Szukaj na tym blogu

14 maja 2021

Planeta rozkoszy.

52. Spełniamy zachcianki.


-Więc po co jesteście? - pytałem dalej.

-Spełniamy zachcianki i zaspokajamy żądze.

Zaczynałem rozumieć.

-Eksperymenty? - rzuciłem już raczej retoryczne pytanie.


Majtki, a właściwie stringi, były jeszcze bardziej subtelne. Jak pociągnięciem akwareli, poczynając od wzgórka łonowego, a kończąc na pośladkach, jasna smuga oblewała jej biodra. Kunszt. Nic dodać, nic ująć. Kilka cienkich kosmyków zakończonych jaskrawymi światełkami gdzieś na podbrzuszu i tuż nad rozcięciem cipeczki dopełniało artyzmu.

Ręce, poczynając od nadgarstków, a kończąc na łokciach, także oplecione były podobną pajęczyną.

-Gdzie Neme? - spytałem cicho.

-Neme? - odezwała się po angielsku.

-Tak, Neme, twoja siostra.

-Siostra? - zdziwiła się.

-Tak mówiła.

Uśmiechnęła się.

-My wszystkie jesteśmy siostrami.

-Ach tak, - mruknąłem niepewnie.

Stała na podeście wykonanym ze starego ciemnego drzewa. Tuż za nią znajdował się zniszczony czasem ceglany mur w sporej części pokryty resztkami elewacji z kamienia. Dostrzegłem też okratowane okno, ale było ślepe, prowadziło donikąd. Dawno temu ktoś stwierdził, że nie będzie już potrzebne i wypełnił je podobnym do ściany materiałem.

Wiedziałem, że muszę zadać kilka pytań.

-Cywilizacja? - rzuciłem.

-Kiedyś, - odparła.

-Dawno?

-Bardzo dawno.

Wsparła dłonie na biodrach i wykonała zgrabny piruet.

-Mieszkacie pod ziemią? - zdziwiłem się.

Ozdoba na biodrach służyła jej także jako podpora dla rąk. Miała długie wąskie palce i paznokcie pomalowane na biało.

-To Parapolis, - stwierdziła.

-Miasto? - nie dowierzałem.

-To jest potężne i piękne Parapilis! - powtórzyła z naciskiem.

Powoli przyzwyczajałem się do jej widoku.

-To? - jęknąłem, wykonując półkolisty ruch ręką.

-Tak.

-Ależ to ruiny, - uśmiechnąłem się.

Gapiłem się na jej brzuch, był delikatnie zaokrąglony, z głęboko umieszczonym pępkiem. Zerknąłem niżej, cipeczka także była dziwnie napęczniała. Zdawało mi się, że była w ciąży.

-To wciąż jest Parapolis, - powtórzyła, jakby nie chciała przyjąć do wiadomości istotnego faktu.

Uniosłem głowę, ona także uważnie mi się przyglądała.

-Widzieliśmy obcych, - zacząłem.

-Obcych? - spytała zaskoczona.

-Tak, obcych, - powtórzyłem.

-Wy jesteście obcy, - powiedziała, patrząc na mnie z poczuciem winy.

-Nie takich, jak my, innych, - próbowałem zmusić ją, by nie zmieniała tematu.

Zdawało mi się, że nagle posmutniała.

-To panowie bez twarzy, bez imienia, - wyrecytowała beznamiętnie.

Z drugiej strony, tuż za nią dostrzegłem rzeźbiony regał z grubymi, opasłymi książkami. Każda z nich oprawiona była w skórę z wybitymi symbolami i niezrozumiałymi napisami.

-Są u od dawna? - zadałem jeszcze jedno pytanie.

Kiwnęła głową.

-Od jak dawna?

-Tego nikt nie wie.

-Jesteście w ich niewoli?

Stanęła na bosych palcach, chyba chciała wydawać się wyższa. Opuściła ręce wzdłuż tułowia i odchyliła się do tyłu, wypinając piersi. Śledziłem każdy jej ruch, każdy jej gest.

-Nie, - odpowiedziała.

-Więc dlaczego mówisz o nich „panowie”.

-Bo nas stworzyli.

Ze zdziwienia otworzyłem usta.

-Na swój obraz i podobieństwo, - powiedziałem w końcu.

-Nie. Na spełnienie pragnień, - usłyszałem w odpowiedzi.

-Bogowie? - powtórzyłem z powątpiewaniem.

-Ojcowie... raczej...

Próbowałem pozbierać w całość to, o czym mówiła, ale przychodziło mi to z wielkim trudem. Za jej plecami znajdował się stary zniszczony obraz. Zrobiłem krok do przodu, by dostrzec, co przedstawiał. Widniały na nim dwie postacie, mniejsza i większa, splecione w heroicznej walce.

-Więc po co jesteście? - pytałem dalej.

-Spełniamy zachcianki i zaspokajamy żądze.

Zaczynałem rozumieć.

-Eksperymenty? - rzuciłem już raczej retoryczne pytanie.

-Część z nas, wiąż, nie chce uwierzyć.

-Gdzie Neme?

-Poszła do świątyni.

Uśmiechnęła się. Zaraz potem spoważniała i spojrzała w podłogę gdzieś koło swoich stóp.

-Neme jest kapłanką, - wyjaśniła.

-Modli się?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...