Szukaj na tym blogu

4 maja 2021

Planeta rozkoszy.

42. Olbrzymie mrowisko.


Znajdowaliśmy się w czymś, co przypominało olbrzymi hol, lub stację metra. To coś mogło być swego rodzaju pałacem, chociaż niekoniecznie. We wszystkie strony promieniście rozchodziły się tunele. Jedne były szerokie i zadbane inne wąskie i zniszczone. Później na myśl przyszło mi mrowisko, olbrzymie mrowisko.


W tym samym momencie ze swoim niezastąpionym doświadczaniem wtrąciła się Cristi.

-To jedna z tutejszych licznych odmian, ale nie o to mi chodziło. Spójrzcie w lewy, górny róg.

-Co? O czym ty mówisz? - Patrzyłem i nie wierzyłem. -O cholera!

Lara ze zdziwienia przetarła oczy.

-Niemożliwe. Przecież to ludzie!

Lekarka była już pewna.

-Na sto procent ludzie. Tylko zobaczcie, w czym oni siedzą?

Przyjrzeliśmy się uważniej.

-Klatka, - powiedział jak automat Natan.

Odebrało mi mowę. 

-O ja pierdolę. Oni siedzą w klatce! - Morgan też nie mógł uwierzyć. Nasza rasa w klatce… 

Homobugalaris trzymał linę przerzuconą przez niewidoczną na ekranie gałąź. Na samym końcu zawieszony był stalowy, wykonany z kratownicy pojemnik, w którym były uwięzione dwie kobiety. Siedziały na środku i tuliły się do siebie. Więc historia musiała potoczyć się jakoś inaczej. 

-Jak? - rzuciłem z niedowierzaniem. Nie tego uczyli mnie w szkole. 

-Co, jak? - ripostowała Cristi.

-My, ludzie, byliśmy niewolnikami? Jak to się stało, przecież odkryliśmy tę planetę, zaledwie, kilkaset lat temu.

Cristi spojrzała na mnie tak jakby chciała, abym coś zrozumiał.

-Kapitanie?!

-Tak?

-Powiedz co widziałeś?

Spojrzałem na nią zaskoczony. 

-No jak to? Ludzi.

-Czy jesteś pewien?

Pomyślałem.

-No nie.

Uśmiechnęła się nieznacznie.

-No właśnie.

Wciąż nic nie rozumiałem. 

-Co masz na myśli?

-Widziałam już podobne obrazki. To nie musieli być ludzie.

W mojej głowie było coraz więcej pytań. 

-Jeśli nie ludzie to kto lub co?

Pokręciła głową.

-Tego nie wiem, kapitanie. Wiem tylko, że musimy się stąd jak najszybciej wydostać. Mam jakieś złe przeczucia. 

-No nareszcie ktoś mówi konkretnie, tylko jak? - zgodziła się z nią Lara. 

Po chwilo usłyszeliśmy głos Morgana. Oddalił się na kilkadziesiąt metrów. 

-Chodźcie. Zobaczcie ile tu korytarzy.

Nagle, wracając do rzeczywistości, ostrożnie rozejrzeliśmy się wokół siebie. Znajdowaliśmy się w czymś, co przypominało olbrzymi hol, lub stację metra. To coś mogło być swego rodzaju pałacem, chociaż niekoniecznie. We wszystkie strony promieniście rozchodziły się tunele. Jedne były szerokie i zadbane inne wąskie i zniszczone. Później na myśl przyszło mi mrowisko, olbrzymie mrowisko. To skojarzenie wcale nie było przyjemne. 

-Nie możemy tu tak tkwić. Trzeba się rozejrzeć. Może któryś wyjście wiedzie na powierzchnię. Może tamten! - zawołał Natan.

-Dlaczego tamten?! - zakwestionował Morgan.

-Bo idzie w górę, - nie dawał za wygraną młody chłopak.

-No dobrze, w takim razie ruszamy, poparłem go.

Korytarz, istotnie, piął się coraz wyżej. Ruszyliśmy. Mieliśmy nadzieję, że za kilka chwil, zobaczymy obce, ale jednak dość przyjemne dwa słońca. Niestety, ten widok najwyraźniej nie był nam jeszcze pisany.

Po pokonaniu zaledwie jednego, prostego odcinaka, ponownie tego dnia musieliśmy się chować. Zza zakrętu dobiegały dziwne odgłosy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...