52. Spełniamy zachcianki.
-Więc po co jesteście? - pytałem dalej.
-Spełniamy zachcianki i zaspokajamy żądze.
Zaczynałem rozumieć.
-Eksperymenty? - rzuciłem już raczej retoryczne pytanie.
Majtki, a właściwie stringi, były jeszcze bardziej subtelne. Jak pociągnięciem akwareli, poczynając od wzgórka łonowego, a kończąc na pośladkach, jasna smuga oblewała jej biodra. Kunszt. Nic dodać, nic ująć. Kilka cienkich kosmyków zakończonych jaskrawymi światełkami gdzieś na podbrzuszu i tuż nad rozcięciem cipeczki dopełniało artyzmu.
Ręce, poczynając od nadgarstków, a kończąc na łokciach, także oplecione były podobną pajęczyną.
-Gdzie Neme? - spytałem cicho.
-Neme? - odezwała się po angielsku.
-Tak, Neme, twoja siostra.
-Siostra? - zdziwiła się.
-Tak mówiła.
Uśmiechnęła się.
-My wszystkie jesteśmy siostrami.
-Ach tak, - mruknąłem niepewnie.
Stała na podeście wykonanym ze starego ciemnego drzewa. Tuż za nią znajdował się zniszczony czasem ceglany mur w sporej części pokryty resztkami elewacji z kamienia. Dostrzegłem też okratowane okno, ale było ślepe, prowadziło donikąd. Dawno temu ktoś stwierdził, że nie będzie już potrzebne i wypełnił je podobnym do ściany materiałem.
Wiedziałem, że muszę zadać kilka pytań.
-Cywilizacja? - rzuciłem.
-Kiedyś, - odparła.
-Dawno?
-Bardzo dawno.
Wsparła dłonie na biodrach i wykonała zgrabny piruet.
-Mieszkacie pod ziemią? - zdziwiłem się.
Ozdoba na biodrach służyła jej także jako podpora dla rąk. Miała długie wąskie palce i paznokcie pomalowane na biało.
-To Parapolis, - stwierdziła.
-Miasto? - nie dowierzałem.
-To jest potężne i piękne Parapilis! - powtórzyła z naciskiem.
Powoli przyzwyczajałem się do jej widoku.
-To? - jęknąłem, wykonując półkolisty ruch ręką.
-Tak.
-Ależ to ruiny, - uśmiechnąłem się.
Gapiłem się na jej brzuch, był delikatnie zaokrąglony, z głęboko umieszczonym pępkiem. Zerknąłem niżej, cipeczka także była dziwnie napęczniała. Zdawało mi się, że była w ciąży.
-To wciąż jest Parapolis, - powtórzyła, jakby nie chciała przyjąć do wiadomości istotnego faktu.
Uniosłem głowę, ona także uważnie mi się przyglądała.
-Widzieliśmy obcych, - zacząłem.
-Obcych? - spytała zaskoczona.
-Tak, obcych, - powtórzyłem.
-Wy jesteście obcy, - powiedziała, patrząc na mnie z poczuciem winy.
-Nie takich, jak my, innych, - próbowałem zmusić ją, by nie zmieniała tematu.
Zdawało mi się, że nagle posmutniała.
-To panowie bez twarzy, bez imienia, - wyrecytowała beznamiętnie.
Z drugiej strony, tuż za nią dostrzegłem rzeźbiony regał z grubymi, opasłymi książkami. Każda z nich oprawiona była w skórę z wybitymi symbolami i niezrozumiałymi napisami.
-Są u od dawna? - zadałem jeszcze jedno pytanie.
Kiwnęła głową.
-Od jak dawna?
-Tego nikt nie wie.
-Jesteście w ich niewoli?
Stanęła na bosych palcach, chyba chciała wydawać się wyższa. Opuściła ręce wzdłuż tułowia i odchyliła się do tyłu, wypinając piersi. Śledziłem każdy jej ruch, każdy jej gest.
-Nie, - odpowiedziała.
-Więc dlaczego mówisz o nich „panowie”.
-Bo nas stworzyli.
Ze zdziwienia otworzyłem usta.
-Na swój obraz i podobieństwo, - powiedziałem w końcu.
-Nie. Na spełnienie pragnień, - usłyszałem w odpowiedzi.
-Bogowie? - powtórzyłem z powątpiewaniem.
-Ojcowie... raczej...
Próbowałem pozbierać w całość to, o czym mówiła, ale przychodziło mi to z wielkim trudem. Za jej plecami znajdował się stary zniszczony obraz. Zrobiłem krok do przodu, by dostrzec, co przedstawiał. Widniały na nim dwie postacie, mniejsza i większa, splecione w heroicznej walce.
-Więc po co jesteście? - pytałem dalej.
-Spełniamy zachcianki i zaspokajamy żądze.
Zaczynałem rozumieć.
-Eksperymenty? - rzuciłem już raczej retoryczne pytanie.
-Część z nas, wiąż, nie chce uwierzyć.
-Gdzie Neme?
-Poszła do świątyni.
Uśmiechnęła się. Zaraz potem spoważniała i spojrzała w podłogę gdzieś koło swoich stóp.
-Neme jest kapłanką, - wyjaśniła.
-Modli się?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz