59. Zajączek.
Nagle otworzyła oczy i zmieszana spojrzała na mnie. Patrzyłem na nią jak na obraz. Z dwóch stron chwyciła zwinięte ubranie i jednym płynnym ruchem pozbyła się go ze swojego ciała. Po wszystkim z dumą odrzuciła włosy do tyłu. Teraz była już tylko w samych skarpetkach, ale zajączek wciąż zasłaniał jaj cipeczkę.
Właśnie zaczęło się lato. W ogrodzie moich rodziców trawa wybujała po kolana a na drzewach zaczęły dojrzewać pierwsze smakowite owoce. Byłem rok po ślubie. Żona stała pod jabłonią z zarzuconym na ramię pluszowym króliczkiem i bawiąc się swoimi włosami, ciepło się do mnie uśmiechała. Tego dnia włożyła na siebie króciutką, ledwie zakrywającą pośladki, jasnofioletową, zwiewną sukienkę. Góra kreacji nie miała ramiączek i trzymała się tylko na elastycznych pomarszczeniach. Znajdowałem się dwa metry od niej i z zachwytem podziwiałem jej młodzieńcze piękno. Patrzyłem na gładkie uda, cudowne ramiona i wzdychałem z pożądania.
Zrobiła krok do przodu, a następnie wykonała płynny obrót i niedbale trzymając maskotkę za ucho, przerzuciła na drugie ramię. Delikatny wiatr rozwiał jej kasztanowe długie włosy, zarzucając pojedyncze kosmyki na policzki. Uwodziła mnie.
Chwyciła za sukienkę, pociągnęła do dołu i spod falbanek wyłoniły się jej cudowne piersi. Miałem ochotę podejść i ująć je w dłonie. Ich rozmiar dokładnie pasował do mich rozpostartych palców. Były jędrne, pełne i sterczące jak u nastolatki. Uwielbiała, kiedy je pieściłem, kiedy dotykałem czubkiem języka.
Chciała, bym ją wziął właśnie teraz, w tym ogrodzie. Przyciskała do siebie miękką maskotkę, chwytała za uszy i subtelnie gładziła swoje cycuszki. Nie patrzyła na mnie, wpatrywała się w zabawkę tak, jakby to ona była żywym kochankiem. Jaskrawe promienie zachodzącego słońca rozświetlały jej fryzurę. Silny podmuch wiatru poderwał dół jej sukienki, odsłaniając kolorowe majteczki. W zabawny, ale nieco niezdarny sposób próbowała przytrzymać ją na miejscu. Mały króliczek wysunął się jej z rąk, pociągając za sobą górę garderoby. Usłyszałem tylko radosny podniecony śmiech.
Kiedy opanowała sytuację, ułożyła maskotkę jak malutkie dziecko i przysunęła jej pyszczek do piersi. Po chwili wymownie spojrzała w moją stronę.
Później niespodziewanie usiadła w bujnej trawie, ułożyła króliczka między nogami i mocno przycisnęła. Nie miała zamiaru chować swoich skarbów, chciała, bym patrzył.
Spojrzałem w jej oczy, malowało się w nich zadumanie i troska.
Nagle się roześmiała. Czekałem. Opadła plecami na murawę, wyciągnęła nogi i zaczęła nimi przebierać. Sukienka zjechała, odkrywając jej dupcię. Zerkałem między lekko rozwarte uda. Cienki skrawek majteczek zasłaniał niewielkie wybrzuszenie. Patrzyłem, jak bardzo zmysłowo się ich pozbawia.
Uniosła się do pozycji klęczącej i odwróciła tyłem. Paluszkami chwyciła dól sukienki i podciągnęła do góry. Wygięła plecy i z zaciekawieniem spojrzała na swoje pośladki. Ich mięśnie powoli zaciskały się i rozluźniały.
Kilka minut później odwróciła się przodem i jak zawstydzona, nieśmiała dziewczynka jedną dłonią ciągnęła materiał do góry, a drugą, niby wbrew sobie szarpała do dołu, starając się zakryć wygoloną cipeczkę. Na domiar wszystkiego tak mocno ściskała króliczka, że gdyby był żywy, pewnie dawno wyzionąłby ducha.
Nagle jej walka samej ze sobą zakończyła się przegraną dolnej ręki. Sukienka znajdowała się teraz między jej palcami na wysokości pępuszka. Spojrzała mi głęboko w oczy, a jej wzrok wyrażał tylko jedno: prośbę o natychmiastowe spełnienie. Patrzyłem, bez pośpiechu przesuwałem swój wzrok od jej twarzy, poprzez napęczniałe cycuszki, zadarte ubranie, aż do wygolonego trójkącika różyczki. Tak bardzo chciałem opaść ustami w tę cudowną bułeczkę, że trudno mi było panować nad swoim ciałem i utrzymać je na miejscu.
Odwróciła głowę i spojrzała na rząd grusz, stojących po drugiej stronie wielkiej łąki tak jakby kogoś tam zobaczyła. Rzuciłem okiem, ale ogród był zupełnie pusty.
Jeszcze raz skierowała się w moją stronę i przytulając maskotkę, wcisnęła jej główkę między swoje piersi. Zrobiło mi się bardzo gorąco, chciałem, by znalazła się tam moja twarz.
W końcu usiadła z szeroko rozsuniętymi udami. Jej sukienka zwinięta była w wałek na środku brzucha. Oburącz chwyciła pluszaka, obróciła tyłem do siebie i posadziła między szeroko rozsuniętymi udami. W tej pozycji jej brzoskwinka rozwierała się, ukazując swoje soczyste wnętrze, ale nie mogłem tego widzieć, bo wszystko zasłaniała maskotka. Przymknęła powieki i gładziła swoje jabłuszka.
Nagle otworzyła oczy i zmieszana spojrzała na mnie. Patrzyłem na nią jak na obraz. Z dwóch stron chwyciła zwinięte ubranie i jednym płynnym ruchem pozbyła się go ze swojego ciała. Po wszystkim z dumą odrzuciła włosy do tyłu. Teraz była już tylko w samych skarpetkach, ale zajączek wciąż zasłaniał jaj cipeczkę. Był symboliczną ostatnią barierą.
Pochyliła głowę i spojrzała na mnie pytająco. Uśmiechnąłem się, a ona bardzo powoli odsunęła maskotkę. Trzymała ją za ucho i stopniowo ciągnęła na jedną stronę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz