57. On jest naszym wybawicielem.
Biorąc pod uwagę jej wzrost i wagę, jej piersi były imponujących rozmiarów. Miały kształt wypełnionych wodą worków i cholernie mnie podniecały.
Wygięła się do tyłu i chwyciła za uda.
-On jest naszym wybawicielem. No wstawajcie, musimy już iść.
Suli usiadła na końcu łóżka, podciągnęła pod plecy wielką miękką poduszkę, wsparła się o wezgłowie i spojrzała na nią z politowaniem.
-Małe głupie istotki, - wycedziła.
-Wento? - spytała tamta.
-Panowie Bez Twarzy to oszuści, - jej głos był cichy, ale pełen napięcia.
Dziewczyna przy schodach była coraz bardziej poruszona.
-Nie rozumiem?!
Suli zarzuciła ręce za głowę i rozsunęła uda w taki sposób, bym mógł bez przeszkód podziwiać jej wspaniałą cipeczkę.
-On przybył z gwiazd. To prawda, może nas wyzwolić, ale nie tak, jak myślisz. O nie.
-Nie. Nie mogę uwierzyć, że to mówisz! - wyrzuciła cycata blondyneczka.
Biorąc pod uwagę jej wzrost i wagę, jej piersi były imponujących rozmiarów. Miały kształt wypełnionych wodą worków i cholernie mnie podniecały.
Wygięła się do tyłu i chwyciła za uda.
-On jest naszym wybawicielem. No wstawajcie, musimy już iść.
Suli zdawała się rozumieć, że ta rozmowa do niczego już nie doprowadzi.
-Tak, tak oczywiście – rzuciła suchym beznamiętnym tonem.
Przetoczyła się i zatrzymała się na brzuchu w poprzek spania. Po chwili zaczęła unosić swoje ciało do góry na samych rękach, mocno wyginając całe plecy. Przy okazji ściskała pośladki w bardzo seksowny sposób.
-Siostro otwórz wreszcie oczy! Potrzebujemy rewolucji, a nie waszych modłów.
Iiga ruszyła w naszą stronę, kołysała się z boku na bok. Jak modelka stawiała stopy jedna z a drugą.
-On o niczym nie wie?! Jak mogłaś nie objaśnić mu złotych kart?!
Podniosła się i stanęła obok wielkiej orchidei na ścianie. Czegoś dotknęła i kwiat w jednej chwili zniknął, w zamian pojawiła się panorama lasu. Spojrzała tak, jak się patrzy przez okno.
Pochyliłem się i zerknąłem. Nie mogłem uwierzyć, bo to rzeczywiście było okno.
Po chwili moja towarzyszka odezwała się spokojnie:
-Wiem, co napisano „...serce i ciało, moc i wolność...”, - nie odwracała wzroku od pejzażu, - ale napisano też „... zjednoczcie wszystkie plemiona i powstańcie...”.
Iga stanęła w rozkroku, przechylając ciężar ciała na jedną stronę. Po chwili oparła dłonie wierzchami nadgarstków na biodrach i zawołała:
-Czytałaś zakazane zwoje, zostaniesz ukarana!
Suli wracała do łóżka z zamiarem wejścia na posłanie, ale zatrzymała się wpół drogi i bardzo powoli odwróciła głowę.
-Przeznaczeniu nie ucieknę, - powiedziała z głębokim spokojem.
Zrozumiałem, że pakuję się w niezłe tarapaty. Wystraszony zacząłem tłumaczyć:
-My właściwie zakończyliśmy tę misję, potrzebujemy kilku dni na spakowanie sprzętu i odlot.
W tej samej chwili z sufitu spłynęły języki ognia. Były ciemno-purpurowe i nie wyrządzały nikomu krzywdy. W sekundę później między płomieniami pojawiła się jeszcze jedna mała istotka. Miała kasztanowe, skręcone w loki jakby mokre włosy, rude tęczówki i skośne, jak u kota źrenice.
-Ty nie możesz nie pójść, ty tam musisz być, - odezwała się śpiewnym łagodnym tonem.
Choć byłym doświadczonym podróżnikiem taka ilość wrażeń w ciągu jednego dnia przerastała moje możliwości.
-Wiesz... jakoś nie mam ochoty, - odezwałem się niepewnie.
Dziewczyna była tak samo piękna, jak pozostałe dwie. Miała szerokie biodra, wąską talię, ładnie zaokrąglony brzuch i średniej wielkości piersi. Wykonała jakiś niezrozumiały gest na wysokości brody i powiedziała:
-Przysyła mnie Wielki Mistrz Krito Roco. Musisz iść.
Mimo całego jej piękna miała w sobie coś, co sprawiało, że skóra na plecach mi cierpła.
-Nie wydaje mi się, - próbowałem się bronić.
Skrzyżowała ręce na głowie, swoje długie palce wplotła w bujne loki i beznamiętnie wpatrywała się w marmurową podłogę.
-Ależ on jest naiwny, - zwróciła się do Igi.
Tymczasem Suli zbliżyła się do przeciwległej ściany i popchnęła ją oburącz. Gruby mur obrócił się prawie bezszelestnie, odsłaniając jeszcze jeden korytarz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz