53. Siostra Moc Życia.
-Pierwsi, którzy byli, było ich dwoje...
-Raj? - wtrąciłem.
Patrzyłem na jej pośladki, były małe, ale jędrne i kształtne. Wypięła cycki do przodu. Światełka jej kostiumu ponownie zaczęły migotać.
-Pierwsza była Siostra Moc Życia.
Zbliżyłem się. Opuściła powieki, zakrywały teraz połowę jej wielkich oczu. Zrobiła minę małej, zagubionej dziewczynki. Grzywka na jej czole rozsunęła się na boki i odsłoniła czoło. Powieki były ciemniejsze od reszty twarzy, a na ustach, które na początku wydawały się jednobarwne, teraz uwydatniły się pionowe, delikatne, białe paski. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem, lecz wyciągnąłem rękę i czubkami palców musnąłem jej policzki. Drgnęła i lekko się zarumieniła.
-Zostaw, - szepnęła.
Cofnąłem się.
-Nie widziałem tu żadnych większych budowli, - do jakiej świątyni udała się Neme? - spytałem po chwili.
Ułożyła dłonie powyżej piersi i opuszkami swoich długich palców zdawała się badać miękkość skóry. Jej ramiona były chude jak u anorektyczki.
-Neme poszła do świątyni Siewców Życia, - odpowiedziała po chwili.
-A ci Panowie Bez Twarzy, nie są waszymi bogami?
Pokręciła głową, jeszcze raz spojrzałem na jej brzuch. W zarysach dziewczęcego młodego ciała rzeczywiście wydawał się wypiętrzony. Jeszcze bardziej opuściłem wzrok. Wysunęła udo do przodu, starając się zasłonić wystające płatki swojej różyczki. Pochyliłem głowę i bezwstydnie gapiłem się w rozwidlenie jej nóg. Dostrzegłem, że jedno z czerwonych światełek dotyka ledwie widocznej łechtaczki.
Nagle szeroko otworzyła oczy i usta. Wyglądała jak malutki wystraszony króliczek.
-Wielkie Bractwo, - powiedziała.
-Słucham?
Skrzyżowała nadgarstki i schyliła czoło w pokłonie.
-Pierwszy Eksperyment, - wyrecytowała.
Światełka w jej biżuterii rozjarzyły się i płynąc falami od góry do dołu, tworzyły karminową iluminację. Nic nie rozumiałem.
-Pierwszy Eksperyment? Kto tego dokonał? - spytałem, mając nadzieję na rzeczowe wyjaśnienie.
-Wielki Projektant, - odpowiedziała krótko.
Odwróciła się do mnie przodem, stanęła w lekkim rozkroku i przechylając swoje warkocze do przodu, założyła ręce za głowę. Jej wielkie oczy znów były spokojne.
-Pochodzący z Królestwa Elektus imperium Siódmego Księżyca pionierski eksperyment dnia 43, miesiąca inox, roku centaura wyrwał się spod kontroli. Samoistne mutacje zmieniły przebieg ewolucji... - relacjonowała jak dziennikarka telewizyjna.
-Skąd to wiesz? - spytałem zaskoczony.
-Tak mówi księga stworzenia, - wyjaśniła.
Jedną dłoń wsparła na wysuniętym udzie a drugą na biodrze. Mówiła dalej:
-Pierwsi, którzy byli, było ich dwoje...
-Raj? - wtrąciłem.
Patrzyłem na jej pośladki, były małe, ale jędrne i kształtne. Wypięła cycki do przodu. Światełka jej kostiumu ponownie zaczęły migotać.
-Pierwsza była Siostra Moc Życia.
Bardzo powoli zwróciła się do mnie przodem i stojąc na palcach przestępowała z nogi na nogę. Przysunąłem się bliżej i zerknąłem na jej cipkę. Zdawało mi się, że zrobiła się bardziej czerwona. Przechyliła głowę na jeden bok i uważnie mi się przyglądając, przyłożyła palec do ust.
-Co się dalej stało?
-Z Pierwszych zrezygnowano i bogowie zniknęli.
Zapadła cisza. Jeszcze raz odwróciła się w moją stronę swoim pięknym zadkiem. Czułem, że z chwilę coś się stanie. Czekałem w napięciu.
Podeszła do zakratowanego okna i pchnęła je. Nie wierzyłem własnym oczom, ale ustąpiło. Wraz z nim stopniowo otwierał się solidny kawał ściany. Po kilku sekundach pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, zalało się białym ostrym światłem. Kiedy moje oczy do niego przywykły, dostrzegłem, że przed nami znajduje się zupełnie inny świat.
Ujrzałem kremową czystą podłogę i śnieżnobiałą ścianę. Na ścianie zawieszony dwumetrowy obraz przedstawiający niezwykle piękny kwiat orchidei.
-Wielkie nieba! - wyrwało się z mojego gardła.
Pod obrazem stała niewielka komódka i podwójne łóżko zasłane świeżutką jasną pościelą. Do mich nozdrzy wniknął subtelny zapach owoców i kwiatów. Już po sekundzie poczułem się jak w domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz