56. Wysłannik Bogów.
-Berro kokro! To jest wielki Krito, wysłannik Bogów, przybysz z dalekich gwiazd! Zbierajcie się, czekam na was na górze! - bardzo stanowczo zakończyła dyskusję.
Moja kochanka oparła się na ręce i bardzo łagodnie zaczęła opadać na łóżko. Najwyraźniej miała inne zamiary.
W pewnym momencie usłyszałem cichy trzask. Podniosłem głowę i zobaczyłem jeszcze jedną. Przez sekundę miałem wrażenie, że widzę kopię Suli. Stała na samym końcu pomieszczenia tuż przy schodach.
Schody? Dziwne, że dopiero teraz je spostrzegłem. Były szerokie, wyłożone białym marmurem i prowadziły gdzieś do góry.
Kiedy otrząsnąłem się z pierwszego wrażenia, dokładniej przyjrzałem się dziewczynie. Może nie była identyczna jednak bardzo podobna. Kształt twarzy, ust i nosa były takie same, ale kolor włosów nieco bledszy. Jej oczy były intensywnie błękitne, błękitne jak woda w jeziorku, które widziałem na ekranie.
-Gustano mundo sego! - powiedziała z wyraźnym naciskiem.
-Słucham? - spytałem, nic nie rozumiejąc.
-Czy moglibyście zakończyć już tę zabawę? - przetłumaczyła.
Poderwałem się na równe nogi.
-Tak, ależ tak, oczywiście... - bąkałem.
Moja partnerka chwyciła mnie za rękę i zmusiła, bym usiadł.
-Chodź, udamy się do świątyni. Neme już czeka, - nalegała nowo przybyła.
Nie wiedziałem co mam zrobić. Suli wyglądała niesłychanie podniecająco. Jej nogi wyciągnięte były za pośladki a uda rozsunięte tak szeroko, że cipką dotykała prześcieradła. Pochyliła się do przodu i spod opadających na czoło włosów powiedziała:
-Nie Igo, on jest mój.
Dziewczyna, która stała naprzeciwko miała na sobie czarne pończochy wykonane z siatki o dużych oczkach i wysokie szpilki. Jej prawy nadgarstek opięty był szeroką, nabitą ćwiekami skórzaną opaską. Poza tym nie miała na sobie nic więcej.
-Bola lego sinta! - zawołała.
Suli tylko mruknęła:
-To jest moje życie.
-Na Święte Parapolis!!! Żartujesz?!
-O co chodzi? - spytałem, patrząc na moją towarzyszkę.
Odwróciła się i uśmiechnęła. Później opadła jeszcze niżej. Poruszała biodrami do przodu i do tyłu pocierając cipeczką o pościel.
-Nic. Nie zwracaj na nią uwagi. Będziemy się kochać jeszcze raz, - powiedziała, porozumiewawczo do mnie mrugając.
Blondynka po drugiej stronie pokoju nie dawała za wygraną. Zmarszczyła brwi, a jej ruchy stały się nerwowe.
-Bola laga, bola laga!!! - powtarzała.
Po chwili jakby zrezygnowana zaczęła powoli kierować się w stronę wyjścia. W pewnym momencie zatrzymała się i odwróciła bokiem, wypinając w naszą stronę swoje wielkie piersi. Włosy jasnymi długimi pasmami zakryły jej czoło i oczy.
-Bola hento hulo! Suli, proszę. Ofiara musi zostać złożona.
Suli uniosła się na kolanach, ciągle trzymając swoją małą rączkę na cipeczce.
-Igo, jaka ofiara?! Pomyśl, przecież oni nie są Wielkimi Projektantami.
Dziewczyna przy schodach postawiła nogę na pierwszym stopniu i mocno chwyciła poręcz.
-Norto, norto fargo lane!!! - krzyczała.
Słowa były obce, ale bardzo melodyjne, w swojej barwie odprężające.
Opuściła dłonie i skrzyżowała je w okolicy bezwłosej szparki. Spojrzała na nas przez drugie ramię, kąciki jej ust nieznacznie opadły. Zdawało mi się, że widzę w jej oczach smutek.
-Berro kokro! To jest wielki Krito, wysłannik Bogów, przybysz z dalekich gwiazd! Zbierajcie się, czekam na was na górze! - bardzo stanowczo zakończyła dyskusję.
Moja kochanka oparła się na ręce i bardzo łagodnie zaczęła opadać na łóżko. Najwyraźniej miała inne zamiary i kiedy już leżała jakby od niechcenia się odezwała:
-Siostro, czy ty tego nie widzisz? Przecież jesteśmy tylko ich zabawkami, a to są kolejne igrzyska.
Istota stojąca przy wyjściu jeszcze raz odwróciła się do nas przodem i uniosła prawą rękę do góry. Spostrzegłem, że powieki jej oczu pociągnięte były czarną kredką, a to, co pierwotnie wziąłem za wyraz smutku, było tylko zacięciem.
-Bluźnisz Suli, Krito De Go San to ten, który przybywa, nie może go tam zabraknąć. To przecież De Gusto.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz