41. Była zielona.
Dziewczyna, tak będę ją nazywał, od połowy twarzy, poprzez szyję, górną część piersi, ramiona, łącznie z dłońmi, plecy i na pośladkach kończąc, najzwyczajniej w świecie była zielona. Barwnik, aczkolwiek nietypowy, rozłożony był podobnie, jak u każdego, ciemnoskórego człowieka.
Zamiast muru ujrzeliśmy jeziorko z idealnie czystą wodą, a w nim trzy kąpiące się kobiety. Toń była błękitna, z jasnymi, delikatnymi refleksami słońca. Dziewczyny, natomiast, były ciemnoskóre, nagie, pluskały się w stawie, radośnie pokrzykując do siebie, w nieznanym języku. Za ich plecami szumiał niewielki wodospad.
-Patrzcie, to nagranie, - zawołała Lara, która jako pierwsza otrząsnęła się z szoku.
Teraz i my już wiedzieliśmy, bo ujęcie trwało piętnaście sekund i powtarzało się bez przerwy. Podszedłem, wyciągnąłem dłoń i dotknąłem ściany, obraz był tuż przed nią. Mimo niewielkiej odległości, jaka mnie od niego dzieliła, był idealnie trójwymiarowy. Miałem wrażenie, że spoglądam przez okno.
Wykonałem kilka kroków i ujrzałem inny widok, przedstawiał szczyt góry. W dole po horyzont rozpościerał się soczyście zielony las. Uświadomiłem sobie, że nie jest to krajobraz tej planety. Tu, właściwie, nie było zielonych lasów. Patrzyłem na troje młodych ludzi znajdujących się na śnieżnobiałej skale. Oni też nie mieli na sobie kompletnie nic. Jednak ci, z kolei, zabawiali się razem.
Chłopak miał rude, niedbale ułożone, dość długie włosy, jasną cerę i sportową sylwetkę. Jego penis był większy, niż można byłoby, przy jego wzroście, oczekiwać. Trzymany w dłoni sterczał pod kątem czterdziestu pięciu stopni, a żołądź znajdowała się na wysokości ust jednej z dziewczyn. Patrzyłem i im bardziej się przyglądałem, tym miałem większe wątpliwości, czy mam do czynienia z istotami ludzkimi.
Dziewczyna, tak będę ją nazywał, od połowy twarzy, poprzez szyję, górną część piersi, ramiona, łącznie z dłońmi, plecy i na pośladkach kończąc, najzwyczajniej w świecie była zielona. Barwnik, aczkolwiek nietypowy, rozłożony był podobnie, jak u każdego, ciemnoskórego człowieka. Jaśniejszą warstwę pokrywała ciemniejsza sieć naczyń krwionośnych. Wewnętrzna powierzchnia dłoni także miała nieco inne ubarwienie. Reszta ciała była stalowoszara. Jej, opadające na plecy, włosy też były dwukolorowe. Na skroniach jaskrawofioletowe, a w pozostałej części kruczoczarne. W miejscu, gdzie kończyło się czoło i łączyły ze sobą obydwie barwy, wpięty był duży, żółty kwiat. Był piękny i trochę przypominał nasze, ziemskie żonkile.
Klęczała przed chłopakiem, jedną ręką trzymała go za podudzie, a drugą za pośladek i, wysuwając niezwykle długi język, lizała kutasa. Jej twarz była drobna, lecz harmonijna, o dość niezwykłym profilu. Górna część jej małżowiny usznej kończyła się ostro, tak, jak u istoty, którą jeszcze nie tak dawno widzieliśmy na powierzchni.
Druga z dziewczyn była typową blondynką o jasnej, złocistej, budzącej zmysły cerze. Stała za plecami chłopca i, trzymając go za ramiona, uważnie przyglądała się tej pierwszej. Oceniając ich w kryteriach ludzkich, wszyscy troje nie mieli więcej, jak po dwadzieścia lat.
-Jazon, Lara, Morgan, chodźcie tu! - usłyszeliśmy nienaturalny głos Cristi.
Odruchowo spojrzeliśmy w jej stronę, znajdowała się kilkanaście metrów dalej.
-Co się stało?! - spytałem zaniepokojony.
-Patrzcie! - rzuciła niespokojnie, wpatrując się w kolejny widok.
Kiedy zatrzymaliśmy się na wprost holograficznego ekranu, zrozumieliśmy, dlaczego tak bardzo się wystraszyła. Znakomitą większość obrazu zajmował ogromny pień drzewa, a raczej jego podstawa. Nigdy nie domyślilibyśmy się jego rzeczywistych rozmiarów, gdyby nie osobnik znajdujący się nieopodal.
-Homobugalaris! - wyrwało się z mich ust.
-Jakiś nietypowy, - dokończyła Lara.
-Hm, zielony, - wtrącił Natan, który właśnie całkowicie doszedł do siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz