Przecież on ją wydupczy jak się patrzy?! Czy o to jej chodzi?!” - nie mogłem poradzić siebie z własnymi myślami.
Mimo to chciałem, by działo się to dalej. Nie chciałem im przerywać. Byłem coraz bardziej zbulwersowany, a jednocześnie tak niesamowicie podniecony. W tym momencie nie potrafiłem ocenić, czy była to reakcja mnie samego, mojego starszego ja, czy też tego młodszego. Prawdopodobnie obydwaj byliśmy równie poruszeni, choć być może każdy na własny sposób.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz