Szukaj na tym blogu

11 maja 2021

Planeta rozkoszy.

49. Jak snopek słomy.


Lizała całą powierzchnią języka od podstawy, aż do żołędzi: namiętnie, słodko, mokro. Byłem pewny, że trzeciego podejścia już nie wytrzymam. Patrzyłem na jej rozkoszną buzię i nade wszystko pragnąłem ją wyruchać: tak normalnie od tyłu, przetrzepać, jak snopek słomy.


Jakby czytała w moich myślach. Puściła. Fiut na sekundę zawisł przed jej twarzą. Nie czułem ulgi, ciągle drżałem. Patrzyła na niego.

Zabawa trwała już dość długo i mój zaganiacz się zbuntował. Stracił swoją pierwotną twardość, jednak wciąż był tak gruby, że wyglądał jak napompowany.

Po jakimś czasie wsunęła pod niego swoją dłoń. Zawisł między jej palcami niczym pękata parówka. Otworzyła buzię, wysunęła język i pieczołowicie ułożyła na nim sam jego koniec.

-Ooooooooooch!!! - jęknąłem, czując na plecach przejmujący prąd.

Po chwili obydwiema dłońmi zagarnęła worek z klejnotami i jeszcze raz naciągając skórę na dyszlu, mocno przytrzymała. Jednocześnie jej gorące usta raz po raz pochłaniały go z drugiej strony. W tym samym momencie puściła do akcji swój malutki, zwinny języczek.

Nagle straciłem orientację. Kompletnie nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Dopiero po kilku głębokich oddechach zdołałem na sekundę powrócić do rzeczywistości. To nie był jeszcze koniec. Drugi raz mnie zaskoczyła. Drugą dłonią chwyciła za mój pośladek. Wtedy popłynąłem na dobre.

-Kim ty jesteś, kim jesteś?! - jęczałem półprzytomnie.

Jak gdyby nigdy nic jedną dłonią bawiła się moimi jajkami, a drugą zaciskała na mojej dupie. Jej usta jak szalone tańczyły na mojej żołędzi, a ja wyłem z rozkoszy. Z mojego gardła wydobywały się dziwne, niezrozumiałe dźwięki.

Niespodziewanie przestała. Minęło pięć sekund i żałowałem.

-Dalej, no dalej! - dyszałem ciężko.

Mój fiut spoczywał w jej buzi, ale ona nie wykonywała żadnych ruchów. Nie wiedziałem, o co chodzi. Trwałem tak w niej i czułem, że jeśli bardzo mocno się sprężę, to mimo wszystko spuszczę się prosto w jej gardło. Nie wiem dlaczego, ale nie zrobiłem jednak nic. Obserwowała każdy skurcz mojego ciała. To było niesamowite. 

Po kilkunastu sekundach powolutku zaczęła zaciskać swoje paluszki i ściągać skórę. Milimetr po milimetrze, jak ślimak wsuwałem się coraz głębiej w jej zaciśnięte usteczka i, kiedy jej dłoń wsparła się na moich jądrach, zawyłem z rozkoszy:

-Aaaaaaaauuuuuuu!!!

Przestała. Charczałem z wysiłku. Patrzyła, czekała. Kiedy tylko odrobinę uspokoiłem galopujące serce, chwyciła penisa od góry, uniosła do pionu i zaczęła lizać od spodu. Ponownie szybowałem.

-Och kurwa mać! - wyrzuciłem z siebie.

Lizała całą powierzchnią języka od podstawy, aż do żołędzi: namiętnie, słodko, mokro. Byłem pewny, że trzeciego podejścia już nie wytrzymam. Patrzyłem na jej rozkoszną buzię i nade wszystko pragnąłem ją wyruchać: tak normalnie od tyłu, przetrzepać, jak snopek słomy.

W pewnym momencie poczułem, że kładzie go sobie na brodzie.

-Och mała! - westchnąłem.

Zacisnęła palce, szeroko otworzyła oczy i uważnie spojrzała. Odczekała chwilę, wysunęła język i zaczęła muskać żyłę: najpierw delikatnie a później coraz mocniej i zuchwalej. Mój kutas coraz intensywniej kurczył się i pulsował. Jej twarz nabierała rumieńców i pokrywała się stróżkami potu.

Po minucie zamknęła oczy, przesunęła brodę nieco wyżej i drażniła sam wierzchołek mojej dygoczącej z podniecenia fujary. Miałem wrażenie, że to motyl muska mnie tam skrzydłami. Stałem wyprężony, jak struna, jęczałem i drżałem na całym ciele.

Po chwili zsunęła się jeszcze niżej, by jeszcze raz, zabrać się za lizanie grubego, żylastego korzenia. Jak malarz wykonywała krótkie precyzyjne pociągnięcia, ale też nie zapominała o długich tłustych maźnięciach. Czułem gorący oddech i sprężysty uścisk małej rączki. Nie odrywałem wzroku od jej ślicznej buzi, od tego, co nią wyczynia.

Po jakimś czasie przywarła do mnie całą twarzą. Prawą dłoń zsunęła do mojego podbrzusza, a lewą pieczołowicie zagarnęła moje jajka i łagodnie uniosła do góry. Nie przerywała lizania, a na domiar wszystkiego na swojej skórze czułem szturchanie jej noska.

-Och mała, mała, chcę cię! - wzdychałem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...