Szukaj na tym blogu

7 maja 2021

Planeta rozkoszy.

45. Tylko jej usta.


Kiedy ponownie zbliżyła się do mojej twarzy, stałem, jak zahipnotyzowany. Była blisko, bliżej, jeszcze bliżej. W pewnym momencie widziałem już tylko jej usta. Widziałem jak rosną, i rosną i, kiedy wypełniły całe pole mojego widzenia, rozmyły się i poczułem miękki, bardzo przyjemny dotyk. Zachwiałem się z wrażenia.


Kiedy odzyskałem świadomość, gigant stał, a mała wisiała na jego kutasie. Określenie „wisiała” jest dosłowne. Nadziana była na jego drąg jak połówka wieprzka na haku w rzeźni. Równi ze sobą wzrostem ludzie nigdy nie mogliby dokonać tej sztuki, ale przyroda potrafi znaleźć sposób na wszystko.

Nie mam pojęcia, jak do tego doszło. Musiał wejść w nią od tyłu, kiedy stała jeszcze na ziemi i unieść ją razem ze sobą. Po chwili chwycił ją za przedramiona jak za sznurki, myślałem, że je powyrywa. Jej drobne ciało opadło do dołu i zawisła jak akrobatka na trapezie. Jeszcze przez jakiś czas próbowała nogami trzymać się jego pośladków, ale na niewiele to się zdało. W końcu poddała się, rozluźniając wszystkie mięśnie.

Olbrzym miał wielkie małżowiny kształtem przypominające uszy chomika. W jednej chwili postawił je. Odstawały od jego głowy na dobre trzydzieści centymetrów. Zmarszczył brwi, zacisnął szczęki i głośno stęknął.

Mała jęknęła cicho i przeciągle, po czym znowu spojrzała w moją stronę. Może to tylko moje odczucie, ale w jej oczach był ból, rozkosz, chociaż też jakieś dziwne poczucie osamotnienia i bezgranicznej miłości.

Po chwili bezradnie opuściła powieki i zaczęła dygotać. Jej brzuch zaczął pęcznieć i rosnąć. Wiedziałem, że wielkolud pompuje w nią już swoje nasienie.

-Żyjecie? - spytałem, odwracając się w stronę moich współbraci.

-Tak, tak, - usłyszałem zmęczony głos Morgana.

Powoli zaczęliśmy się podnosić, a kiedy ponownie spojrzałem na skrzyżowanie, po obcych istotach nie było już śladu. Ruszyliśmy przed siebie, korytarz powoli, ale systematycznie piął się do góry. Pomyślałem wtedy, że jeszcze kilkadziesiąt metrów i będziemy na powierzchni.

Nagle, kiedy mijaliśmy wąski przesmyk, usłyszałem dziwny szelest. Zatrzymałem się na moment i nasłuchiwałem. Odgłos przybrał na sile. Reszta grupy niczego nie spostrzegła i poszła dalej.

-Hej, chodź do mnie! - usłyszałem z dziury w ścianie.

Oniemiałem z wrażenia.

-Chodź! - powtórzyło się.

-Co? - spytałem jak idiota.

-Tutaj! - usłyszałem jeszcze raz.

Zrobiłem dwa kroki i znalazłem się w strefie cienia. W tej samej chwili poczułem mocny uścisk delikatnej dłoni na swojej ręce.

-Kim jesteś? - rzuciłem w ciemność.

Nie usłyszałem odpowiedzi, w zamian coś pociągnęło mnie w głąb wąskiego tunelu.

-Odezwiesz się jeszcze? - pytałem.

Nie wiem, dlaczego za wszelką cenę próbowałem nawiązać konwersację. Gdzieś za sobą słyszałem kroki oddalającej się grupy. Nie spostrzegli nawet mojej nieobecności i zaczynałem się obawiać. Mimo to nie stawiałem oporu. Po prostu dałem się prowadzić. Pod stopami poczułem niewielki próg, pokonałem kolejne skrzyżowanie i znalazłem się w niewielkim słabo oświetlonym pomieszczeniu. Jak głupi wpatrywałem się przed siebie, kiedy nagle zobaczyłem te oczy. Były piękne, w kolorze szmaragdu, o długich rzęsach i były tak olbrzymie, że zapierało dech w piersi. Dopiero w momencie, kiedy poczułem ciepły oddech na swoim policzku, zrozumiałem, że znajdują się zbyt blisko mnie. Wpatrywały się we mnie nieruchomo, spokojnie uważnie. Przez chwilę zdawało się mi, że widzę w nich morskie fale i odległy, zielony horyzont. Bałem się odwrócić wzrok, bałem się wykonać jakikolwiek ruch. Czułem się wspaniale i chciałem, by trwało to wiecznie.

Po jakichś dziesięciu sekundach twarz powoli zaczęła się oddalać. Ujrzałem czarną, prostą grzywkę i te smugi, zielone smugi na policzkach. Jakby niedbale pociągnięte dużym pędzlem.

Po upływie kolejnej chwili była już na tyle daleko, że zobaczyłem przepiękną, wręcz cudowną buzię. Posiadała idealny, trójkątny owal, malutki, lekko zadarty nosek i pełne usta. Gdyby była człowiekiem, zakochałbym się w niej od pierwszego wejrzenia. Chociaż i tak nie mam pewności, czy w tamtej chwili to się właśnie nie stało. Nie byłem pewny niczego, jej uroda była powalająca.

Kiedy ponownie zbliżyła się do mojej twarzy, stałem, jak zahipnotyzowany. Była blisko, bliżej, jeszcze bliżej. W pewnym momencie widziałem już tylko jej usta. Widziałem jak rosną, i rosną i, kiedy wypełniły całe pole mojego widzenia, rozmyły się i poczułem miękki, bardzo przyjemny dotyk. Zachwiałem się z wrażenia.

-Nie bój się, nic ci nie zrobię, odezwała się czystą angielszczyzną.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...