Szukaj na tym blogu

8 maja 2021

Planeta rozkoszy.

46. Ciepło jej skóry.


Pod palcami poczułem ciepło jej skóry. Miała nieziemsko miękkie, cudowne ciało. Po sekundzie szybko cofnąłem dłoń, zmusiłem się, by spojrzeć w podłogę i jeszcze raz głęboko zaczerpnąć powietrza.


Wpatrywałem się w zielone pasy i nie mogłem uwierzyć, że to naturalna barwa jej skóry.

-Kim jesteś? - spytałem jak automat.

Patrzyła mi w oczy.

-Neme, - powiedziała tak cicho, że ledwie usłyszałem.

Niemal czułem. Jak przenika mnie na wskroś.

-Słucham? - powiedziałem, usilnie próbując wyrwać się z letargu.

-Neme z Parapolis, - powtórzyła nieco głośniej.

Na ustach też miała barwnik, zielone kropki, wyglądały jak pozostałości niedawno wypitego napoju.

-Neme? To twoje imię?

Nawet na sekundę nie oderwała wzroku od mojej twarzy. Ja także nie miałem ochoty patrzeć gdzie indziej jak tylko na nią.

-Neme z Parapolis, - powiedziała, jakby nie rozumiała, co do niej mówię.

Tymczasem to ja nie miałem pojęcia, co ona ma na myśli.

-Para... co?

Dopiero teraz się uśmiechnęła.

-Mieszkam tu.

-Aha! - mruknąłem.

W tym samym momencie poczułem, jakby dzieląca nas nieufność nagle gdzieś się ulotniła.

-Nareszcie jesteś, Krito, - zaczęła ciepłym głosem.

Zaskoczyła mnie.

-Słucham?!

Byłem przekonany, że wzięła mnie za kogoś innego, ale ona nie była ani zmieszana, ani niepewna.

-Wszystkie przepowiednie o tobie mówią, Krito. Jesteś taki piękny, - westchnęła z zachwytem.

Dopiero teraz spostrzegłem, że cała jej, twarz usiana jest drobniutkimi, nieco ciemniejszymi piegami. Głęboko zaczerpnąłem powietrza i powoli odsunąłem głowę. Była tak blisko a mnie było tak ciężko to zrobić. Chciałem jednak przyjrzeć się jej włosom. Długa, smolista jak u Lary, grzywka zasłaniała jej brwi. Z tyłu były jaśniejsze, rudawe, jakby utlenione. Urzekały mnie też, opadające kaskadami ze wszystkich stron głowy, kosmyki.

-Nie jesteś mutantem, - stwierdziłem, patrząc w jej bardzo ludzkie oczy.

Spojrzała zdziwiona.

-Mutantem? Co to takiego.

-Nic. Już nic, - machnąłem ręką.

-Jakieś zwierzę? - dopytywała.

-Coś w tym rodzaju, - rzuciłem, czując, że dokładniejsze tłumaczenie nie ma sensu.

Stopniowo przyzwyczajałem się do widoku tej niesamowitej, cudownej twarzy. Zwiększanie dystansu dzielącego mnie od niej przychodziło z coraz większą łatwością. Dostrzegałem kolejne szczegóły jej nietypowego wyglądu.

Na szyi miała połyskującą, skórzaną obrożę i pomyślałem, że to niewolnica. Odsunąłem się jeszcze bardziej i dopiero teraz dostrzegłem, że poza tą ozdobą, była naga. Stała bokiem i tylko jej głowa była zwrócona w moją stronę.

Przyjrzałem się jeszcze dokładniej. Okazało się, że obroża była dość szerokim kołnierzem, do którego od przodu przymocowano metalową sprzączkę, a do niej kółko i poziomy pasek, opinający drobne ciało tuż nad piersiami.

Zerknąłem na jej niezwykle delikatne ramię i od razu zapragnąłem go dotknąć. Wrażenie było tak silne, że moja ręka sama przesunęła się w jego stronę.

-Krito De Go San, - powiedziała cicho i z namaszczeniem.

Pod palcami poczułem ciepło jej skóry. Miała nieziemsko miękkie, cudowne ciało. Po sekundzie szybko cofnąłem dłoń, zmusiłem się, by spojrzeć w podłogę i jeszcze raz głęboko zaczerpnąć powietrza.

-Cholera jasna! - burknąłem, by przerwać ten paraliżujący stan.

Wciąż nie mogłem uwierzyć, że to, czego doświadczam dzieje się naprawdę.

Odwróciła się w drugą stronę i zaplotła ręce na brzuchu, tuż pod niewielkimi, spiczastymi cycuszkami.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...