Szukaj na tym blogu

15 listopada 2020

Projekt: "Przyszłość".

255. Zabierz się za moją cipkę. 

-Wspaniale. Jednak nie myśl sobie, że pozwolę ci próżnować. Teraz twoja kolej. Raz, raz… porządnie zabierz się za moją cipkę. Tylko uważaj, jeżeli nie zrobisz tego dobrze, to nie ręczę za siebie, - wycedziła, a po moich plecach znów przebiegł dreszcz. 


Zastanawiałem się jak następnego dnia będę w stanie normalnie spojrzeć jej w twarz. To było trudne. Już sama myśl, że jutro na matematyce stanę przed nią i spojrzę jej w oczy, sprawiała, że zaczynałem szarpać się w konwulsjach rozkoszy. Miałem niesamowicie szalone wyobrażenia i fantazje. Tym bardziej że korepetycje nie miały skończyć się tylko na tym jednym razie. 
“W takim razie wieczorem będziemy bzykać się jak orangutany, a następnego dnia rano jak gdyby nigdy nic ona będzie mnie uczyć? No super. Nie ma co”, - myślałem, nie mogąc powstrzymać napierających emocji.  
W momencie kiedy miałem przeświadczenie, że pozbyłem się wszystkiego, co tam we mnie jeszcze było, a ona ze smakiem skonsumowała tyle, ile mogła, spokojnie uniosła wzrok i spojrzała na moją twarz. Trudno było mi się powstrzymać, żeby nie zrobić czegoś niestosownego. Jeżeli oczywiście tak to można nazwać. Z jej ust wciąż kapała sperma, tak jakby zamierzała jeszcze coś pochłonąć. Patrzyła. Miałem wrażenie, że za chwilę mnie rozszarpie. 
-No dobrze, chłopczyku, - odezwała się po jakimś czasie, - brawo, udało ci się mnie podniecić. 
Uśmiechnąłem się nieśmiało. Uśmiechnąłem się nieśmiało. Jeszcze nie wiedziałem, co to miało znaczyć. 
-Tak? Och, no to chyba dobrze, prawda?
-Wspaniale. Jednak nie myśl sobie, że pozwolę ci próżnować. Teraz twoja kolej. Raz, raz… porządnie zabierz się za moją cipkę. Tylko uważaj, jeżeli nie zrobisz tego dobrze, to nie ręczę za siebie, - wycedziła, a po moich plecach znów przebiegł dreszcz. 
Powiem szczerze, że się wystraszyłem. W tej chwili mogłem spodziewać się już nie tyle burzy, ile porządnego huraganu. Nie miałem pojęcia, czy będę w stanie przez to wszystko przejść obronną ręką. Na moją korzyść działało to, że byłem młody. Znajdowałem się w ciele napakowanego testosteronem dzieciaka i moje możliwości seksualne były dużo większe niż normalnie. Nie wiem, co by się działo gdybym tak ja teraz w przyszłości był gościem w okolicach pięćdziesiątki. Nie ma się co oszukiwać, mój kutas najprawdopodobniej odmówiłby posłuszeństwa i nie byłoby mowy o żadnej dalszej zabawie. Po prostu położyłby się i koniec. Natomiast wtedy… No cóż, to już zupełnie inna bajka. 
Wtedy to były inne czasy. Mój organizm działał na innych zasadach. Prawie każda moja myśl przepełniona była seksem. Budziłem się i myślałem o cipkach, kładłem się spać i wyobrażałem sobie słodkie pizdeczki, cycki i niesamowite laski. Moja fujara sterczała bez przerwy, nawet wtedy kiedy nie było to wskazane. Na przykład w kościele. No cóż, uśmiecham się do siebie, ale taka jest prawda. 
Nie ma się co oszukiwać, chciałem jej, chciałem jak jasna cholera. Każda sekunda zbliżała mnie do tego momentu. Perspektywa spędzenia z nią reszty wieczoru była niesamowicie kusząca i trudna do odrzucenia. Nawet jeśli później miałbym z tego powodu czuć się dziwnie. Wystarczyło tylko spojrzeć na mojego ptaka, by zorientować się, że on wcale nie ma zamiaru zrezygnować z tej próby. Choć przez chwilę zdawało się, że będzie chciał skapitulować i położyć się, to teraz sprawy zaczynały przybierać odwrotny kierunek. 
Nie wiem, jak to się stało, ale chyba musiała zauważyć, jak gapię się na jej wystające spod stanika piersi. Sięgnęła dłońmi do tyłu na plecy i nie ściągając bluzki, rozpięła biustonosz. Elastyczna część garderoby zwolniwszy uścisk, zjechała do dołu, ale pozostała pod spodem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...