Szukaj na tym blogu

13 maja 2021

Planeta rozkoszy.

51. Drobna jak dziecko.


Była szczupła, drobna jak dziecko i miała w sobie coś bardzo niezwykłego, coś, co się raczej wyczuwa, niż widzi. Miała na sobie dziwne ozdoby imitujące ubranie. Przyjrzałem się, to przypominało biustonosz majtki i rękawy. Wykonane było z jakiegoś stopu, chyba z cyny. 


Szedłem za nią w nadziei, że doprowadzi mnie w jakieś bezpieczne miejsce, gdzie będę mógł poczekać na swoich ziomków. Chociaż muszę przyznać, że im dalej się posuwałem, tym większe miałem wątpliwości. 

W pewnym momencie zrobiło się trochę jaśniej i zobaczyłem przed sobą zielonobrązową ścianę. To był kamień, jednak inny od tych, które widziałem do tej pory. Wyraźnie odznaczały się na nim ślady czasu w postaci spękań i ciemnych przebarwień. Miałem wrażenie, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek, kiedy niemal w tym samym momencie, z prawej strony w moje pole widzenia wjechały wielkie brązowe oczy.

-O Boże! - jęknąłem wystraszony i odruchowo się cofnąłem.

-Spokojnie, to Suli, - usłyszałem łagodny głos Neme.

Ze świstem wyrzuciłem z siebie powietrze, moje serce łomotało.

-Czy u was to normalne?! - rzuciłem poirytowany.

-Co? - spytała zaskoczona.

-Skradanie się.

Odpowiedziała mi cisza.

Tymczasem wielkie źrenice bardzo powoli zaczęły się odsuwać. Przyglądałem się im, były brązowe zwrócone do mnie nieco bokiem.

Po chwili widziałem już jasną, opadającą na skronie grzywkę, malutkie ucho i warkocz.

Dziewczyna była inna, ale tak samo piękna. Miała cerę typowej blondynki o zabarwieniu śmietankowym z przecudnymi rumieńcami na policzkach. Kiedy odsunęła się jeszcze bardziej, weszła w smugę bladego światła.

Znowu wpadłem w jakiś dziwny letarg, nie mogłem oderwać od niej wzroku, czułem tylko, jak dłoń Neme zaciska się na moich palcach. Nic się nie działo, spokojnie dała się obserwować.

Była młodsza, chociaż mogło mi się tylko tak zdawać. Przemknąłem po profilu jej twarzy od ucha do brody, na moment zatrzymałem się na pięknych pełnych ustach i jeszcze raz wpadłem w jej oczy.

W obydwu tych małych istotkach było coś, co sprawiało, że od samego tylko patrzenia można było dostać orgazmu.

-Suli, san to ligo, ginto moro jago, - odezwała się Neme w zupełnie obcym języku, wyrywając moją świadomość z odrętwienia.

-Gualio manto surta lago! - odpowiedziała Suli, nie odrywając ode mnie swoich wielkich oczu.

Mimo obco brzmiących słów w jej głosie dało się słyszeć emocje.

-Mówi, że jesteś najpostawniejszym drzewem, jakie kiedykolwiek widziała, - przetłumaczyła moja przewodniczka.

Zrobiła to chyba zbyt dosłownie, bo i tak nic nie rozumiałem.

-Drzewem?! - spytałem zdziwiony.

-Tak nazywamy przybyszy z gwiazd, - odpowiedziała, unosząc palec do góry.

Patrzyliśmy na siebie: ja na nią, ona na mnie. Czas płynął, a z naszych ust nie padło ani jedno słowo. Czułem, niewyobrażalną wręcz, siłę ciągnącą nas do siebie. Jeszcze nic się nie stało, a ja miałem wrażenie, że trzymam ja w ramionach. Z ogromnym wysiłkiem zmusiłem się, by zmienić kierunek patrzenia i nagle uświadomiłem sobie, że Neme już nie ma.

Odruchowo cofnąłem się i potrząsnąłem głową.

Była naga, zaparło mi dech. Wiedziałem, że coś jest nie tak, nie powinno było się tak dziać, przecież dopiero co ochłonąłem po seksie z jej siostrą. Moje zmysły przecież powinny nieco przywyknąć, a jednak drugi raz tego samego dnia na widok nagiej kobiety zabrakło mi powietrza.

Była szczupła, drobna jak dziecko i miała w sobie coś bardzo niezwykłego, coś, co się raczej wyczuwa, niż widzi. Miała na sobie dziwne ozdoby imitujące ubranie. Przyjrzałem się, to przypominało biustonosz majtki i rękawy. Wykonane było z jakiegoś stopu, chyba z cyny. Szare błyszczące paski, nitki i smugi misterną siatką opinały jej piersi i łączyły się gdzieś na plecach. Byłem pełen podziwu dla rzemieślnika, który to wykonał, materiał był przecież zupełnie nieelastyczny, a jednak idealnie dopasowany do jej zgrabnego ciała. Nigdzie nie odstawał i nie uciskał. Pomyślałem, że chyba musiał być odlany wprost na niej i się uśmiechnąłem. Przecież nie było to możliwe, a jednak.

Było coś jeszcze. Na wystających poza obrys wypustkach umieszczone były diody. Metalowy stanik w sposób idealny i niezwykle efektowny unosił jej cycki do góry.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...