Szukaj na tym blogu

19 listopada 2020

Projekt: "Przyszłość".


259. Siadaj. Trzy z plusem.

Miałem jakieś takie dziwne przekonanie, że po wszystkim ona wystawi mi ocenę.  “Boże, żeby tylko nie wstawiła jej do dziennika!” - przemknęło mi przez myśl. Już sobie wyobrażałem, jak nago stoję przy tablicy, a ona patrząc na mojego napęczniałego kutasa, mówi: -No mogło być lepiej. Siadaj. Trzy z plusem. 


Nie mam pojęcia, w jakiej pozycji znajdowała się reszta mojego ciała, ale dokładnie zapamiętałem, że moja twarz oparła się o wewnętrzną powierzchnię jej uda. To było niesamowite. Mój policzek spoczywał na miękkiej, ciepłej poduszce. To się działo. To działo się naprawdę. Oddychałem jej zapachem. Zamiast powietrza miałem mieszaninę oparów wydobywającą się z jej pizdeczki i nie pragnąłem niczego więcej, niczego więcej nie potrzebowałem. Chciałem tylko tego, tylko to było mi do szczęścia potrzebne. 
“To już, to teraz, tak to się odbywa, tak się liże cipę nauczycielki”, - myślałem gorączkowo i nie mogłem uspokoić emocji. W ten sposób rozważał nie tylko ten młody, niedoświadczony chłopak, któremu testosteron wypływał uszami, ale przede wszystkim facet po pięćdziesiątce. Ten facet zawsze o tym marzył, ale nigdy nie było mu dane tego przeżyć.  
Wysunąłem język. Wreszcie to zrobiłem. To było tak, jakbym przełamał jakąś barierę. Wysunąłem go i myślałem, że jestem jeszcze dość daleko, daleko od… no właśnie. Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że... że jestem w sam raz, nie za daleko, nie za blisko. Moje usta były na samej krawędzi jej cipeczki, jej słodkiej, gorącej, pachnącej seksem i miłością pizdeczki. Trafiłem dokładnie na samą łechtaczkę. Na chwilę odebrało mi dech. 
“Boże, jaka ona jest gorąca, jaka twarda i wielka”, - pomyślałem.
Nie powiem, dość szybko odnalazłem się w nowej sytuacji. Otrząsnąwszy się z pierwszego szoku, przejechałem swoim sprawnym młodym jęzorem ukośnie od dołu do góry i jednocześnie od lewa do prawa. No i zadaje się, że to chyba był strzał w dziesiątkę. Pani od matematyki naprężyła się tylko bardzo mocno a później głęboko i przeciągle westchnęła. Wiedziałem, że jestem w domu, że niczego nie muszę się obawiać. 
W następnej kolejności w ruch poszyły moje dłonie a właściwie palce. Położyłem je po obydwu stronach jej szparki i delikatnie rozchyliłem płatki jej różyczki na boki. To było kolejne, dobre posunięcie. Teraz miałem do niej o wiele lepszy dostęp. Zapach stał się jeszcze bardziej intensywny, a smak powalał na kolana. Nic dodać, nic ująć. Sama rozkosz. Lizałem więc. Lizałem najlepiej, jak umiałem. Starałem się, jak mogłem. Miałem wrażenie, że to kolejne korepetycje. Tym razem w nieco innej dziedzinie z innego przedmiotu. Miałem jakieś takie dziwne przekonanie, że po wszystkim ona wystawi mi ocenę. 
“Boże, żeby tylko nie wstawiła jej do dziennika!” - przemknęło mi przez myśl. Już sobie wyobrażałem, jak nago stoję przy tablicy, a ona patrząc na mojego napęczniałego kutasa, mówi:
-No mogło być lepiej. Siadaj. Trzy z plusem. 
To wszystko zdawało się być jak jakaś magia, coś, co trudno opisać, ale czuje się każdą komórką swojego ciała.  Mimo swojego doświadczenia życiowego, jak również tego co zdążyłem przeżyć w tym odległym świecie z tymi młodymi laskami (przecież to nie było byle co) mimo to czułem się tak, jakbym robił to po raz pierwszy, jakbym był w jakimś baśniowym świecie i doświadczał całkiem nowych rzeczy. Nie wiem, może w istocie tak było. Każda taka sytuacja, każde zbliżenie było przecież nowym doświadczeniem. To wszystko zaczynało się mieszać w taki sposób, że trudno było mi odnaleźć  granice, początek i koniec. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...