39. Tajemnicze ruiny.
Na tej planecie wszystko nas zaskakiwało. Codziennie odkrywaliśmy coś nowego. Tak było i tym razem. Tajemnicze ruiny okazały się być starożytnym miastem. Szliśmy główną, szeroką ulicą, miejscami widzieliśmy dobrze zachowane fragmenty kamiennej nawierzchni. Co jakiś czas mijaliśmy resztki budynków i coś, co mogło pełnić funkcję latarni ulicznych.
To, co usłyszeliśmy zaskoczyło nas. Wypowiedź była raczej wyrwana z kontekstu i brzmiała dość naukowo.
-Uwaga. Na wszystkich kontynentach X10BA rozpowszechnione są choroby wywoływane przez pasożyty. Można nimi zarazić się poprzez zjadanie larw, także razem z wodą. Dojrzałe larwy, niektórych pasożytów mogą przeniknąć do organizmu nawet przez nieuszkodzoną skórę. Jak wynika z relacji wcześniejszych ekspedycji zarazić można się poprzez chodzenie boso lub kąpieli w któryś z rozlicznych zbiorników wodnych. Zalecamy daleko posuniętą ostrożność.
Lara odruchowo włożyła dłoń w swoje krocze.
-A już zaczynało być milutko, - powiedziała niepewnym, drżącym głosem, - chociaż jak na razie nic nowego nie wymyślili.
Tymczasem nasz nadajnik chrypiał dalej:
-Bardzo niebezpieczne są dupodajki gnieżdżące się w okolicach odbytu. Kobieta zarażona ma nieodparte pragnienie odbycia stosunku analnego. Mężczyzna chcący ją zaspokoić doświadcza niebiańskiej rozkoszy i, w żaden sposób, nie może przestać.
To jakieś brednie, - powiedziałem, - nie może być aż tak źle.
Cristi spojrzała mi w oczy i pokiwała głową.
-Spermopijki, przy nich, to mały pikuś, - odezwała się cicho.
-Ciii... - położyłem palec na ustach.
Radio podawało:
-Należy przestrzegać następujących zasad: nie kąpać się w stojących i wolno płynących zbiornikach wodnych; nosić ciasno przylegające kąpielówki; gotować lub smażyć pokarmy; pić tylko przegotowaną lub chemicznie zdezynfekowaną wodę…
Nagle zapadła cisza.
-Co się stało?! - spylałem zaniepokojony.
-Nie wiem, chyba bateria wysiadła, - odpowiedziała Lara zdejmując tylną klapkę urządzenia.
-Dasz radę naprawić?
-Żartujesz? W tych warunkach?
-A co? To takie trudne?
-Nie o to chodzi. Przecież tu wszystko opływa wodą. Zobacz, wszyscy jesteśmy mokrzy.
-No tak.
Na naszych ubraniach i ciałach skraplała się gęsta para.
-Zrób coś. Bez radia nie damy rady. Musimy je wysuszyć.
Dziewczyna roześmiała się na głos.
-Dobre sobie. Wysuszyć? Na Faktorii?! Tu nic się nie da wysuszyć.
Spojrzałem przed siebie. Tuż za gładkimi granitowymi murami wypiętrzało się niewielkie wniesienie. Nie było pokryte roślinnością, a jego wierzchołek zalany był jasnymi promieniami dwóch słońc.
-Może tamto wzgórze? Tam może się uda, - rzuciłem z nadzieją.
Nie mieliśmy innego wyjścia. Ruszyliśmy. Poszedłem przodem. Na tej planecie wszystko nas zaskakiwało. Codziennie odkrywaliśmy coś nowego. Tak było i tym razem. Tajemnicze ruiny okazały się być starożytnym miastem. Szliśmy główną, szeroką ulicą, miejscami widzieliśmy dobrze zachowane fragmenty kamiennej nawierzchni. Co jakiś czas mijaliśmy resztki budynków i coś, co mogło pełnić funkcję latarni ulicznych. Po krótkiej niezbyt uciążliwej wspinaczce znaleźliśmy się na szczycie pagórka. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu było tu, nie tylko dużo cieplej, ale też, jak na te warunki, bardzo sucho. Cały szczyt pokryty był białym, sypkim piaskiem. Gdzieniegdzie strzelały w niebo ostre głazy. Po kilku minutach suszenia spróbowaliśmy połączyć się ponownie:
-Wiele niebezpiecznych chorób przenoszą także: kutasmary, zapachcipy, wpizderuchy i fiutaszki…
Pokiwaliśmy tylko głowami, bo tę część niebezpieczeństw już znaliśmy.
-… najbardziej rozpowszechniona jest jebalia pospolita, przenoszona rzez kutasmary. Wiele gatunków kutasmarów przenosi żółtą spermę, przed którą należy się obowiązkowo zaszczepić przed wylotem na tę planetę.
-Szczepiliśmy się? - spytałem, z niepokojem patrząc na Cristi.
Pokiwała głową, a ja odetchnąłem z ulgą. Słuchaliśmy dalej:
-Szeroko rozpowszechniona rozkoszna pochwijebka przenosi halucynogennego nimfośpiocha…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz